Forum
Dyskusje o artykułach

Opiekunka czy niewolnica?

25 stycznia 2012 12:00

Opiekunka czy niewolnica


Większości osób handel ludźmi kojarzy się z odległą historią lub kobietami zmuszanymi do prostytucji. Jednak w ostatnich latach znaczenie tego pojęcia bardzo się rozszerzyło.


 


 

12 lutego 2012 10:07 / 11 osobom podoba się ten post

Nie handlujemy "sobą" jesli chodzi tu o wyjazdy w charakterze opiekunki. Oczywiście za pracę nam płacą, ale posychiczny wymar tego tematu jest zapewne niewymierny i nie da się na euro przeliczyć. Wiele z Pań  wyjeżdża dlatego jedynie bo tu w tym kraju paradoksów nie ma miejsca dla ludzi z doświadczeniem zarówno zawodowym jak i życiowym. To sytuacja ekonomiczna i osobiste potrzeby zmuszają  je - nas do podjęcia tego jak by nie nazwł "RYZYKA". Dobrze, że są osoby, które przetarły szlaki i mogą nieść pomoc innym - tym niedoświadczonym. Ja jestem im wdzięczna i chylę czoła, że latami są w stanie wytrzymać z dala od rodzin i kraju. Nie wiem czy zarobki im to rekompensuja...? Ale większośc z pewnośćią nie ma wyjścia. Z regóły są to osoby w przedziale wiekowym 40-60 lat.... Nie powinny pracować tu na swoich stanowiskach lub zbierać się na zasłużoną emeryturę??? W wielu przypadkach będzie to uciążliwy obowiązek. Niewiele osób ma tyle w sobie empatii, żę naprawdę pomaga tym ludziom z przekonania. Choć ta praca wydaje się niewolnicza niektórym i chwilami nawet poniżająca ale czy tak jest...? Miałam praktyki w Domu Pomocy i wierzcie mi, że ci ludzie są naprawdę w wielu przypadkach wdzięczni za pomoc i bardzo mi ich szkoda. Zwłaszcza osób chorych na Alzheimera. Z takimi miałam do czynienia. Mam wrażenie, że spojrzenie pełne wdzięczności i uścisk dłoni jest dużym podziękowaniem. Tu w kraju też pracują opiekunki i wierzcie mi nie za 900 czy 1300 euro ale za marną pensyjke. Ale MUSZĄ... nie mają innego wyjścia. Widać to też po ich twarzach... Są zmęczene i obojętne na cierpienia innych. Wykonują tylko swoje obowiązki. A ja chciałabym trafić na osobę (Panią), która będzie wdzięczna za moją codzienną pomoc i mam nadzieję, że spotkam kogoś takiego, kto okaże mi choć cień wdzięczności za moją na pewno nielekką, choć nie- niewolniczą pracę. Czy gdyby kroś z naszych bliskich był w takiej sytuacji, a my nie miałybyśmy wyjścia - to nie bylibyśmy wdzięczni za opiekę (opiekunkę) pełną współczucia, zrozumienia i empatii? Mam mamę w podeszłym wieku. i wiem, że ona byłaby niezmiernie wdzięczna za okazane jej serce i cierpliwość!!!! Mogę tylko powiedzieć do tego "niewolnictwa" tyle, że rzeczywiście przebywanie prawie 24 godziny na dobę w tym samym otoczeniu może obciążać psychikę ale coś za coś.... Ten temat jest wielowymiarowy i tyle w nim niuansów ilu ludzi bierze udział w nim... Pozdrawiem wszystkie cierpliwe i oddane "Nieniewolnice"... Choć może nie wiem, może wiele osób w takich przypadkach tak postrzega swój zawód. Są poprostu zdesperowane i nie mając innego wyjścia pracują - bo muszą. Ja wiem tylko z autopsji, że u nas takiego zawodu się nie szanuje i wiele osób się dziwi, że ktoś podejmuje się go wykonywać (chodzi tu w szczególności o te ciężkie przypadki).... Uff...ale się rozpisałam... Pozdrawiam

12 lutego 2012 13:19
no a jeszcze bym do tego artykulu dodala ze u nas to nie dosc ze za male pieniadze to juz sie kieruje osoby ktore sa zarejestrowane na posredniaku lub przez pomoc spoleczna pozdrawiam
12 lutego 2012 14:08
Bonika - jest sporo prawdy w tym co piszesz.
12 lutego 2012 16:40
justa said:
no a jeszcze bym do tego artykulu dodala ze u nas to nie dosc ze za male pieniadze to juz sie kieruje osoby ktore sa zarejestrowane na posredniaku lub przez pomoc spoleczna pozdrawiam

To  dobrze  czy  źleCool

12 lutego 2012 18:54
chodzi o to ze ludzie biora prace czy maja powolanie czy nie i idzie jak leci dlatego tak malo placa u nas .no a wiesz nie wszystkim sie tez chce pracowac wiec wiesz jak ta opieka wyglada .Zreszto to tez temat rzeka ale twoja wypowiedz super podobala mi sie
13 lutego 2012 08:35
Z tymi pośredniakami to nie wiem ale chyba też niezupełnie. Sama byłam zarejestrowana i mam certyfikat ale takich mniejsc nie ma. Rozmawiałam też na miejscu w DPS i też brak miejsc pracy w tym zawodzie. A jeśli chodzi o Pomoc Społeczną to znam osobiście dziewczynę, która tak pracuje... Ma kilka podopiecznych i nie jest jej łatwo. Są to etaty z Urzędów ale nie ma porównania z tym co jest np. w Niemczech. A pieniądze - szkoda gadać. Znam przypadek, gdzie Pani otworzyła własną dzialalność i ma podopieczne ale cały dzien też jej nie ma w domu i może przy dobrych ukladach i dobrej organizacji zarobić tyle co za granicą.
14 lipca 2012 12:17 / 1 osobie podoba się ten post
Artykuł Niemieckiej gazety FAZ z 29.06.2012 przetlumaczony. tu oryginał http://www.faz.net/aktuell/wirtschaft/mensch en-wirtschaft/haushaltshilfen-aus-osteuropa-geschaefte-in-de r-grauzone-11802693.html reszta

Gdyby wszystkim pomocom domowym wiodło się tak dobrze jak Henryce, historia mogłaby się tutaj zakończyć. Niestety ten rynek ma swoje ciemne strony. Jeśli chcemy je poznać, musimy odwiedzić Sylwię Timm. Na końcu długiego korytarza niezbyt ciekawego wieżowca, będącego siedzibą Niemieckiego Zrzeszenia Związków Zawodowych (niem. Deutscher Gewerkschaftsbund, w skrócie DGB), za drzwiami z napisem R315A - Projekt Faire Mobilitt [R315A Projekt Uczciwe Zasady Mobilności"] pochodząca z Polski prawniczka od pół roku walczy z czymś, co sama nazywa nowoczesną formą niewolnictwa. Do pani Timm, zatrudnionej przy realizacji projektu doradczego, finansowanego przez Niemieckie Zrzeszenie Związków Zawodowych oraz UE, zgłaszają się pomoce domowe z Europy Wschodniej, które nie wiedzą, co robić dalej.

Przeglądając notatki, które sporządza podczas swoich rozmów, 38-letnia specjalistka prawa pracy opowiada o kobietach, które odcięte od świata mieszkają u ludzi, dla których przepisy prawa pracy nie mają zbyt wielkiego znaczenia. Wiara w to, że te kobiety pracują jedynie 8 godzin dziennie, za które to godziny otrzymują wynagrodzenie, jest naprawdę naiwna, mówi Timm. Kobiety z Europy Wschodniej, które zgłaszają się do niej, są w pracy ciągle, często również w nocy. Pensję otrzymują z opóźnieniem, czasem nie dostają jej w ogóle. Oprócz dozwolonej podstawowej pielęgnacji muszą zmieniać opatrunki lub podawać leki, nie dysponując odpowiednim wykształceniem ryzyko, za które nikt nie ponosi odpowiedzialności. Formalne zatrudnienie przez klientów, jak w przypadku Henryki, to wyjątek. Praca na czarno jest na porządku dziennym, są pośrednicy, którzy kasują znaczną część wynagrodzenia. A kontrole? Prawdopodobieństwo wykrycia procederu jest minimalne, mówi Timm.

Teresa jest jedną z tych niewykrytych pracownic na czarno

Teresa jest jedną z tych niewykrytych pracownic na czarno. Ze strachu przed konsekwencjami nie chce podać swojego prawdziwego nazwiska i miejsca pobytu. Mówi cicho i nieśmiało. Skłamała, że chce porozmawiać z dziećmi w Polsce i tylko dlatego mogła w ogóle zadzwonić, szepce do słuchawki. Teresa jest jedną z tych kobiet, dla których wyjazd za granicę stał się ekstremalnym przeżyciem. W Polsce w ostatnim czasie była zatrudniona jako sprzedawczyni, potem straciła pracę.

Kiedy przyjaciółka pokazała jej ogłoszenie o pracę w Niemczech, nie wahała się i zadzwoniła pod podany numer. Kobieta po drugiej stronie jeszcze tego samego dnia zaoferowała jej zatrudnienie: za opiekę nad starszą kobietą miała zarabiać 1200 euro na miesiąc, to brzmiało zachęcająco, wspomina Teresa. Kilka dni później siedziała w autobusie jadącym na Zachód, wtedy jeszcze nie miała pojęcia, co ją spotka: Muszę tyrać od wczesnego ranka do późnego wieczora, ciągle wstaję w nocy, mówi Teresa, która nie zna ani jednego słowa po niemiecku. Staruszka, którą się opiekuje, jest sparaliżowana i wymaga całodobowej opieki. Mimo wsparcia ze strony służb opieki praca jest bardzo wyczerpująca, od trzech miesięcy nie miała ani jednego dnia wolnego. Wyjście na zakupy jest moim jedynym czasem wolnym od pracy.

Teresa dostaje mniej pieniędzy, niż to było ustalone - jednak nie może się bronić

Przeglądając wyciąg z konta, Teresa przeżyła niemiłe zaskoczenie. Zamiast obiecanych 1200 euro niemiecka pośredniczka płaci 500 euro, wynagrodzenie, którego wysokość zgodnie z powszechną definicją stanowi naruszenie dobrych obyczajów. Dopiero wtedy uświadomiła sobie, co oznacza fakt, że pracuje w Niemczech na czarno. Komu mam się poskarżyć, bardzo się boję, że ten stosunek pracy się wyda, żali się Teresa. Jeśli zachoruje albo rozboli ją ząb, jest skazana sama na siebie: Ja przecież nie jestem tutaj w ogóle ubezpieczona. Mimo całodobowej pracy na dumpingowych warunkach nie chce na razie wracać do Polski, bo nie znajdzie tam pracy. Teresa poprosiła dzieci swojej podopiecznej, żeby płaciły jej więcej niż 500 euro. Rodzina była zaskoczona: w końcu płaci pośredniczce co miesiąc 1800 euro.

Jeżeli te dane są prawdziwe, to pośredniczka kasuje co miesiąc 1300 euro za nic, mówi doradczyni Timm. Aby ukrócić ten proceder, prawniczka zawiadomiła urząd kontroli finansowej ds. pracy na czarno, odpowiedzialny za takie przypadki, jaki spotkał Teresę. Dotychczas nie ma żadnych wymiernych efektów, mówi Timm. Pośredniczka nie zgłosiła działalności gospodarczej, a konstytucja gwarantuje prawo do nienaruszalności jej prywatnego mieszkania. Tylko z poważnymi dowodami i nakazem rewizji urzędnikom ścigającym przestępstwa celne wolno byłoby wejść do jej mieszkania. Teresa mogłaby pozwać kobietę do sądu, ale brakuje jej do tego zarówno odwagi, jak i środków.

Renate Fry pośredniczy

Pośrednictwo nie musi automatycznie oznaczać łamania przepisów. Jednak prawie na pewno oznacza ono, że oprócz pomocy domowej jest ktoś, kto ubija dobry interes: na przykład Renate Fry. Dyrektor generalna rezyduje w agencji pośrednictwa Seniocare24 na parterze swojego białego, przestronnego domu w prowincjonalnym miasteczku Kandel w Palatynacie. Przed domem stoją dwie luksusowe limuzyny, a z okna urządzonego na biało biura rozpościera się widok na srebrzystą powierzchnię basenu.

Historia, którą opowiada, zaczyna się mniej spektakularnie: Fry dorastała w Szczecinie, niedaleko niemieckiej granicy, studia na wydziale germanistyki przerwała. To nie pozwalało zarobić dość pieniędzy, mówi z uśmiechem. Wyjechała do Niemiec jako opiekunka do dzieci i znalazła tam nie tylko przyszłego męża, ale również metodę na zarobienie więcej pieniędzy. Wprost nie mogłam się doczekać 1 maja 2004 roku, mówi 37-letnia biznesmenka.

Agencja Seniocare24 należąca do Renate Fry pośredniczy w zatrudnianiu polskich pomocy domowych. Za tę usługę Fry każe sobie słono płacić. W końcu wszyscy na tym korzystają, mówi.

Dzień, w którym Polska przystąpiła do UE i polskie firmy zyskały prawo delegowania pracowników do Niemiec, był dla Fry początkiem realizacji jej pomysłu, który dziś znalazł dziesiątki naśladowców: tworzyła w Polsce sieć firm partnerskich, które zatrudniają pomoce domowe. Agencja Seniocare24 pośredniczy w zatrudnianiu tych kobiet w niemieckich gospodarstwach domowych jako oddelegowanych pracowników. Za tę usługę rodziny płacą Fry 850 euro rocznie. W zależności od tego, jak dobrze pomoce domowe znają język niemiecki, klienci z Niemiec płacą między 1200 a 1800 euro polskiemu pracodawcy, który odprowadza składki na ubezpieczenie społeczne w Polsce.

Kobiety, które zmieniają się w dwumiesięcznym rytmie, otrzymują pensję brutto w ostatecznej wysokości między 800 a 1000 euro przynajmniej za miesiące, które przepracują w Niemczech. W miesiącach, które spędzają w Polsce, nie zarabiają ani grosza. Interesy biznesmenki, chętnie zapraszanego gościa programów talk-show, toczą się doskonale: Obecnie mamy 2000 polskich kobiet, które pracują w niemieckich gospodarstwach domowych lub czekają w Polsce na to, żeby zastąpić inną pomoc domową", mówi Fry, stukając swoimi czerwonymi paznokciami w blat biurka. Kobiety dobrze zarabiają, a nasz biznes to dobra rzecz, dodaje.

Urząd finansowy traktuje te praktyki jako pracę tymczasową

Nie wszyscy jednak tak to widzą. Klaus Salzsieder jest rzecznikiem Federalnego Urzędu Finansowego Zachód (niem. Bundesfinanzdirektion West). O konkretnych firmach, takich jak Seniocare24, nie chce rozmawiać. O ogólnej problematyce agencji pośrednictwa mówi, że praktykują one ukrytą formę wynajmu pracowników, czyli pracę tymczasową, deklarując ją inaczej, aby obejść niemieckie przepisy dotyczące kosztów płac i składek na ubezpieczenie społeczne. Uzasadnia: w rzeczywistości pracodawcami nie są polskie firmy delegujące pracowników, tylko niemieccy klienci, bo to oni wykonują tzw. prawo pracodawcy do wydawania poleceń pracownikom.

Składki na ubezpieczenie społeczne należałoby w związku z tym odprowadzać w Niemczech, a nie w Polsce. Jeżeli sąd przychyli się do tej interpretacji, może to oznaczać duże wydatki: W takim przypadku konieczna będzie spłata podatków od płac i składek na ubezpieczenie społeczne, mówi Salzsieder. Również reklamowane w Internecie przez Seniocare24 usługi Opieki całodobowej uważa za niepoważne: Zgodna z przepisami opieka całodobowa wymaga trzech osób mieszkających w gospodarstwie domowym, a nie jednej. Na to oczywiście nikogo nie stać.

Zaniechano planów legalizacji pracy nielegalnych pomocy domowych

Szefowa agencji Fry nie zgadza się z zarzutami. Usługa Opieki całodobowej to jedynie określenie na potrzeby Google, które trzeba wpisać na stronie internetowej, aby znaleźć klientów. Osoby zatrudnione mają oczywiście zagwarantowany zgodny z przepisami czas wolny, jak również dobre zarobki, mówi Fry. Poza tym, mimo licznych kontroli, nigdy jeszcze nie miała prawnych problemów z powodu rzekomego ukrytego delegowania pracowników. Prawdziwy problem stanowią dziesiątki tysięcy kobiet, które pracują tu na czarno, mówi Fry. Po swoje stronie ma Federalne Ministerstwo Pracy i Spraw Socjalnych, które z początkiem roku odpowiedziało na zapytanie w Bundestagu, że ograniczenie ani zakaz tego modelu biznesowego () nie jest aktualnie brane pod uwagę.

Frakcja parlamentarna Unii wyraziła w zeszłym roku zamiar ogłoszenia amnestii dla osób pracujących na czarno i całkowitej legalizacji rynku. Również tego planu zaniechano. Najprawdopodobniej uznano, że rynek uległby załamaniu, a emerytki takie jak Ursula Keinki zostałyby pozostawione samym sobie.

14 lipca 2012 13:59 / 2 osobom podoba się ten post
Temat nie do ogarniecia, ale:

1/ Nawet najbardziej zdesperowana kobieta powinna zachowac co nieco zdrowego rozsadku. Poszukac w necie informacji, jesli nie ma w domu - jest net darmowy w bibliotekach, czy inne punkty dostepu, poprosic kogos o pomoc w poszukaniu i ocenieniu oferty. Na milosc boska - takie przypadki, jak Teresa - to jest na wlasne zyczenie komplikowanie sobie zycia i narazanie sie na wykorzystywanie !

2/ Obecnie jest tyle agencji, a jednoczesnie tak duze zapotrzebowanie na opiekunki, ze znalezienie pracy legalnej naprawde nie jest trudne,

3/ NIE DA sie pracowac w DE legalnie bez znajomosci - chociazby podstawowej - jezyka. To jest nierealne ! Wykonywany przez nas zawod polega w duzym stopniu na komunikacji pomiedzy podopiecznym a nami, wiec - jak inaczej ???

4/ Szukajac pracy - pytac i jeszcze raz pytac o wszystko - a jak osoba proponujaca kontrakt kreci, nie jest w stanie podac faktow, obiecuje "zlote gory" - to od razu "smierdzi" oszustwem !

5/ Posrednicy od czarnej roboty - tez mozna znalezc sprawdzonych - takich, ktorzy biora jednorazowo 200 - 300 euro z pierwszej wyplaty, ktorzy czuwaja nad tym, co sie dzieje i potrafia rodzine zatrudniajaca odpowiednio ustawic w tak zwanym "pionie" - mowiac krotko - "Nie podoba Wam sie ta pani - to zatrudnijcie opiekunke legalnie za 1800 czy 2200 na miesiac".

Moje zdanie jest takie, ze 90 % trudnych przypadkow, gdzie opiekunki sa wykorzystywane do granic mozliwosci - to przypadki na wlasne zyczenie. Jesli opiekunka po dotarciu na miejsce widzi co innego, niz bylo w ofercie - ZAWSZE ma prawo interweniowac, a prawde mowiac - agencjom zalezy na utrzymaniu tak miejsca, jak i opiekunki na miejscu, wiec nie trzeba sie bac ! Opiekunka nie jest niewolnica, ale opiekunka powinna reagowac na zle traktowanie, na wydzielanie jedzenia, na nadmiar pracy, na zle warunki mieszkaniowe i co tam jeszcze - a nie bac sie odezwac "bo strace prace", rany - praca jest, tylko trzeba umiec ja sobie znalezc !
14 lipca 2012 14:35
popieram Emilie.Ta opisna Teresa to jakas desperatka.Ja nie rozumiem takich kobiet,co to nie znają nic a nic języka,a sie pchają do Niemiec,bo tam pieniądze leżą na ulicy.Moim zdaniem najpierw powinny poświęcic troche czasu na intensywną naukę języka-dużo firm organizuje kursy,albo poprzez internetowe lekcje.

Agencji jest teraz full,jak raz czy drugi pojedzie się za mniejszę kase,nabierze doświadczenia,osłucha języka.wtedy można szukac czegoś innego za większe już pieniądze.Ale nigdy nie nalezy zaufac nieznanej osobie,co obiecuje nam gruszki na wierzbie.
14 lipca 2012 15:42 / 1 osobie podoba się ten post
Jasne, że praca na czarno jest ryzykowna. Niektóre trafiają dobrze innych się to nie udaje. Dziwi mnie tylko, że skupiacie się na losie opiekunek, a nie zwróciłyście uwagi na wypowiedź właścicielki niemieckiego pośrednictwa Seniocare24. Otóż ona od rodzin za pośrednictwo pobiera 850 euro raz na rok. Polskie firmy pośrednictwa pobierają z pieniędzy, które rodziny im wysyłają na opiekunkę nawet wyższe kwoty niż 850 euro i to miesięcznie od każdej opiekunki. Jak ma się więc podejście pośrednika niemieckiego do pośredników polskich? Dlaczego dziewczyny krytykujecie koleżanki? Niestety, wiele kobiet chce zarabiać, wiele nie zna języka więc biorą każdą możliwą okazję i nie potępiajcie je.
14 lipca 2012 16:18
nie potępiamy,lecz bardzo ryzykowny jest taki wyjazd bez znajomości języka.No i oczywiście niektóre kobiety mają szczeście dobrze trafić.A co z tą resztą typu Teresa?

Mnie sie wydaje,ze każda polska agencja musi współpracowac z niemiecką agencją lub koordynatorem,bo skąd mają miejsca do opieki?Ja byłam w ubiegłym roku z polskiej agencji w rodzinie,co miejsce znalazła mojej agencji właśnie ta Renata Fory.miałam do niej nr tel,w razie czego.Ale miałam cudowną rodzinę,nie musiałam z zadnymi skargami wydzwaniac.

Cóż-polskie agencje nie pracują za darmo-my musimy na nie zapracowac.Ale mamy w zamain za to opłacony ZUS,legalną pracę.Gdyby działo się coś złego,możemy się zwrócic do naszej agencji.A takiej możliwości nie mają kobiety pracujące na czarno.

14 lipca 2012 16:58
albo takie---mam dwa noże na gardle,stado dzieci,chłopa nieroba i chcę pieszo nawet do DE do opieki.

Ja osobiście nie wróciłabym spowrotem do pracy w PL za 1100 ale zł polskich.
14 lipca 2012 20:57
Właśnie...... dlatego ja na razie nosa nie wychylam do DE ,tylko się uczę niemieckiego.Prawda jest taka kochani że ludzie mają różną sytuację życiową, no i czasami chwytają się brzytwy,takie jest życie,jednym się uda inni się sparzą.
14 lipca 2012 20:58 / 1 osobie podoba się ten post
Mam koleżankę ,ktora jednego słowa nawet nie umiała  po niemiecku, sytuacja ją zmusiła do tego że musiała z dnia na dzień podjąć decyzję wyjazdu do Niemiec ,oczywiście na czarno dała radę.W DE jest od Grudnia i świetnie sobie już radzi z językiem a  ma  54 lata.
Napisz odpowiedź
Portal używa cookies. Wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką cookies.