Forum Dyskusyjne ›› Archiwum

Hawana i podopieczni

Powrót do Tematów
Wybierz stronę:
  • DZIEN OSTATECZNY
    Babunia wysłała mnie przed południem na zakupy.Mam kupić kompresy. Kurka,wczoraj byłam po plastry... No nic.Nie lubię jednak latać za zakupami , kiedy mam obiad na głowie. A dzisiaj 1,5 kg szparagów czeka na obranie.
    -I kup szynkę.
    Protestuję, szparagi zjemy ze sznyclami.
    - A może są już niedobre?
    I rozgniewała mnie, bo jak mogą byc niedobre, skoro maja dwa dni, sa upieczone i lezą w lodowce?
    I tak beda odgrzane w mikrofali i zjedzone.
    Ale szynke kupilam.
    Wrocilam, babunia juz ziemniaki obrala, szparagi tez , nawet obierki obgotowala w szybkowarze.
    I na co mi pół gara tej wody bez smaku?
    Ale nie powiedzialam nic.
    Babunia powiedziała, że synek przyjechał i wysłała go po ziemniaki, ale wróci i obiad z nami zje.
    I juz wiem po co ta szynka byla konieczna.
    No nic, synek wrócil, ziemniaki przytaskal i truskawki na deser. Skonczylo się panoczku z deserkami myślę sobie, ale truskawki chętnie zjem.
    Potem z radoscia oswiadczyl mi, ze bedę miec internet 26 maja.
    Drżącemi rencami podałam obiad,a potem zapytalam: budyn czy jogurt? I chlast na stoł. A potem to już gadalam tylko do psa, co to z synkiem przyjechał i siedział przy mojej nodze pod stołem. Bo psy mnie lubią.
    A potem się wszyscy wynieśli.
    Ja wrzucilam statki do zmywarki, zeby poplywaly i udałam się na pauzę. I obmyślilam strategie.
    Obserwowalam teren i złapałam sasiada jak wracał z pracy.
    I mam internet, bo przez ścianę przelazł jakoś.
    I guzik mnie obchodzi czy oni sasiada lubią czy nie.
  • Ewcia ...dla Ciebie wszystko
  • Basieńko.....dzięki....wiem, że zawsze mogę na Ciebie liczyć.....
  • Ja tez chce
  • Jeszcze 9.00 nie minela a ja juz mam apteke zaliczona. Babunia bardzo chora. W nocy wszystkie krople wypila, dziadzio musial dzwonic po prosbie, a ja jechac. W drodze lancuch mi spadl. O nie! Polowe drogi przeszlam spacerkiem. Nie da sie zalozyc lancucha i nie ubrudzic rak, a z brudnymi do apteki nie wejde i juz.
    Kupilam co trzeba i dopiero wtedy uruchomilam rowerek.
    I wiem na co babunia jest chora. Dzisiaj sa odwiedziny dziadka dzieci(2) i wnuczat(2). Babcia proponowala mi pieczenie ciasta.
    No.
    Zakupilam ciastka, sa lody.
    A kielbaski sa?
    Sa, ale takie wnuczeta(25 lat) to lubia jesc u Turka.
  • Nie jestes menscizna, ale nie bedę wybrzydzac
  • I wizyta u dziadka sie odbyla.Przyjechalo troje wnuczat, rodzice nie, ale nie wiem dlaczego, bo nie pytalam. Chlopcy byli bracmi, dziewcze kuzynka. Jakie fajne te dzieciary, urodziwe, rozmowne, polska krew
    Przybyli w porze naszego obiadu, ale byli uprzejmi poczekac w salonie az skonczymy.
    Dzisiaj kuchnia serwowala ziemniaki w mundurkach i sledzika w smietanie musztardowej. Dziadeczek byl zachwycony kartofelkami, zanim zaczal wlasciwa konsumpcje, to jedna pyrke zjadl z maslem i sola. Jego Mutti takie gotowala.
    Babunia miala zyczenie zjesc sos musztardowy, to dodalam dwie lyzeczki tej delikatesowej do duzego pudelka gotowych sledzi z Aldika i wszyscy byli zadowoleni.
    Babcia tez, bo nie zauwazyla, ze ja te jej sledziki w sloiku, cebulke i smietane, co mi byla przygotowala, skrzetnie schowalam na inna okazje.
    A potem budyn, smak do wyboru i gittarra.
    Oni biedni nie wiedza jakie pysznosci sa w sklepie, bo z powodu kiepskiej mobilnosci dawno w nim osobiscie nie byli.Zakupy ktos im robil, babcia gotowala i jakos sobie radzili. Dzieki mnie odkrywaja nowe smaki
    Kiedy bylam w Krainie Dr.Oetkera gotowalam budyn codziennie, do tego waniliowy, bo tak dziadek chcial. Mial czesc jelit usunietych i podobno lekarz mu powiedzial, zeby ten budyn jadl. Poza tym wszystkie opiekunki przede mna sie nie sprzeciwialy i...z demencja sie nie dyskutuje.
    Tutaj jest akceptacja moich pomyslow, wiec dlaczego nie korzystac.
    Potem dziadzio posiedzial z wnuczetami, dal im kase i wyslal do Turka, odpoczal sobie a wnusie wrocily na kawke i nawet niewiele ciasteczek zjadly.
    Ach jak bylo piknie
  • A dzisiaj babcia ozyla cudownie i odsunela stol na tarasie, zeby mech miedzy plytkami wydrapac. W koncu sie zmeczyla, przyniosla sprzet do zamiatania, położyła w widocznym miejscu i poszla. Pozmiatałam, bo ten syf by mi się wnosił do kuchni i zajęłam się gotowaniem, bo z tym jest zawsze dużo roboty
    Pieczarki trzeba było posiekać, dobry sos zrobić, frykadelki wlasnorecznie przygotowac, ziemniaczki ugotowac, sałatę przyrzadzic...No, jest się co uwijać do południa.
    Dobrze, ze deserek mialam juz przygotowany.
    Dzisiaj jogurcik, smak wedle zyczenia
  • Moja babuszka-grzebuszka znowu zaczela dzien od tarasu. Popatrzylam na efekt jej pracy porannej i poszlam do dziadka. A powinnam chyba powiedziec, ze powinna sobie kurke kupic. Jak Edytke swedza plecy to dziadek mowi, ze ma kota kupic do drapania... Ale ja nie dziadek, wiec sobie nie pozwalam. Dziadzio tez powiekszyl mi zakres obowiazkow. Umylam mu nogi. Chcial wczoraj, ale wtedy musialabym zdjac podkolanowki uciskowe, a to nie za bardzo, bo ...hm...dziadus jest cukrzykiem, dopiero wrocil ze szpitala i te nogi delikatnie mowiac goja sie. Po zdjeciu tych podkolanowek nogi ma smarowane, wiec jak tu myc. Powiedzialam, ze lepiej rano. Zgodzil sie. Tylko zaswiergotalam "dobra morda"(przywitalam sie) i przypomnialam o myciu nog a juz dziadek poderwal sie z krzesla i pomaszerowal do lazienki. A potem powiedzial babci, ze czul sie jak papa Franciskus Dziadus to jest model. Babcia juz przejmuje sie nastepnymi odwiedzinami familii dziadka(Henio ma czworo dzieci) i mi wymysla pieczenie ciasta. Moze mi sie nie uda? Znaczy sie ciasto.Hm... Albo lepiej nie, bo mnie na randke nie pusci...
  • Po śniadaniu drapania mchu ciąg dalszy.Ma zapał, nie ma co. Poszłam do pralni, bo pranie poskładać muszę i zaczęłam myśleć o obiedzie. Wczoraj Edytka pytała mnie czy umiem zrobić zapiekankę makaronową. No pewnie, dzisiaj zrobię.Ale wszystkich produktów nie miałam, więc wyskoczyłam rowerkiem do Aldika. Potem wzięłam się za gotowanie. Edytka zawzięcie pracowała. Oj, chyba mi się przepracuje... Włożyłam zapiekankę do pieca i dziadek mnie zawołał. Mam pojechać do przychodni, wziąć receptę i do apteki.
    -A co kupić?
    -Nic. Oddać w aptece recepte i przywiezc 60 euro zwrotu.On rano dzwonil. Troche mnie to zgrzalo, bo po przerwie obiadowej apteka przeciez jest czynna,a ja jeszcze salate do zrobienia mialam i pora obiadowa za pol godziny... Ale pojechalam. Z recepta do apteki tez. Dalam kartke, czekam, pani przynosi krople. Te same, co Edytce na ratunek przed bolem przywiozlam.No to pytam o te geldy, bo wyjde na glupa. To recepta na Edytke i sa tylo krople. Kurza twarz. Z powrotem jest pod gorke i rowerek mi sie bardzo zmeczyl Musialam prowadzic i jeszcze do przychodni wrocic, bo moze tam druga recepta dla Heniusia lezy? Przeca mowilam, ze dla niego chce, a dostalam dla Edytki.Hm... Tylko tak sie spieszylam, ze nawet nie spojrzalam na to co dostalam.No nic. Wrocilam, zapytalam jeszcze raz. Nie ma, byla tylko dla Edytki. Dobra. Ciekawe co dziadek na to. Z lekka sie ociagajac, bo moze pani zadzwoni do dziadka i mu wyjasni o co biega, dotarlam do domu. Mowie, ze pieniedzy nie bylo tylko krople dla Edytki. Wszystko ok.Dobrze. Jak dobrze to dobrze. Obiad byl z poslizgiem. Wylozylam zapiekanke na talerze, bo goraca, poszlam zawolac na obiad, ale fizjoterapeutka do dziadka przyszla. Dziadek zostal w salonie, babcia tez. Ja obiad zjadlam, bo musialam sprobowac, czy ona w ogole zdązyla sie dopiec. Edytka przyszla po 15 minutach.
    -Och, bede obiad zimny jesc.
     -Podgrzeje w mikrofali.
    -Nie. Jeszcze nie jest taki zimny, a salatke makaronową też je się na zimno.
    Nie ma sprawy.
    -A w salacie jest ogorek?
    -Tak, bo zostala połowa od wczoraj.
    -Ja nie jem ogorka, bo mi po nim niedobrze.
    Jakos udalo jej się wydlubac, a wczoraj nawet nie zauwazyla co jadła. No nic, dziadzio przyszedl. Zjadl wszystko bez podgrzewania i bez mrukniecia, ale o godzine za pożno. Dla diabetyka to wazne, ale coz...
    Powiedzial, że bardzo dobre. Edytka wtracila, ze jej mama brokula nie gotowala, tylko jarmuz, ale bardzo dobre bylo.
    Dzieks.
    Dostali po jogurciku w nagrode
  • Tyle ja się tu wczoraj napisałam i ten uciekający net mi zabrał. A niech się wypcha.
    I tak go dzisiaj dopadłam.
    W kuchni jest
  • Trzy godziny jeździłam wczoraj na rowerku. Byłam dziadkowi kserować wypis w sklepie papierniczym na głównej ulicy, po pelargonie dla babci, bo wreszcie przyszedł czas sadzenia, w Aldiku i dwa razy w Rossmannie. Dwa razy , bo babcia zapomniała...
    Wróciłam w czasie, kiedy kolacja powinna być już na stole.
    Babunia przeszczęśliwa oświadczyła, że mam zrobić grzane parówki za pół godziny, bo będę miała gości.
    Chyba od tego rowerowania mi się ciśnienie podniosło, ale co tam.
    Babunia dopięła swego i znalazła mi koleżankę, Polkę.Ta pracująca u jej koleżanki z dość dziwnego powodu nie chce do mnie przyjść.Dotarła w końcu do dziewczęcia, które kiedyś sprzątało u niej i wczorajszy wieczór spędziłam z koleżanką, a Edytka bawiła się klockami z jej córeczką. Potem spacerowała z nią po ogrodzie a nam przyniosła ajerlikierek w słynnych wafelkowych kieliszkach
  • A dzisiaj babcia chora, dziadek spadł z krzesła a ja piekę szarlotkę z budyniem. Zarobiłam na oko, bo netu nie było, ale czy ona musi się udać?
    Babunia jednak zestresowana.
Wybierz stronę:

Zobacz też...

Rutyna w pracy opiekunki