Nie, bo ja jestem ciemna jak tabaka w rogu w tych sprawach:)))
Może napiszę do Ciebie i coś mi podpowiesz bo za 4 tygodnie jadę do pracy i bardzo chcę mieć internet, a na stacjonarny nie mam szans.
Nie, bo ja jestem ciemna jak tabaka w rogu w tych sprawach:)))
Może napiszę do Ciebie i coś mi podpowiesz bo za 4 tygodnie jadę do pracy i bardzo chcę mieć internet, a na stacjonarny nie mam szans.
Jednak się pochwalę: wlasnie wróciłam z winobrania. Tak to się chyba nazywa. Było cudnie ! Rano przysposobiłam podopiecznych do dziennego życia, wsiadłam na rower i pojechałam do winnicy. Była rodzina i znajomi i tak wesoła gromadą obcinaliśmy te słodkie grona. Właściciele winnicy mają mały zajazd - po 2 godzinach pracy pojechaliśmy na kawę. Były ciepłe bułeczki, kiełbasa, musztarda i ... tort. Jam dziś na winogronach, więc zadowoliłam się kawą. Potem pojechaliśmy na drugą winnicę - znowu dwie godziny pracy i z powrotem na obiad. Piłam świeżo wyciśnięty sok z czarnych winogron - nie przypuszczałam, że to takie dobre. Wróciłam na 15 zrobić podopiecznym kawę. Zupełnie nowe doświadczenie. Bardzo mi się podobało. Pogodę mamy najlepszą z możliwych: sucho i słonecznie. Ciepło. Fajnie, że trafiają nam się takie fajne, niestandartowe dni. Dziś nie miałam dnia świstaka.
Dzisiaj był mój pierwszy, pełny dzień w nowym miejscu. Powoli docieramy się nawzajem.
Pacjent z Parkinsonem, niezwykle spokojny i ugodowy. Rzadko się odzywa, ale bacznie obserwuje otoczenie i od czasu do czasu trafnie komentuje wydarzenia. Wyraźnie określa swoje potrzeby, a ma ich niewiele. Ponadto dwa razy dziennie jest obsługiwany przez Pflegedienst, dzięki czemu mnie pozostaje tylko położenie i wyciągnięcie z łóżka w południe. Żona pacjenta samowystarczalna, tylko trochę nadgorliwa. Ale nie ma tego złego… Ona sama karmi męża i siedzi przy nim murem prawie cały dzień. Ja muszę tylko koordynować jej poczynania z dziennym planem.
Dzisiaj, z uwagi na święto mieliśmy niekończący się sznurek odwiedzających. Większość przyszła nie tyle z życzliwości ile z ciekawości. Dowiedziałem się, że po miasteczku krążą sprzeczne informacje. Jedni mówią, że u Państwa K. jest polska opiekunka, a drudzy, że opiekun. Niektórzy nawet widzieli dzisiaj Panią K. na spacerze z „młodym mężczyzną”. Niedowiarkowie przyszli sprawdzić osobiście. Do kompletu był jeszcze ksiądz – Polak.
Jutro dzień roboczy i wybieram się do sklepu. Tym samym mam nadzieję rozwiać wszelkie wątpliwości . Już się domyślam, że będą mnie oglądać jak kobietę z brodą albo inne dziwo :-D.
Poza tym fajnie. Pisałem już, że prawie nie ma gotowania, chociaż trochę nad tym boleję. Ale w zamrażarce same dobre rzeczy, więc chyba wątroba wytrzyma.
Wiem, że znowu wywołam burzę, ale wieczorem muszę wypić z gospodarzami jedna małą butelkę piwa i jeden kieliszek likieru. To taki ich rytuał, z którego nie mają zamiaru rezygnować dopóki będą mogli przełykać. Tylko pacjent pije piwo bezalkoholowe, ale likier już jest z procentami.
Wkoło same życzliwe dusze, a pielęgniarki znajome. Te same, z którymi niedaleko stąd pracowałem przez trzy lata. Jedna jest miejscowa i jest bliską przyjaciółką domu. Oferuje mi nawet społeczne zastępstwo w razie jak przyjedzie Pani Misiowa i będziemy chcieli się gdzieś urwać.
Mówcie, co chcecie, ale chyba jest trochę prawdy w powiedzeniu o tym, kto ma szczęście.
Co prawda mój ojciec mawiał, że ma je co drugi głupi, ale ja chyba na razie jestem parzysty :-D.
Pozdrowienia z zimnego rankiem, ale jeszcze ciepłego w południe Sauerlandu.
Misiek :) Śle ci same dobre Anioły coby tego parzystego wygnały :) Jak mowiła moja babcia "Kto wierzy w gusła temu d...uschła" :)) I w razie burzy na forum trzymajmy sie razem hihhihi...mam to samo ale bez likieru :)) Jednego ci zazdroszcze :( Nie wypasionej łazienki z pianka do golenia ale tego polskiego ksiedza...
Dzięki za dobre słowo.
Ksiądz to bedzie tylko dla ducha, chociaż, jak mawiała moja babcia "taki ładny" :-).
A dla ciała to jednak łazienka. A co się tam bedzie działo jak przyjedzie za parę dni Pani Misiowa ;-).
Och znam te obyczaje winobraniowe bywałam a pozniej byłam zapraszana a chrzest wina.To wyglada tak gospodarz ktory ma duża winnice robi też wina,ktore nastepnie rozlewa do butelek i etykietuje swoja etykietka najczesciej jest to nazwa wioski lub nazwisko gospodarza.Co roku u innego gospodarza posiadajacego winnice i produkcje odbywa sie ta uroczystość. 11.11 o godz. 11-tej punktualnie otwieraja sie drzwi i wchodzi ksiadz z kropidlem,modla się wszyscy wspolnie,robią zdjęcia.Potem gospodarze zachwalaja swoje wina i nastepuje degustacja.A jakie pochwały kazdy wygłasza na temat swojego produktu ile to dni bylo slonecznych a ile zebrali winogron leca nazwy,liczby a wszyscy w tym czasie degustuja.Gospodarzy jest kilku i kilka rodzajow win wiec moza zadegustowac sie na amen.Potem podaja obiad zawsze jest kaczka pieczona,semmelknedel i czerwona kapusta.A bywa ponad 100 osob.Z całej Gemeinde zaproszeni goście.Pytalam kto płaci za poczęstunek więc dowiedzialam sie,ze po otrzymaniu zaproszenia ten kto uczestniczy płaci za siebie.Ach,podobało mi sie bardzo, wszyscy rozmawiaja jest jak w ulu orkiestra gra,leja wino,bo kazdy chce byc lepszy od poprzednika.Mam zdjecia z takich imprez.Musze poszperac gdyz zrobilam ponad 5000 szt i nie mam czasu zrobic jakis porzadek z nimi.A potem jeszcze jest dzien otwartych piwnic bo tak kazdy robi wina chodzi sie od piwnicy do piwnicy sa tam stoliki,ławki albo krzesła i mozna przysiaść i pokosztowac.Duzo by pisać na ten temat.
Ale jeden zwyczaj przenioslam na swoja dzielnice w pierwszą sobote pazdziernika spotykamy sie na ul. jest 14 nr(14 domow) a ze nie bywalam bo czesto bylam wyjechana to w ta sobote jest u nas.Wszyscy sasiedzi przyjda dlatego nie mialam czasu dzisiaj wejsc na forum juz sie przygotowuję.Oczywiscie kazdy coś przynosi ale musze przynajmniej ciasto,naczynia,gryl,popitke przygotowac robimy tak juz od paru lat to z Austrii przywiozłam.Kazdy opowiada co sie przez rok wydarzylo,bo chociaz to sasiedzi to na co dzien nie wiele wiemy jeden o drugim.