Wczoraj miałam nastrój, który trudno określić ... O taki poniedziałkowy ... Postanowiłam kopnąć się na spacer ... Idę, zaglądam ludziom w ogrody ... Wzrok lepi mi się do wszędobylskiej tu hortensji, ale mijam też georginie, które kwiatostan mają wielkości talerzyka deserowego ... Spacerek w jedną stronę ze 2,5 km ... Nie śpieszę się ... wchodzę w jakąś zacienioną ścieżkę ... Wzrokiem dosłownie macam każdą roślinę i ... przy ścieżce grzybki ... czarne grzybki ... Krótko nie żyję na tym świecie, ale takiego cuda nie widziałam, więc wpierw dotykam moim butem... twarde... Nachylam się ... ręka lewa (a właściwie prawa inaczej) prawie zupełnie bez mojej wiedzy

rwie te grzybki ... W Niemczech jeżeli coś nie jest "moje" to jest cudze i nikt po to nie sięga, a ja "bez opamiętania" nawet się nie oglądając czy ktoś mnie nie widzi rwę... Postanawiam zahaczyć o Edekę bo od dwóch dni jestem tylko na elektryku, ale nie lubię nie mieć tradycyjnych ... Wchodzę do Edeki i główka zaczyna pracować i podszeptuje :
- narwałaś, gołą ręką rwałaś, a nie wiesz co to jest :dokucza2:, może trujące, może truje przez skórę

Wychodzę z Edeki jest mi już gorąco, więc ściągam bluzę i ciągle myślę żeby tą ewentualną trucizną nie zatrzeć sobie oczu...

, a głowka pracuje dalej:
- na pewno ma działanie z opóźnionym zapłonem

Wracam, ale wbrew podszeptom główki nie śpieszę się bo mam jeszcze jednego "plana". Może się dziś uda ...

Na skarpie przy wejściu do parku jakiś miesiąc temu wypatrzyłam przecudną roślinę i to jeszcze z trójką maleństw, i bardzo mi się jej chce ... Od tej pory noszę w swoim plecaczku mały nożyk i reklamówkę, czyli czyn z premedytacją... Dochodzę do wiadomego miejsca, teraz już tylko serce pracuje ... Rozglądam się... Dookoła właściwie pusto i...
wykopałam nożykiem jedno maleństwo ...

Wracam, serce podszeptuje, że ja tego właściwie nie ukradłam, tylko uratowałam życie, bo na tej skarpie w pełnym słońcu ma nieodpowiednie warunki i tam właściwie się męczy, a do tego cierpi z wiecznego braku wody, i że u mnie mu będzie lepiej... Główka dalej swoje o czarnych grzybkach, które być może mają w sobie jakąś "czarną energię", ale na temat popełnionego przez serce czynu milczy "jak kamień"... Docieram na stellę, szybko myję ręce i od razu wchodzę w gogle i mam :
- czarne grzybki to palce umarlaka czyli fachowo próchnilec maczugowaty, grzyb pospolity (ponoć) zwłaszcza w puszczy białowieskiej. Ja się nazywa mój teraz kwiatek nie wiem, ale już kiedyś go ukradłam w innym miejscu bo wypełz z cudzego ogrodu ... Wtedy od "zechcenia" do popełnienia czynu kradzieży minęło 2 m-ce, teraz tylko jeden miesiąc... Widać, że robię "postępy"

(to tak na marginesie)