21 października 2014 12:39 / 1 osobie podoba się ten post
ZofijaDzisiaj moja maleńka wnusia zadławiła sie pokarmem - straciła oddech i zsiniała. Córka w panikę wpadła. Dobrze, że byłam w domu i wiem co trzeba robic w takiej sytuacji. Szybciutko zadziałałam i dziecko po pewnym czasie złapało oddech. Córka całe popołudnie popłakuje z przerażenia i nie spuszcza małej z oczu. Oczywiście tłumaczę jej co i jak ma robi w takiej, że to nie musi sie powtarzac, a najważniejsze, że nie wolno wpadac w panikę. Mam nadzieję, że sie ogarnie z tym strachem, bo aż boi sie jej teraz karmic.
Trudne są początki macierzyństwa i każda matka musi przejśc szkołe życia. A ja za kilka dni wyjeżdżam do pracy.
No moja corka na samym poczatku bardzo mi wymiotowala prawie po kazdym karmieniu, ale te wymioty byly takie ze tez mi sie dusila- co z nia podzylam to moje. jak piszesz- najwazniejsze to zachowac zimna krew( chociaz trudno). pozniej juz jako hm... 2-3 latka dostala od babci landrynki takie twarde i zaklinowalo sie jej to gdzies w srodku. wtedy to sie przerazilam. klepalam, szarpalam i nic- dziecko sine i zero reakcji/ oddechu. ale przypomnialo mi sie, ze gdzies slyszalam/ czytalam ze wtedy dziecko trzeba do gory nogami podniesc i klepac w plecy- landrynka wypadla. do dzis na samo wspomnienie nogi mi miekna.