Janusz -ja rozumiem Twój punkt widzenia,ale to się naprawdę zmienia,aczkolwiek spotkałam też pacjentów świadomych swojej choroby i tak samo świadomie nie podejmujących leczenia- z wyboru.Oczywiście ,że to nie rodzina ma prawo decydowac a sam chory,wiem że różnie z tym bywa ale przynajmniej w dużych ośrodkach onkologicznych zmiany naprawdę sa widoczne.Druga rzecz ,że są niestety też lekazre kompletnie nieprzygotowani i nie potrafiący z chorym i rodzina porozmawic należycie -i to wcale nie młodzi po studiach.Podam przyklad - lekarz ok 60lat,ordynator oddzialu/obecnie nieżyjący/-załatwiłam miejsce dla znajomego znajomych,wiadomo kolejka,chory w stanie b ciezkim,niemal terminalnym,rak przelyku ,liczne przerzuty,konicznosc szybkich naswietlan,pacjent moze i swiadomy ale tak cierpiacy ze niewiele do niego docieralo,rodzina wie ze rak ale nie ze umiera.I co sie dzieje - zachodze do doktora zameldowac ze pacjent juz w lozku,na sali i rodzina chce porozmawiac w jego sprawie/czytaj koperta/,dr juz go widzial i przeczytal dokumentacje z powiatowego szpitala,ano mowi do mnie tak - doslownie!!!!co ty mi tu k...Kaska przywiozlas ,on zdycha!ty im powiesz czy ja?Zaniemowilam na moment ale wyszlam,powiedzialam jak moglam najlagodniej - rzecz sie dziala z 15 lat temu,ten chory rzeczywiscie zmarl w ciagu tygodnia.Po jakims czasie spotkalam dr na terenie szpitala i co on mowi?-Kaska,k...trupa mi dalas i tylko 4stowki!!!!Dla tej rodziny to byla duza kwota ,ja zarabialam jakies 2 stowki wtedy.To wyjatkowo skrajny przyklad ale takie sie tez zdarzaja!!!,niestety.Więc zeby nie bylo ze bronie lekarzy jak lew.Po paru latach ten chamowaty dr sam zmarl na raka wątroby w strasznych cierpieniach.Samo życie.