Sentymentalnie o naszych przeżyciach miłosnych

25 listopada 2014 14:20 / 7 osobom podoba się ten post
Tak sobie pomyslalam, ze dobrze byloby podzielic sie innymi przezyciami niz praca, co by sie troche odstresowac. Temat bedzie dotyczyl milosci. Niekoniecznie tej pierwszej, tylko takiej, ktora najbardziej wryla wam sie w pamiec. Zaczne od siebie. Od prawie 5 lat jestem w naprawde szczesliwym zwiazku. Kocham mojego chlopaka i dalabym sie pokroic za niego. Tyle, ze ostatnio, tu na wygnaniu przysnila mi sie moja licealna milosc. I tak sobie mysle, ze nadal wspominam go bardzo cieplo, a nawet czasem zastanawiam sie co by bylo, gdyby nasze losy potoczyly sie inaczej. Wiem, to glupie. Moze te mysli pojawiaja sie stad, ze poniekad byla to milosc niespelniona. On byl we mnie zakochany, ja w nim, ale zadne nie mialo odwagi powiedziec temu drugiemu co czuje. Kiedy on wreszcie zdobyl sie na odwage i doszlo do pocalunku z niewiadomych przyczyn dalam mu kosza.  Teraz wiem, ze to byla dobra decyzja, bo inaczej nie spotkalabym swojego chlopaka, ale sentyment pozostal.I mimo uplywu lat, gdzies tam slysze od znajomych, ze czasem pyta o mnie. Czy ktoras z Was ma podobne historie? Chetnie poczytam o Waszych niekoniecznie pierwszych, ale pozostajacych w pamieci milosciach.
25 listopada 2014 14:23 / 1 osobie podoba się ten post
agrafka

Tak sobie pomyslalam, ze dobrze byloby podzielic sie innymi przezyciami niz praca, co by sie troche odstresowac. Temat bedzie dotyczyl milosci. Niekoniecznie tej pierwszej, tylko takiej, ktora najbardziej wryla wam sie w pamiec. Zaczne od siebie. Od prawie 5 lat jestem w naprawde szczesliwym zwiazku. Kocham mojego chlopaka i dalabym sie pokroic za niego. Tyle, ze ostatnio, tu na wygnaniu przysnila mi sie moja licealna milosc. I tak sobie mysle, ze nadal wspominam go bardzo cieplo, a nawet czasem zastanawiam sie co by bylo, gdyby nasze losy potoczyly sie inaczej. Wiem, to glupie. Moze te mysli pojawiaja sie stad, ze poniekad byla to milosc niespelniona. On byl we mnie zakochany, ja w nim, ale zadne nie mialo odwagi powiedziec temu drugiemu co czuje. Kiedy on wreszcie zdobyl sie na odwage i doszlo do pocalunku z niewiadomych przyczyn dalam mu kosza.  Teraz wiem, ze to byla dobra decyzja, bo inaczej nie spotkalabym swojego chlopaka, ale sentyment pozostal.I mimo uplywu lat, gdzies tam slysze od znajomych, ze czasem pyta o mnie. Czy ktoras z Was ma podobne historie? Chetnie poczytam o Waszych niekoniecznie pierwszych, ale pozostajacych w pamieci milosciach.

no to cie wzielo na sentymenty i wspominki.
25 listopada 2014 18:30 / 8 osobom podoba się ten post
agrafka

Tak sobie pomyslalam, ze dobrze byloby podzielic sie innymi przezyciami niz praca, co by sie troche odstresowac. Temat bedzie dotyczyl milosci. Niekoniecznie tej pierwszej, tylko takiej, ktora najbardziej wryla wam sie w pamiec. Zaczne od siebie. Od prawie 5 lat jestem w naprawde szczesliwym zwiazku. Kocham mojego chlopaka i dalabym sie pokroic za niego. Tyle, ze ostatnio, tu na wygnaniu przysnila mi sie moja licealna milosc. I tak sobie mysle, ze nadal wspominam go bardzo cieplo, a nawet czasem zastanawiam sie co by bylo, gdyby nasze losy potoczyly sie inaczej. Wiem, to glupie. Moze te mysli pojawiaja sie stad, ze poniekad byla to milosc niespelniona. On byl we mnie zakochany, ja w nim, ale zadne nie mialo odwagi powiedziec temu drugiemu co czuje. Kiedy on wreszcie zdobyl sie na odwage i doszlo do pocalunku z niewiadomych przyczyn dalam mu kosza.  Teraz wiem, ze to byla dobra decyzja, bo inaczej nie spotkalabym swojego chlopaka, ale sentyment pozostal.I mimo uplywu lat, gdzies tam slysze od znajomych, ze czasem pyta o mnie. Czy ktoras z Was ma podobne historie? Chetnie poczytam o Waszych niekoniecznie pierwszych, ale pozostajacych w pamieci milosciach.

Agrafka tak nawiązując do twojego postu ... jedynasie lat temu spotkałam miłosc swojego zycia , powiedziałam sobie w duchu albo ten albo żaden ,działałam wookół tematu dyskretnie i delikatnie ale ie było jednoznacznego odzewu , bywalismy w tym samym towarzystwie czasem było cos więcej miedzy nami ale bez zobowiazań bez emocji niby czułam cos z jego strony ,ale nigdy nie byłam pewna czy dobrze odbieram sygnały ... Postanowiłam napisac list i wyznac to co czuje doniego wiadomo nie miałam odwagi mu tego listu sama wręczyc ,pomogła mi koleżanka ale on na jej oczach podarł ten list (był w towarzystwie kolegów)i powiedziałam sobie dość zbliżały się święta i podjełam decyzje iz musze zaczą zyc normalnie zapominajac o nim ... w pare tygodni pózniej poznałam miłego chłopca i tak sobie żyliśmy ,zamieszkaliśmy razem planując wspólna przyszłość ale w mojej głowie był zawsze tamten ,kazdy sylwester i marzenie o 24:00 wypowiedziane w gwiazdy by jeszcze kiedyś byc z nim .... Mijały lata pojawiło się dziecko stopniowo zapominałam o tamtym próbowałam żyć ''normalnie'' czasem pokusiłam się i zadzwoniłam do niego pytając ''co u Ciebie ?'' zawsze była jedna odpowiedz ''po staremu'' .... I tak przeżyłam 6lat z ojcem mojego dziecka lecz nigdy nie umiałam powiedzieć mu kocham Cie! odeszłam og niego 2009roku oczywiście nie tylko brak miłosci miało na to wpływ było wiele innych czynników... Zostałam z dzieckiem ona była wszystkim co miałam dla niej się oddałam w całości dla niej zyłam ona jest była i bedzie moim motorem napędowym ALE pewnego dnia telefon dokładnie 22 pazdziernika 2013 roku ... To był on moja wielka miłosc , mówił cos o tym iz wie że jestem juz sama czekał na ten moment i wierzył że kiedys nastapi , nigdy nie był z żadna kobieta zawsze sledził przebieg mojego zycia i czekał ... I reasumujac jesteśmy razem w sumie nie wiem czy od tamtego dnia czy od tych 11lat ;-) ... Teraz on jest zakochany jak dziecko ,tłumaczy mi ze wtedy nie miał nic do zaoferowania kobiecie itd... Ale wierze w prawdziwa miłosc i w to coś !!! Dodam tylko że jestem od niego wyższa i mnie się wydaje ze zawsze to go blokowało by zrobic krok do przodu do pewnych rzeczy trzeba dorosnąć ... Sorry że zanudziłam ...
25 listopada 2014 18:51
herzen

Agrafka tak nawiązując do twojego postu ... jedynasie lat temu spotkałam miłosc swojego zycia , powiedziałam sobie w duchu albo ten albo żaden ,działałam wookół tematu dyskretnie i delikatnie ale ie było jednoznacznego odzewu , bywalismy w tym samym towarzystwie czasem było cos więcej miedzy nami ale bez zobowiazań bez emocji niby czułam cos z jego strony ,ale nigdy nie byłam pewna czy dobrze odbieram sygnały ... Postanowiłam napisac list i wyznac to co czuje doniego wiadomo nie miałam odwagi mu tego listu sama wręczyc ,pomogła mi koleżanka ale on na jej oczach podarł ten list (był w towarzystwie kolegów)i powiedziałam sobie dość zbliżały się święta i podjełam decyzje iz musze zaczą zyc normalnie zapominajac o nim ... w pare tygodni pózniej poznałam miłego chłopca i tak sobie żyliśmy ,zamieszkaliśmy razem planując wspólna przyszłość ale w mojej głowie był zawsze tamten ,kazdy sylwester i marzenie o 24:00 wypowiedziane w gwiazdy by jeszcze kiedyś byc z nim .... Mijały lata pojawiło się dziecko stopniowo zapominałam o tamtym próbowałam żyć ''normalnie'' czasem pokusiłam się i zadzwoniłam do niego pytając ''co u Ciebie ?'' zawsze była jedna odpowiedz ''po staremu'' .... I tak przeżyłam 6lat z ojcem mojego dziecka lecz nigdy nie umiałam powiedzieć mu kocham Cie! odeszłam og niego 2009roku oczywiście nie tylko brak miłosci miało na to wpływ było wiele innych czynników... Zostałam z dzieckiem ona była wszystkim co miałam dla niej się oddałam w całości dla niej zyłam ona jest była i bedzie moim motorem napędowym ALE pewnego dnia telefon dokładnie 22 pazdziernika 2013 roku ... To był on moja wielka miłosc , mówił cos o tym iz wie że jestem juz sama czekał na ten moment i wierzył że kiedys nastapi , nigdy nie był z żadna kobieta zawsze sledził przebieg mojego zycia i czekał ... I reasumujac jesteśmy razem w sumie nie wiem czy od tamtego dnia czy od tych 11lat ;-) ... Teraz on jest zakochany jak dziecko ,tłumaczy mi ze wtedy nie miał nic do zaoferowania kobiecie itd... Ale wierze w prawdziwa miłosc i w to coś !!! Dodam tylko że jestem od niego wyższa i mnie się wydaje ze zawsze to go blokowało by zrobic krok do przodu do pewnych rzeczy trzeba dorosnąć ... Sorry że zanudziłam ...

Wreszcie ktos odpowiedzial konkretnie:) Fajna historia. Ja bym mojego obecnego nie zamienila na zadnego innego, ale jakis sentyment w czlowieku zostaje.
25 listopada 2014 19:19 / 1 osobie podoba się ten post
agrafka

Wreszcie ktos odpowiedzial konkretnie:) Fajna historia. Ja bym mojego obecnego nie zamienila na zadnego innego, ale jakis sentyment w czlowieku zostaje.

Prawdopodobnie zawsze wracamy myślami to  tego co było lepsze dla nas ... albo wiesz to czego nie spróbowałaś zawsze pozostawia niewiadomą w Twoim życiu i gdybamy co by było gdyby ;-)
25 listopada 2014 22:52 / 13 osobom podoba się ten post
Ja jestem z moja miłością życia od ponad 29 lat,
jest wszystkim dla mnie i ja dla niego.
Jesteśmy dla siebie powietrzem bez którego nie da się żyć....
 
Krótka ta moja historia ,a jednocznie taka dluga... i niech trwa...
20 października 2018 09:27 / 1 osobie podoba się ten post
A ja jestem ciekawa, jak wiedzie się pewnej parze. Pracując kilkanaście lat w sklepie, w okolicy ich domów obserwowałam ich od małego. Trzymali się w jednej grupie. On bardzo ładny blondyn, ona przysadzista, nieładna dziewczyna- bardzo sympatyczna, uśmiechnięta. Nie przysłaniało to braków urody, ale jej wygląd nie miał znaczenia. Po maturze coraz częściej widziałam ich tylko we dwoje, potem ciąża . Któregoś razu, jak już nie pracowałam tam, spotkałam ich z wózkiem, przywitałam się, porozmawialiśmy chwilę. Oboje ciepli, bardzo sympatyczni. Ta nierówność urody w odwrotną stronę niż najczęściej akceptowana z daleka była widoczna. Ale ich uśmiechy, ciepło, to jak się traktowali było ponad to. Nie ukrywam, że jak ich zobaczyłam pierwszy raz jako parę pomyślałam- "oby im się udało". I jak zobaczyłam tytuł wątku pomyślałam o nich. Czyli te stereotypy są we mnie silne. Uroda ma znaczenie w pierwszej chwili. Ale potem zdarza mi się, że osoby, które wydawały się bardzo ładne, aż takie już się nie wydają (choć nie powiem, że zrobiły się brzydkie), a te brzydkie wydawałoby się na pierwszy rzut oka dużo zyskują. Choć są też osoby z charakterem, które mają coś, co można by uznać za defekt, u nich od razu są na miejscu i takie, jak trzeba. Pamiętam klientkę z dużym, garbatym nosem, która od razu jak wchodziła roztaczała wokół siebie taką energię i siłę, że wyglądała pięknie taka, jaka była. Z charakterem.
Ta witryna wykorzystuje pliki cookies. Wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.