No to moja Podopieczna dzisiaj zaczęła jeść obiad, poszła do Wc i jak wróciła, to był koniec jedzenia. Całą prawie zawartość talerza wywaliłem do kosza ze śmieciami Bio.
Pozostawiłem tylko krewetki.
Cała moja robota na marne poszła. Zezłościłem się na maksa. Poinformowałem tylko, że jutro na obiad będzie danie "nic'.
Babcia niewzruszona do pokoju wyszła, stwierdzając tylko, że jedzenie było brdzo dobre, tylko ona czasami apetytu nie ma.
Obiecałem sobie, że koniec z ":wygotowywaniem" wykwintnych dań. Szkoda mojego czasu. Jutro pójdę do Aldi, popatrzę po półkach, co najtańsze i na wpół zrobione już. Takie będzie w sam raz.
Tylko podgrzeje lub zagotuję, poleję jakimś sztucznym sosem za 0,50 EUR za całe pudełko, i na stół postawię, posypując obficie solą i czosnkiem w proszku, też z puszki.
Nie wiem tylko, czy ja wtedy zechcę to zjeść :-)))
