Na wyjeździe #33

31 maja 2016 22:35 / 5 osobom podoba się ten post
kasia63

Tu się przywitam bo od tego topiku zaczęłam odrabianie zaległości forumowych.Zakochanie to fajny stan:)

Ale tak czytam...kazania....muszę uważać co mówię...coś za coś...Naprawdę to jest to wymarzone szczęście?.....No ,nie wiem,mnie się zdaje ,że cały komfort bycia w fajnym  związku polega raczej na tym,że właśnie można swobodnie mówić co się myśli i nie istnieje coś za coś,bo to taka trochę licytacja z samą sobą,takie jakby stawainie sobie warunków bycia w tym związku...Sorry,ktoś może się ze mną nie zgadzać,bo to moje subiektywne spojrzenie.W  swoim związku najbardziej sobie cenię to,że nie muszę być "na baczność",wreszcie jestem sobą i to jest moja definicja szczęścia:)

Kasiu, tu nie chodzi o codzienną taką "męczarnię" ale o jedną z kwestii :)
Podam może przykład. Na początku relacji nie dopuszczałam go do pewnych spraw, radziłam sobie sama, zresztą od dłuższego czasu tak robiłam i uważałam,ze nie ma problemu, jakieś sygnały, czy coś tam ignorowałam, albo nie zauważałam kompletnie. Tym czasem on chciał uczestniczyć w moim życiu, pomóc mi w czymś i w końcu nerw go szarpnął i łup- kazanie :) A ja, że kazań nie lubię, to przystąpiłam do kontrataku. No , ale po paru takich akcjach, zatrybiłam o co chodzi i on też :) Ważne ,że jest między nami chęc do rozwiązania problemu, coby nie urósł do jakichś niebotycznych rozmiarów. Jakiś czas uczyliśmy się siebie po prostu, a że z kazdej ze stron, była dobra wola poznania drugiej osoby, to się i poznaliśmy i wiemy,że możemy sobie zaufać i własnie dlatego czuję się z nim swobodnie na każdej "płaszczyżnie" ;) hehe, tej relacji:)
31 maja 2016 22:42 / 7 osobom podoba się ten post
fado

Miałam okazję poznać taką opiekunkę o jakiej piszesz, Andrea. Na samym początku mojej pracy u dziadka wspomniała o niej jego córka. Kobieta opiekowała się byłym burmistrzem miasteczka. Nie wiem tylko, czy wzięli ślub, ale fakt jest faktem, że jej dziadek-ex burmistrz zapisał jej cały majątek wraz z domem. Procesowała się oczywiście po śmierci dziadka z nią rodzina. Dom i majątek sąd przyznał jej. Komentarz córki mojego dziadka był szczery: Jak się cieszę, że jesteś mężatką. Pomyślałam sobie, że nawet jakbym nią nie była, to poza określone w umowie usługi nie wychyliłabym się za żadne skarby dziadka. Lubię mieć pieniądze, ale nie za każdą cenę. Jak myślicie, czy dziadek zapisał jej majątek tylko za sprzątanie mu chałupy? Coś mi się widzi, że musiała być bardziej gorliwa w tej opiece...

Niekoniecznie.Znam osobiscie podobny przypadek,tyle,że w PL.Moja znajoma,po sąsiedzku opiekowała sie staruszkiem,on miał wtedy ok.90tki.Ona koło 60.Jego trzech synów policjantów,zamieszkałych w innych miastach interesowało sie ojcem 2x do roku ,na świeta...Sam zaproponował mojej znajomej małżeństwo,takie jak to mówia "białe",Świadkami byli sąsiedzi z klatki.Pan przepisał znajomej wszystko co posiadal,mieszkanie też,sasiedzi swiadczyli w sądzie na jej korzyśc.I naprawde nie było tam mowy o "gorliwości"jaką masz na myśli.Takie przyzwoite rzeczy też się zdarzają.Dlaczego więc zakładac z góry ,że opiekunka,którą cos podobnego spotkało,świadczyła cos więcej niż opieka strice?Wiemy wszyscy jak czułe i kochajace są niemieckie dzieciątka....Ile razy PDP mówia nam ,że jesteśmy dla nich lepsi jak rodzina?Cóż więc sie dziwic ,że dziadzio woli swoje dobra czasem przepisac obcej,opiekuńczej kobiecie,niż niewdzięcznym dzieciom,które maja go gdzies i czekaja tylko kiedy umrze......
31 maja 2016 22:42 / 2 osobom podoba się ten post
Nie koniecznie.......może dziadek miał powody,. żeby przepisać majątek osobie ,która się nim opiekowała,może w ten sposób chciał jej wyrazić wdzięczność.
31 maja 2016 22:46
Właściwie to dlaczego z góry zakładam, że kobieta była wyrachowana? Myślicie, że to niemożliwe, by opiekunka z powiedzmy ok. trzydziestoletnią różnicą wieku nie mogła poczuć do dziadunia czegoś więcej niż tylko sympatii? Jeśli są możliwe takie związki jak np. Kondrat i młoda Turnał, albo inne podobne pary. Mnie osobiście to jakoś nie może przejść do mojej wyobrażni, by 50latka zakochała się w 80letnim(rzeczywiście już letnim) staruszku. Co wy na to?
31 maja 2016 22:48 / 9 osobom podoba się ten post
Od pół roku po rozstaniu....zaplanowałam być sama......i być zakochana też.....jak dziecko.....tak po rostu cieszyć się życiem , a co nie można???????
Mam pracą, jestem w miarę zdrowa, mam przyjaciół....i najważniejsze  to kochane dzieci na swoim i zdrowe......zawsze byłam optymistką jako dziecko .
Mam konto na My polacy de, ale tam teraz nie zagladam, kiedyś tam szykałam pracy, a tu ktoś bez twarzy.....zaprosił mnie to przyjaciół, a ja odpisałam ,że nie wiem kim jest więc nie będę akceptować........ale facet pisze że jeżdzi rowerem i zna wiele ciekawych miejsc........po stronie Szwajcarskiej bo tam kiedyś pracował.............i się zgodziłam i rzeczywiście jest obeznany w terenie ma super rower.....kask ....itd
Poznaliśmy się tuż pod koniec mojego wcześniejszego turnusu........ale nic nie wskazywało na to że to się tak rozwinie......owszem, owszem świetnie się dogadywałiśmy i mamy też podobne poglądy polityczne.....ale do głowy by nie przyszło, że on zechce coś tam więcej, a że ja blądynka jestem to myślałam o nim kumpelsko raczej......
Przed chwilą dzwonił i przegadałiśmy 1.5 godz....... i wcale nie o dupie maryni......dowiedziałam się np co to są muflony??? tak więc jest dobrze , a czas pokaze......
żeby nie było że ja nie w temacie to......dziś umyłam wszystkie okna u mnie na poddaszu  5 małych i u PDP 5 dużych podwójnych.....ale się cieszę ,że mam z głowy....
Jeszcze, pojechałam z dziadkiem do Loerrach do urologa i pierwszy raz parkowałam w podziemnych garażach gdzie trzeba brać taki bilecik a potem zapłacić.......no i się wszystko udało....jechałam bez problemu dozw. predkością 80 ....
kupiliśmy też Fenistyl od komarów, żel i psikacz......bo dziadka też komary pogryzły.......teraz używamy wspólnie......
31 maja 2016 22:54 / 5 osobom podoba się ten post
Jeszcze taka małą dygresja do mojego poprzedniego posta.Ta znajoma miała na nazwisko PECH i rzeczywiście pecha całe dorosłe życie,pierwszy mąż pijanica,chore dziecko,wieczne problemy z kasą..pracowała jako portierka to wiadomo jaka kasa marna,co jakiegoś chłopa poznała to pomyłka i ten sąsiad staruszek to był pierwszy człowiek ,który ją szczerze doceniał za to co robi.I nic nie chciał w zamian.Ten ślub to był,jak on już był bardzo chory,w domu się odbył.
31 maja 2016 23:08 / 1 osobie podoba się ten post
Taka już nasza natura-człowiecza znaczy:)
31 maja 2016 23:32 / 2 osobom podoba się ten post
anerik

Od pół roku po rozstaniu....zaplanowałam być sama......i być zakochana też.....jak dziecko.....tak po rostu cieszyć się życiem , a co nie można???????
Mam pracą, jestem w miarę zdrowa, mam przyjaciół....i najważniejsze  to kochane dzieci na swoim i zdrowe......zawsze byłam optymistką jako dziecko .
Mam konto na My polacy de, ale tam teraz nie zagladam, kiedyś tam szykałam pracy, a tu ktoś bez twarzy.....zaprosił mnie to przyjaciół, a ja odpisałam ,że nie wiem kim jest więc nie będę akceptować........ale facet pisze że jeżdzi rowerem i zna wiele ciekawych miejsc........po stronie Szwajcarskiej bo tam kiedyś pracował.............i się zgodziłam i rzeczywiście jest obeznany w terenie ma super rower.....kask ....itd
Poznaliśmy się tuż pod koniec mojego wcześniejszego turnusu........ale nic nie wskazywało na to że to się tak rozwinie......owszem, owszem świetnie się dogadywałiśmy i mamy też podobne poglądy polityczne.....ale do głowy by nie przyszło, że on zechce coś tam więcej, a że ja blądynka jestem to myślałam o nim kumpelsko raczej......
Przed chwilą dzwonił i przegadałiśmy 1.5 godz....... i wcale nie o dupie maryni......dowiedziałam się np co to są muflony??? tak więc jest dobrze , a czas pokaze......
żeby nie było że ja nie w temacie to......dziś umyłam wszystkie okna u mnie na poddaszu  5 małych i u PDP 5 dużych podwójnych.....ale się cieszę ,że mam z głowy....
Jeszcze, pojechałam z dziadkiem do Loerrach do urologa i pierwszy raz parkowałam w podziemnych garażach gdzie trzeba brać taki bilecik a potem zapłacić.......no i się wszystko udało....jechałam bez problemu dozw. predkością 80 ....
kupiliśmy też Fenistyl od komarów, żel i psikacz......bo dziadka też komary pogryzły.......teraz używamy wspólnie......

Ajron - aż tyle okien??
No energia Cię widze rozpiera,
Nie zmarnuj tej energii!
31 maja 2016 23:43
Irisz, Twojego nie ma na Forum,
ale prosił mnie, żeby w jego imieniu dla Ciebie:
01 czerwca 2016 00:01 / 2 osobom podoba się ten post
kasia63

Jeszcze taka małą dygresja do mojego poprzedniego posta.Ta znajoma miała na nazwisko PECH i rzeczywiście pecha całe dorosłe życie,pierwszy mąż pijanica,chore dziecko,wieczne problemy z kasą..pracowała jako portierka to wiadomo jaka kasa marna,co jakiegoś chłopa poznała to pomyłka i ten sąsiad staruszek to był pierwszy człowiek ,który ją szczerze doceniał za to co robi.I nic nie chciał w zamian.Ten ślub to był,jak on już był bardzo chory,w domu się odbył.

Chociaż tej pani nie znam to szczerze Kasia 63 się cieszę ,że los się do niej uśmiechnął.
01 czerwca 2016 08:45 / 7 osobom podoba się ten post
Przecież miłość też się zmienia z wiekiem. Inaczej reagujemy, czegoś innego chcemy. To nie jest tylko trzepotanie rzęsami i szybsze bicie serca. Mam wrażenie, że ludzie dojrzali czegoś innego szukają w miłości. Ja tam życzę aby się przytrafiła każdemu, kto jej szuka albo choć trochę o niej myśli.
01 czerwca 2016 08:54 / 7 osobom podoba się ten post
Mycha

Przecież miłość też się zmienia z wiekiem. Inaczej reagujemy, czegoś innego chcemy. To nie jest tylko trzepotanie rzęsami i szybsze bicie serca. Mam wrażenie, że ludzie dojrzali czegoś innego szukają w miłości. Ja tam życzę aby się przytrafiła każdemu, kto jej szuka albo choć trochę o niej myśli.

Własnie Myszo, to nie jest trzepotanie rzęsami, a motyle w brzuchu bywają złudne, bo to jeszcze nie miłość, a fizjologiczna reakcja na "pcie" przeciwną, czyli pożądanie, więc tu rozum powinien na strazy stać. Ważne jest, aby być otwartym na drugiego człowieka i akceptowac go takim jakim jest, a nie tworzyć sobie harlequinowe wyobrażenie o miłosci. Aby kochac dojrzale, trzeba chcieć się dobrze poznac nawzajem, dotrzeć się.
01 czerwca 2016 09:07 / 9 osobom podoba się ten post
Myślę, że jak najbardziej jakaś opiekunka może wyjść za jakiegoś tam dziadka. Jeżeli trafią na siebie pokrewne dusze to czemu nie. W sumie tyle czasu spędzają razem, tyle czynności wykonuje się tez razem. Ja nie widzę w tym nic złego. Jeżeli obie strony chcą, to komu to może przeszkadzać ?? No chyba rodzinie. Sporo opiekunek jest już po przejściach typu nieudany związek, mąż bydlak albo pijak. Raczej nie szukają miłości. Może dlatego tak trudno uwierzyć, że je jeszcze coś dobrego spotkało. Jednym się to podoba inni doszukują się drugiego dna.
01 czerwca 2016 09:46 / 2 osobom podoba się ten post
Skontaktowała się ze mną zmienniczka (nowa) -od firmy dowiedziałam się,że nie przyjedzie -powód -brak zamrażalki(jest lodówka)bez komentarza z mojej strony.
01 czerwca 2016 09:56 / 1 osobie podoba się ten post
didusia

Skontaktowała się ze mną zmienniczka (nowa) -od firmy dowiedziałam się,że nie przyjedzie -powód -brak zamrażalki(jest lodówka)bez komentarza z mojej strony.

nooo, to jest bardzo wazny powod wspolczuje ci, bo zapewne nastawilas sie na wyjazd do domku