Hawana i podopieczni

22 listopada 2016 10:10 / 12 osobom podoba się ten post
Moją pdp zajmuje się ergoterapeutka, a ja kombinuję co na obiad. Jeszcze nie zdecydowałam.
Zauważyłam, że wszyscy specjaliści, którzy tu przychodzą przełamali już wszelkie opory i odwzajemniają uśmiech przy powitaniu, zagadują uprzejmie. Tylko Krokodillo mnie załamuje, bo mówi zbyt szybko i gardłowo, co utrudnia mi zrozumienie słów, więc za dużo nie odpowiadam i szybko się wycofuję do siebie, żeby się nie kapnął. A co? Migać to my, ale nie nas
22 listopada 2016 14:05 / 16 osobom podoba się ten post
Dzisiaj już mi tak dopiekły te trudne krzyżówkowe hasła, że skierowałam uwagę pdp w inną stronę. My sobie tu słuchamy muzyki poważnej, nie powiem, że mi się nie podoba, bo lubię.Relaksuje super. Pytam pdp czy niemieckie piosenki zna. Zdezorientowałam ją.Popatrzyła zdziwiona. Zaczęłam śpiewać, a ona ze mną... Zaskoczona jak nie wiem co, bo można nie umieć mówić, a po niemiecku śpiewać jak najbardziej! Ja jestem taki dziwny przypadek Jak człowiek uczy się w stresie, to na całe życie pamięta. Podstawy z języka zdobyłam w szkole średniej, ale w moich czasach brak było nauczycieli języków obcych, rusycyści stanowili wyjątek. Mnie uczyła emerytowana nauczycielka, którą na siłę ściągnięto, żeby załatać dziury kadrowe. Żeby nas psorka nie pytała, to my usilnie chcieliśmy śpiewać i tu cały sekret. Ale pamięć jest ulotna. Moja została scementowana przez jeden przypadek. Pojechałam do Warszawy, na jeden miesiąc do pracy. Taki był wymóg wówczas w szkole i hufce były obowiązkowe. Z moją koleżanką robiłyśmy sobie wycieczki po mieście, bo jej mama poznała na wczasach w Wiśle koleżankę z Warszawy i ta pani była tak uprzejma wyciągać nas z koszar, kiedy nam pasowało.Najpierw pojawiała się osobiście, potem tylko dzwoniła z pracy. Brałyśmy gazetę, szukałyśmy gdzie jest wstęp wolny i z mapą na przystanek tramwajowy.Było co zwiedzać. Raz będąc w Śródmieściu dla rozrywki zajrzałyśmy do Forum(dzisiaj Novotel) pojeździć sobie windą. Tam wpadłyśmy na genialny pomysł, żeby zaszpanować mówiąc po niemiecku. Talent aktorski obie miałyśmy , bo w tym samym szkolnym teatrze grałyśmy, więc to było małe piwko.Psiapsiółka moja odpowiednio modulując głos, żeby zabrzmiało jak pytanie, powiedziała pierwszy wers piosenki: "Im gruenen Wald, dort wo die Drossel singt"? A ja jej dalej odpowiadam(też słowami piosenki) o tym lesie,jelonku, o miłości do młodzieńca i leśnym grobie ... No i tak sobie poważnie rozprawiamy, a tu naraz:
-Was?
Normalnie się w tej windzie skurczyłam do wielkości myszki.Koleżanka też. Wymknęłyśmy się cichcem, gdy tylko winda się zatrzymała i schodami biegiem na dół. I jak mam tej piosenki nie pamiętać?
22 listopada 2016 17:13 / 3 osobom podoba się ten post
Hihi ,od tamtej pory już wiesz żeby uważać co się mówi przy obcych bo nie wiadomo kto zacz...
22 listopada 2016 18:34 / 7 osobom podoba się ten post
Ja odwrotnie, mówić po niemiecku mogę, ale śpiewać ani, ani. Mój PDP ciągle marudzi, ze jest zmęczony i mówi do mnie: zaśpiewa mi pani piosenkę, to zmęczeni mi przejdzie. Odmawiam, bo nie mam talentu do tego, chociaż on  mówi, że śpiewać każdy może i sam zaczyna coś nucić.
22 listopada 2016 18:43 / 3 osobom podoba się ten post
ivanilia40

Hihi ,od tamtej pory już wiesz żeby uważać co się mówi przy obcych bo nie wiadomo kto zacz...

Tak , to była dobra lekcja, tylko nie wiem dlaczego nadal lubię "forum"
22 listopada 2016 18:57 / 10 osobom podoba się ten post
Zofija

Ja odwrotnie, mówić po niemiecku mogę, ale śpiewać ani, ani. Mój PDP ciągle marudzi, ze jest zmęczony i mówi do mnie: zaśpiewa mi pani piosenkę, to zmęczeni mi przejdzie. Odmawiam, bo nie mam talentu do tego, chociaż on  mówi, że śpiewać każdy może:-) i sam zaczyna coś nucić.:disco:

Oj tam, dzisiaj technika nas wyręcza. Jedną taką babunię wesołą miałam, bawarskie szlagry jej puszczałam, kiedy aktywizować musiałam. Siedząc na rolsthulu machała łapkami, nóżkami ile się dało. I religijna była, więc bożonarodzeniowe klimaty śpiewane też robiłam. Wszystko puszczałam w wersji karaoke, to uczyłam się też. Synek na święta przyjechał, nastrój świeczkami zrobił, wyśpiewywał najgłośniej, a przy tym obrał 1,5 kg malutkich cebulek na  marynatę do dzika.Potem jeszcze ze dwie godziny to gotował i tak zeszło pół dnia. Normalnie myślałam, ze się go nie pozbędę
22 listopada 2016 19:03 / 3 osobom podoba się ten post
hawana

Tak , to była dobra lekcja, tylko nie wiem dlaczego nadal lubię "forum":-)

Nie widzisz różnicy? My wszyscy mówimy jednym językiem,nawet jak ktoś ma za długi to i tak go rozumiemy .
22 listopada 2016 19:07 / 3 osobom podoba się ten post
hawana

Oj tam, dzisiaj technika nas wyręcza. Jedną taką babunię wesołą miałam, bawarskie szlagry jej puszczałam, kiedy aktywizować musiałam. Siedząc na rolsthulu machała łapkami, nóżkami ile się dało. I religijna była, więc bożonarodzeniowe klimaty śpiewane też robiłam. Wszystko puszczałam w wersji karaoke, to uczyłam się też. Synek na święta przyjechał, nastrój świeczkami zrobił, wyśpiewywał najgłośniej, a przy tym obrał 1,5 kg malutkich cebulek na  marynatę do dzika.Potem jeszcze ze dwie godziny to gotował i tak zeszło pół dnia. Normalnie myślałam, ze się go nie pozbędę:wiking:

Masz tam kucharzy i cukierników z zamiłowania...aż 1,5 kg cebulek obrał..ho,ho . Widzisz,powinnyśmy się uczyć niemieckiej gospodarności..
22 listopada 2016 19:24 / 1 osobie podoba się ten post
ivanilia40

Masz tam kucharzy i cukierników z zamiłowania...aż 1,5 kg cebulek obrał..ho,ho . Widzisz,powinnyśmy się uczyć niemieckiej gospodarności..

Widzisz jak to dobrze zmieniać sztele, każda uczy czegoś nowego
Ja tylko nie wiem dlaczego te cebulki musiały być takie malutkie, przecież i tak się rozgotowały. Ale widocznie jakiś sens w tym jest...
22 listopada 2016 19:30 / 3 osobom podoba się ten post
hawana

Widzisz jak to dobrze zmieniać sztele, każda uczy czegoś nowego:-)
Ja tylko nie wiem dlaczego te cebulki musiały być takie malutkie, przecież i tak się rozgotowały. Ale widocznie jakiś sens w tym jest...

To ty pewnie jeszcze nie wiesz,że u Niemców moda na małutkie jedzenie nastała. Wiosną wszystkie warzywka można było kupić w miniaturowej wielkości,a te cebulki to pewnie też nowość. U nas z takich cebulek sadzi się szczypior,a może trzeba było mu powiedziec,żeby lepiej szczypioru nasaził zamiast się męczyć i obierac?
22 listopada 2016 19:36 / 4 osobom podoba się ten post
ivanilia40

To ty pewnie jeszcze nie wiesz,że u Niemców moda na małutkie jedzenie nastała. Wiosną wszystkie warzywka można było kupić w miniaturowej wielkości,a te cebulki to pewnie też nowość. U nas z takich cebulek sadzi się szczypior,a może trzeba było mu powiedziec,żeby lepiej szczypioru nasaził zamiast się męczyć i obierac?:lol2:

On specjalnie po te cebulki do sklepu pojechał, widać to mus.A o sadzeniu cebulek w Boże Narodzenie to lepiej, że nie wspomniałam, bo jeszcze by mnie podejrzewał, że korzystam z piwniczki z winami
22 listopada 2016 19:38 / 2 osobom podoba się ten post
hawana

On specjalnie po te cebulki do sklepu pojechał, widać to mus.A o sadzeniu cebulek w Boże Narodzenie to lepiej, że nie wspomniałam, bo jeszcze by mnie podejrzewał, że korzystam z piwniczki z winami:lol2:

O widzisz,nie pomyślalam o winach....trzeba było Hawanko ,trzeba było...
22 listopada 2016 19:45 / 5 osobom podoba się ten post
ivanilia40

O widzisz,nie pomyślalam o winach....trzeba było Hawanko ,trzeba było...

Od dzisiaj, gdyby mnie ktoś  podejrzewał o coś innego niż poczucie humoru, to mam przygotowane wyjaśnienie:" Byłam u dentysty i on zastosował Lachgas".
Takie hasło było w krzyżówce, pdp mi wyjaśniła, że to jest znieczulenie miejscowe, ale jak się zaczęłam śmiać, to powiedziała, że dobrze kojarzę
22 listopada 2016 19:49 / 3 osobom podoba się ten post
hawana

Od dzisiaj, gdyby mnie ktoś  podejrzewał o coś innego niż poczucie humoru, to mam przygotowane wyjaśnienie:" Byłam u dentysty i on zastosował Lachgas".
Takie hasło było w krzyżówce, pdp mi wyjaśniła, że to jest znieczulenie miejscowe, ale jak się zaczęłam śmiać, to powiedziała, że dobrze kojarzę:-)

Jak zwał tak zwał,ja to nazywam upijaniem się,ale znieczulenie miejscowe tez jest ok
23 listopada 2016 10:28 / 12 osobom podoba się ten post
O wyniku meczu Legia:Borussia dowiedziałam się , a jakże, od pani Mydełkowej. Prawdziwa kobieta przecież może się sportem nie interesować, ale zawsze wie co w trawie piszczy.Ja, jako prawdziwa kobieta byłam na to przygotowana, więc mówię, że w Warszawie to ładny stadion mają, ale ci najlepsi to w Bundeslidze grają, bo nam Niemcy podkupili...
Uśmiechnęła się i mówi, że mnie też pewni Niemcy podkupili...
Ona to potrafi człowieka dowartościować