Moją pauzę spędziłam tak jak chciałam, nikomu nic do tego, O 15-stej zameldowałam się na dole, przez 2 godziny pdp siedziała przy świeżutkim serniczku, bo głodna być nie może.Zostały okruszki. Uzgodniłam, co jemy i gotujemy razem.Dałam jej pokrojoną dojrzałą nektarynkę, As kupił 3 kilo, połowa już przejrzała.Ale nie moja brosia. Mówię, że obieram ziemniaki, idę z garem na piec.
-Jawohl!

Dzwonek.Sąsiad przyniósł moje zakupy, paragon, moją listę. Mówię mu, że gotuję obiad, kasę później przyniosę, bo rozmowa z Asem długo trwa, śmiejemy się. Ucieszył się, szybko zmyka. As z rollatorkiem dotarł.Mam otworzyć drzwi.Zrobiłam, sąsiad już w domu, albo za daleko. Opitolił mnie, że jak ktoś przychodzi to mam go wołać.Dlaczego do sąsiadów poszłam , by kupili?Dlaczego do tych sąsiadów? Co kupiłam? -Bitte sehen. Patrzy pod nogi.Dwa koszyki stoją na korytarzu. Wracamy. Ala zaniepokojona, mówię , że sąsiad był, co przyniósł, siadamy.Rękę położyła mi na udzie, już jest dobrze(

bez podtekstów) Obieram ogórek, kroję na cienkie plasterki, bo gdzie tarka nie wiem i nie jest umyta.Robię mizerię, próbujemy, rozmawiamy o tym co w tv. Muszę jajka usmażyć.
-Ja!

Jajka na patelnię, purre widelcem ugniecione, pietruszka.Fertig! Jemy. Zjadłyśmy z apetytem,Ala mizerii trochę zostawiła, As śledził. Pozmywałam, As mnie do stołu konferencyjnego zaprosił z paragonem. W czasie obiadu zadzwonił gdzieś, ale na głośnomówiącym był, więc głos sąsiadki poznałam. Mam więcej, tych sąsiadów o nic nie prosić, oni są tylko od kota! Ile trzeba zapłacić? 53,71. Pięćdziesiątkę dał, reszta z portmonetki. Dał 50 euro, resztę z portmonetki, zaraz zaniosę, ok, poszłam w laciach. Sąsiedzi ucieszyli się, wyściskali mnie, bo życzenia były, jutro do córki jadą, mam boxy później odnieść, nawet po świętach, nie są potrzebne. Zapewniają, że zawsze mi mogą coś przywieźć, jak im powiem wcześniej. Lecę. Ala przy stole płacze.As krzyczał, za drzwiami było słychać. Mam siadać.Chcę do piwnicy, bo tam świeże mięso czeka i lodówkę trzeba umyć. Mam siadać, chrzanić mięso najwyżej się wyrzuci.Siadam, Alę za rękę, uspokoiła się. Trudna rozmowa o mojej pauzie. O pieniądzach do agencji. Pyta ile zarabiam. Mówię.On wykrzykuje ile płaci agencji.Tłumaczę, to kwota netto. -Und Versicherung,und Steuer-mówię. On wylicza co jeszcze.Dobrze , że wie, że polska agencja też musi żyć. Dodaję, że niemiecki pośrednik też.Złośliwa jestem? Nie.

Mówię, że legalna praca kosztuje, ja pracuję tylko legalnie, a on może zatrudnić osobę jaką chce, zameldować opłacić, wszystkie papiery i problemy są jego. I o płacy minimalnej gadamy, o godzinach pracy, bo moja pauza uzgodniona. Podsumował, że było tu 5 opiekunek, a tylko mnie nie rozumie. - A ja wszystko rozumiem!- śmieje się Ala.Ja też i mówię, że mądra jest

As niezadowolony kręci głową . Mówię, że idę do piwnicy myć lodówkę. -Idź!-mówi Ala uśmiechnięta.