DZIEN CZWARTY
Babunia-ogrodnik wstala juz o 5.00
Do 7.00 wypielila juz truskawki i okolice.Wiaderko chwastow stalo na rolatorku.Przygotowala sniadanie. Dziadzio ogolony czekal na Pflege.
Zanim mi cos wymyslila do roboty oswiadczylam, ze dzisiaj umyje Kaffemaschne.
I pucowalam, solidnie, ale sypialne tez odkurzylam, bo Edytka poprosila.
Na obiadek rybka, bialy sos, Feldsalat.
Dziadzio byl obiadkiem zachwycony,a Edytka tez zadowolona, ale nadmienila, zebym ziemniakow nie solila

Nie ma sprawy, tam tej soli bylo tylko minimalnie, a jak jej nie bedzie to jeszcze lepiej.
Deserek tez byl, budyn. Przeze mnie gotowany.I to trzeba zmienic.
Uzgodnilam, ze wytropie swieza, czerwona wolowine na roladki, najlepiej w Angebocie i poszlam na pauze.
Z tym Angebotem to bedzie trudno.
I jeszcze kapuste modra w glowce. Hm...
Dziadek diabetyk, mam gotowac ze stewia.
Kocha sie pomimo.
Ok. Kocham.
Po powrocie z mojej pauzy dostrzeglam wschodnioeuropejska pomoc ogrodowa zajeta praca, Edytka dzielnie dyrygowala.
I powiadomila mnie, ze synek przybedzie.
Moze interneta mi przywiezie?

Tymczasem sasiad rower przyprowadzil i zrobilam probe ogniowa. Moi podopieczni mieszkaja na gorce, wiec rower rozpedzil mi sie szybko, a jak zahamowalam, to musialam zeskoczyc, bo chcialo mnie przerzucic przez kierownice.Dziadzius obserwowal wszystko z niepokojem, sumitowal sie, ze ten rower to dla mezczyzny , a nie dla mnie.Uspokoilam go, dam rade...hihi...
Powiedzialam, ze z rowerami to jak z samochodami, nowy typ i trzeba sie uczyc od nowa. Zrozumial

A synek boxa nie przywiozl, tylko wydzwanial, a potem mi powiedzial, ze zamowil i bedzie 21 maja.
Zapytalam go czy nie ma gdzies jakiegos free, ale nie wie.
No to przepoczwarze sie do tego czasu albo co.
Havanus hibernatus.