Dzień zaczął się spokojnie. Po śniadaniu chciałam Edytce odmierzyć krople, ale powstrzymała mnie, bo ona już wzięła.Ok.
Posprzątałam,dolałam wody do kondensatora, poszłam z praniem do piwnicy.
Po jakimś czasie idę do góry sprawdzić czy dzieciska mi się ubrały. Dziadzio tak, trzaska krzyżówkę przy muzyczce z telewizorka. Babunia w sypialni, spodni nawyciągała ale prawie płacze, bo nie ma się w co ubrać.Te za ciepłe, te się prują, a te, które mogłaby założyć na gorący dzień za szerokie w pasie. Już guzik przesunęła, ale jeszcze. Dobra, pomogę. Wycięłam klin, zszyłam, nawet brzeg obrzuciłam ręką. Dziecko się uspokoiło, ale to trwało, więc już szukało zajęcia i poszło do kuchni.
Gotowe spodnie jej tam zaniosłam, ale przymierzyć nie chciała, bo musiałaby zdjąć te, które z moją pomocą założyła z braku laku.
No nic.
Dla mnie egal.
Na stole, na wczoraj zmienionym obrusie wiaderka, miski,sitko, garnki, ziemniaki, szparagi i inne pierdy. Na blacie przy zlewie jajko, panierka,maka, przyprawy.
W większym szybkowarze, już gotowała obierki od szparagów. Zaczęła mi objaśniać działanie szybkowaru, ruszyła pokrętło od pary i buchnęło jak się patrzy. Dobrze, że stała odwrócona do mnie bo poparzyłaby się jak nic.Zakręciła szybkowar, ognia nie zmniejszyła, nadal na maksa.
Zagotowało się we mnie.
Wojna.
Idę do ogrodu, może poobcinam bukszpan i mi przejdzie.
Babunia zrozumiała, woła mnie.
Ja mam gotować dzisiaj , ona mi tylko przygotowała i obgotowała obierki.
Przegrupowałam moje wojsko na pozycje Edytki , czyli do kuchni i zajęłam się gotowaniem.
Ale od dzisiaj tej pozycji będę bronić jak Monte Cassino.
Dlaczego?
Czy dwie kobiety w kuchni to za dużo?
Nie.
Dla bezpieczeństwa Edytki, bo po to tu jestem.
Jeśli ktoś czytał mnie uważnie to pamięta, że Edytka gotowała jajka w szybkowarze bez pokrywki.Bez sensu, bo naczynie wielkie i z grubym dnem, ale nic się nie stało.
Gotowała zupę bez pokrywki, nic się nie stało.
Gotowała ziemniaki, zapomniała zamknąć parę, nic się nie stało.
Zapomniała jednak piec wyłączyć.
Dzisiaj zaczęła gotować zamykając parę i mało się nie poparzyła.
Dlatego mam nerwa jak diabli.
Szybkowar to wspaniałe naczynie i bardzo seksowne, bo w nim wszystko dochodzi

nawet stary kogut.
Pod warunkiem, że umie się w nim gotować.
Dania przygotowane w szybkowarze są aromatyczne, bo nic z parą nie ucieka. Nie mam przekonania do pieczenia w rękawie foliowym, bo to jednak plastyk, a w szybkowarze duszone mięsa udają się doskonale, bez chemii.
Szybkowar ma dwie wkładki, jedną z dziurkami, jedną bez.Tą pierwszą używam np.do gotowania warzyw na sałatkę jarzynową. Na dół wlewam wodę, na to niby sitko warzywa, zamykam i gotuję. Sole mineralne z warzyw nie uciekają do wody.
Na wkładce bez dziurek gotuję kaszę albo ryż, bo tu trzeba dodać wody.Na dole dusi się wtedy pieczeń albo roladki.Super sprawa i duża oszczędność energii, bo w szybkowarze jest wysoka temperatura i ciśnienie.
Ale to naczynie trzeba umieć używać.
Mięso obsmaża się, potem dodaje wodę, to co tam kto chce i zamyka. Skąd wiem, że jest dość pary?
Każdy szybkowar ma zawór bezpieczeństwa.On nie uchroni przed rozsadzeniem naczynia, on wskazuje poziom pary. Podnosi go właśnie para, czyli jak się podniesie, to zmniejszamy ogień. Jak będzie za mało żaru, to zawór sam opadnie.
Wiadomo, bo jest bardzo seksowny

Absolutnie nie wolno kręcić pokrętłem od pary w czasie gotowania.
A teraz ja spuściłam parę i jest mi już lepiej