IwoniaGusiu, Ci co mają fajne miejsca to zapewne radośnie spędzają weekend. U tych, co beznadziejnie, tak jak u mnie, to już nawet nie chce się pisać. Ja czekałam dziś na przyjazd córki od godziny 10 rano. O 14 wkurw..... i wyszłam na pauzę. Żadnej informacji telefonicznej, czy przyjedzie, czy nie. Babcia była nakarmiona, przewinięta. Leży w specjalistycznym łózku, nie wyjdzie, bo nie ma siły. Z synem było ustalone, że jak śpi mogę wychodzić na jedną godzinę. Wróciłam po dwóch godzinach, chociaż powinnam być bezwzględna i wybyć na połowę przysługującego mi dnia wolnego. Pańcia oburzona i w szoku, że musiała dzwonić do sąsiada, bo ona kluczy nie ma. A ja nic, stałam spokojnie i mówię, że myślałam, że ma klucze i na drugi raz musi mitnehmen. Nic nie przepraszałam, bo i ona nie wytłumaczyła się ze swojego spóźnienia.
Zamknęła się w salonie i siedzi. I tak muszę przetrwać do jutra, do pewnie popołudnia. Nic dobrego do spróbowania do zjedzenia dla tej swoje mamy nie przywiozła. Nic z nią nie rozmawia. Pudło wędlin dla siebie przytargała. I taki babsztyl ustawi człowiekowi humor od rana i jeszcze na jutro. Odbębnić swoje i gest Kozakiewicza na koniec pokazać.
Gusiu, wypoczywaj i rozkoszuj się tym, co Cię otacza. Tak ładnie napisałaś o swej wrażliwej naturze.:aniolki:
Dziś też wyjdź z domu na co najmniej 3 godziny. Powiedz, że musisz do kościoła iść. I nie przejmuj się głupią "pindą" - rób swoje i traktuj ją jak powietrze. A palić w salonie bym zabroniła kategorycznie, bo mi dym szkodzi i potem źle się czuję. Niech wychodzi na balkon.