Już po kawie .Idę dzisiaj na kontrolne badanie krwi .Miałam kłopot z płytkami krwi, mało brakowało a już bym odleciała .Płytek już prawie nie było ,wszystko na luzie .Podawali mi płytki a one uciekały .Wieczorem dostałam worek tej substancji a rano nie było nic .Trwało to ok mca .Leżałam i nie mogłam podpisać testamentu, bo pióro wypadało mi z ręki . Jedyne co mogę zrobić to się kontrolować, bo nic innego nie mam pod ręką .Bralam tez sterydy i wyglądałam jak potwór .Jakoś wróciłam do normy ale taki wewnętrzny niepokój mam i ciągle oglądam nogi, bo pierwsze objawy tam wystąpiły .Byle plamka wyskoczy i już ją obserwuje .Nie wiem czy ktoś z Was miał takie stadium w życiu .Lezysz i łzy się leja bez kontroli .Bo myśleć można nawet jak już jest bardzo źle a lekarz mówi,.... " jeśli szpik nie zacznie działać , nic nie poradzimy ..



