Dobry wieczór,
Dawno mnie nie było na forum, bo bardzo dużo się działo. Obecnie jestem na kolejnym zleceniu, teraz idzie mi już 4 tydzień zlecenia, ale niestety jutro muszę zjechać (tydzień wcześniej, mam oficjalne potwierdzenie na piśmie, że rodzina podopiecznego zgadza się na mój wczesniejszy zjazd), ponieważ syn podopiecznego wraz z swoją żoną od kilku dni grozili mi, a dziś syn zaatakował mnie fizycznie.Sytuacja wygląda tak, że dziś jest 3 dzień, gdzie stan mojego podopiecznego bardzo się pogorszył, o czym wszystkim na bieżąco informowałam agencję i dzieci mojego podopiecznego.
Podopieczny ma 2 córki oraz syna. Córki mieszkają około 80km od ojca, a syn z żoną mieszka w domu obok. Wczoraj córka w rozmowie ze mną na What's App zgodziła się, że trzeba do taty wezwać pogotowie, ale próbowała to zepchnąć na mnie, bo jej "nie ma na miejscu". Dużo tłumaczenia, ale koniec końców pogotowia nie wezwano, była lekarka domowa, która stwierdziła ustnie, bez żadnego pisemnego potwierdzenia, że z seniorem wszystko jest ok, a gołym okiem widać, że ok nie jest. Dziś zasugerowałam bardzo delikatnie, że może jakieś badanie usg, może jakieś testy z krwi, więc usłyszałam od syna, że jak mi się nie podoba to mogę dziś do domu zjechać.
Córki seniora chcą dla niego raczej dobrze, choć też, moim zdaniem, jest im w pewien sposób wygodnie, że brat się wszystkim zajmuje. Syn seniora natomiast twierdzi, że z ojcem wszystko jest jak najbardziej w porządku. Przemyślałam to co powiedział i odpisałam po kilku minutach na What'sApp, że faktycznie wolę zjechać, ponieważ nie mogę patrzeć jak zaniedbuje ojca, oraz, że nie akceptuję jego sposobu komunikacji ze mną, który od tych kilku dni stał się normą. Kilka minut po wysłaniu tej wiadomości wpadł do domu mojego podopiecznego ów syn z żoną i zaczęli we dwójkę krzyczeć i znów mi grozić. Wszystko mam nagrane w formie audio.Informowałam kilkukrotnie, że tak rozmowy nie będziemy prowadzić, a ponieważ tylko jeszcze głośniej krzyczeli, to wstałam i chciałam zejść na dół do siebie, zamykając drzwi do korytarza, tak, aby czuć się bezpiecznie. Otworzyli te drzwi na siłę, powiedzieli, że drzwi mają być otwarte, zaczęli mi grozić i mnie obrażać (np.: twierdząc, że jestem psychicznie chora) oraz kłamać twierdząc, że wszystko robiłam źle przy starszym panu, a potem syn podopiecznego złapał mnie za rękę i zaczął mi ją wykręcać, aż jego żona musiała mu powiedzieć, aby przestał. Potem okazało się, że zostałam zamknięta na dolnym poziomie, bo zamknęli te drzwi od góry, a potem jeszcze syn mojego podopiecznego zszedł i walił w drzwi od mojego pokoju domagając się wydania mu klucza od drzwi, bo jak nie to wezwie policję. Mając więc klucz od drzwi wejściowych i mogąc mnie zamknąć z górnego poziomu zostałam ubezwłasnowolniona.Chcę się zapytać, po przedstawieniu sytuacji, jak wygląda postępowanie prawne: czy muszę dziś rano przed wyjazdem wezwać policję, aby móc potem kontynuować procedurę prawną z Polski czy mogę wsząć postępowanie przeciwko tym ludziom już z Polski? Wiele razy przymykałam oko na taką sytuację, ale nie możemy tolerować przemocy werbalnej, psychicznej i fizycznej wobec opiekunek i jestem zdecydowana zawalczyć. Chcę też złożyć zawiadomienie o niezapewnieniu starszemu panu należytej pomocy lekarskiej, bo domowy lekarz, który przyjdzie zerknie i osłucha i na gębę twierdzi, że wszystko jest ok, to nie jest należyta opieka.Nie chcę wywołać żadnej g..oburzy, więc najserdeczniej proszę tylko o merytoryczne komentarze.
