No właśnie,chodzi "o możliwości przystosowania się do warunków". Ja akurat nie mam z tym problemu. Nie zawsze warunki mi odpowiadały,często nie dało się niczego zaplanować .a jak już się dało,to i tak często życie je weryfikowało . Nie mam problemu ze stałymi godzinami pauzy,jeśli sytuacja tego wymaga . Zdarzało się,że były dni,kiedy nie było jej wcale i też nie robiłam z tego problemu. Tak jak mówisz,każdy dom jest inny. Na ostatnim miejscu wszystko było "na żywioł ", seniorka wstawała kiedy chciała,do łóżka też szła bardzo późno. Taki ma styl życia i albo się przystosujesz,albo będziesz się dąsać ,skarżyć do agencji,pogorszysz tylko atmosferę i w końcu przed czasem zakończysz "turnus" w kiepskim dla obu stron nastroju. Wg mnie,to ja mam się dostosować do podopiecznych a nie oni do mnie. Wchodzę w czyjeś życie ,mam zapewnić im jak największy komfort a nie wprowadzać swoje przyzwyczajenia i próbować "nawracać " i pouczać podopiecznych. Zawsze się dogaduję ,po kilku dniach okazuje się,że nawet to co było niemożliwe,jest do dogadania . Ale trzeba rozmawiać . A czasami nawet nie trzeba,udaje się wprowadzać zmiany malutkimi kroczkami,tak że podopieczni nawet tego nie zauważają :oczko:. Teraz jestem w miejscu gdzie wszystko uporządkowane,stałe godziny,wszystko ma swój rytm. Nie ma oczywiście problemu,jeśli obiad jest gotowy o 12:50 czy 13:15 ,zamiast o 13-tej:-). Jest małżeństwo,pan 88,żona trochę młodsza ,samodzielni,nie ma wstawania nocnego,po kolacji mogę się zabrać do siebie i do następnego dnia się nie pokazywać . Mogę,ale pokazuje się . Oni siedzą przynajmniej do 22:30 przed telewizorem. Zaglądam do nich ok 21:30,mierzę im raz jeszcze ciśnienie bo obojgu skacze,sprawdzam czy czegoś nie potrzebują i wtedy sama mogę spokojnie spać . Wygląda to wszystko pięknie ,ale to są starsi ludzie,mają swoje "dziwactwa",są rzeczy których w innych miejscach nie było . I chociaż miejsce spokojne,dla mnie bezstresowe,bez dźwigania,to jest co robić i,sorry ,ale jestem niemal pewna,że Maludzie by nie pasowało :-(.
