Nie, byłam tam jako Kinderbetreuer. Zadne von Opa czy Ona
Miałam różności od nasion po sadzonki .Prezentów nie dawali była pensja i finito 😃
Nie, byłam tam jako Kinderbetreuer. Zadne von Opa czy Ona
Miałam różności od nasion po sadzonki .Prezentów nie dawali była pensja i finito 😃
Dzień dobry uspokoiła się nie wieje i nie pada . Sobota to taki dzień nijaki ani rozłożyć się z robota ani odpoczywać . Pójdę chyba po obiedzie na cmentarz .Lubię pochodzić szurając liśćmi . Szkolne lata przypomnieć sobie .
Dobrego dnia :pije kawe:
Nie mam dzis czasu na dylematy. Lece wg planu. Chata ogarnięta, zakupy też, obiad sie pichci.
Dzień dobry uspokoiła się nie wieje i nie pada . Sobota to taki dzień nijaki ani rozłożyć się z robota ani odpoczywać . Pójdę chyba po obiedzie na cmentarz .Lubię pochodzić szurając liśćmi . Szkolne lata przypomnieć sobie .
Dobrego dnia :pije kawe:
No to własnie nieznakowane :) A że do 10 tys eur można przewieżć bez tłumaczenia się , franciszków tez cos kolo tego, jak Ty jeżdzilas to może więcej, to nie pytam jaka była pensja :)
Nie wiem jak jest teraz z przewożeniem kasy . Kiedyś trzeba było wytłumaczyć się z posiadanej kwoty . Wyplata była we franciszkach 😃 Nie mogłam wysłać pocztą w cinkciarza nie wierzyłam . Na konto też nie mogłam wpłacić z powodu koloru pracy . Więc się wiozło , ważne, że się udawało dowiedz.
Też kiedyś lubiłam.Razem z siostrą jako dzieci wychodziłyśmy wcześniej na mszę,żeby przedtem pochodzić po cmentarzu.Wspomnę ,że do kościoła miałyśmy prawie 5 km w jedną stronę. Teraz unikam,tylko gdy muszę albo czuję taką potrzebę.Zbyt wielu odeszło,człowiek też coraz częściej myśli o śmierci i przemijaniu.Ale wspomnienia z dzieciństwa mam piękne.
No to własnie nieznakowane :) A że do 10 tys eur można przewieżć bez tłumaczenia się , franciszków tez cos kolo tego, jak Ty jeżdzilas to może więcej, to nie pytam jaka była pensja :)
Pensja była potrójna jak w Niemczech .
Byłam w czasach w których groziła deportacja za pracę na czarno . Nie wszystkim się udawało .👎

Posoliłam kawę !!!:-(
U mnie chyba zostało to zakodowane w głowie .Zawsze jak wracalam to szafy szły na pierwszy ogień .Wykładałam a potem wkładałam znów do szafy . Ciężko mi się rozstać z ubraniami , bo każda sukienka ,każdy płaszcz czy kurtka wiąże się ze wspomnieniami . Dlatego mam dwie olbrzymie szafy i tylko przewieszam jesienią letnie na ostatni drążek a wiosną na pierwszy . Teraz jestem w domu i też ciągle grzebie , układam, przekładam i zawsze znajdę coś o czym już zapomniałam . :-)
