03 grudnia 2025 19:55 / 2 osobom podoba się ten post
O Boże! Jaki był piękny! Musiałam być skąpana w jakimś cudzie, bo Klaudia dziwnie na mnie spoglądała. Zawstydziłam się swoim szczęściem. Wydawało mi się nikczemne, ponieważ nie przyjechałam tu przecież odpoczywać. Po kolacji wybrałam się na pierwszy, długi samotny spacer po okolicy. Szłam ulicą, na której po obu stronach stały góralskie domy z końca osiemnastego wieku. Wszystkie odnowione, tylko tablice lub wyryte w murze litery i daty mówiły o ich wieku. Co drugi budynek z bateriami słonecznymi na dachu, co tylko świadczyło o zamożności Niemców. Te rzędy domków zerkały na mnie. Ulica wyludniona, pogrążona w niesamowitym, podobnym śmierci bezruchu. Co jakiś czas ponurą ciszę przerywał warkot samochodu, który przywodził mi na myśl sunące czołgi. Zza szyby kierowcy miło się uśmiechali i pozdrawiali. Czasem jak duch przeleciało uśmiechnięte dziecko na wrotkach z ciepłym Halo! lub po prostu Tag! Ot, taka wioska. Boże! Jak my się różnimy! Tą wieczorową porą stygły już pola. W mojej wyobraźni pod stopami asfalt rozkładał skrzydła, a ja próbowałam wznieść się ponad brzozy. Były dla mnie jak istoty trwające nieruchomo, zakłopotane, że będą musiały się poruszyć. Jakbym widziała ich twarze pełne bólu. Z wysokości spoglądałam na ziemię. Chciałam zobaczyć ten porządek świata, a widziałam tylko zachodzące słońce. Chciałam popłynąć na żaglach liści do przyszłości. Zostawić za sobą, jakby spalić, wszystkie miesiące, tygodnie, dnie na saksach. Zanurzyłam się w tej wirtualnej przestrzeni i miałam uczucie, że frunę. Ta cisza wieczoru odbierała mi racjonalny umysł. Poczułam się, jakbym była własnym marzeniem, wyobrażeniem samej siebie. Jakby wszystko odrywało się ode mnie i został tylko kod genetyczny. PYTANIE: Kto kupi tę prawdę? „Włączyłam” racjonalny umysł. Przystanęłam na moment i oparłam rękę na jednej z brzóz, która mnie zaintrygowała. Na wysokości moich dłoni miała jakby czarne oko, które złowróżbnie na mnie patrzyło. 378 Ogarnęłam wzrokiem okolicę. Zobaczyłam rozciągające się łąki z pasącymi końmi. Powietrze pachniało aromatem jesieni. W ręce poczułam bardzo delikatny, elektryczny puls, który mnie orzeźwił. Oderwałam dłoń od drzewa i pomyślałam o wszechobecnej Inteligencji, która odpowiada na nasze emocje. Może to jakieś pole energii, jakaś energetyczna rama, na której naprężona jest fi ranka Wszechświata? Czułam, jak byłam z tą brzozą przez ułamki sekund połączona. Ale jak połączona? Nie rozumiałam. Te surrealistyczne doznania w takich momentach jak ten wydają się być snem, a przecież to była jawa. Tego byłam pewna. Wtedy przypomniałam sobie „moje drzewo”, kiedy byłam na kontrakcie u Elwiry. Też miałam odczucie, że drzewo mnie rozumie. Może to jest ten Umysł Boga, o którym mówią starożytne teksty, a ja z nieznanych mi powodów miewam do Niego sekundowy dostęp. Skończyłam filozofowanie, ale miałam potrzebę porozmawiania właśnie z tą brzozą, od której poczułam ten energetyzujący puls. – Będziesz moją brzozą – dotknęłam drzewa ponownie, głaszcząc i oczekując tego samego impulsu, którego doświadczyłam przed chwilą. Jeszcze raz spojrzałam na okolicę, na ten piękny świat. Słońce chowało się za wielką chmurą i wtedy wydawało się mi, że bezbarwne światło zrobiło się perliste. Nagle zdziwiłam się, jak bardzo znajomy jest mi ten krajobraz. Poczułam, że ta okolica czekała na mnie, że brzoza, której dotykałam, jest mi znajoma. Ilekroć znajduję się w takiej scenerii, dotykają mnie irracjonalne stany, czuję się jak pomniejszony model samej siebie. Wystraszona tym rodzajem wyobraźni, wracałam do domu. Gdzieś głęboko we mnie zaczął sączyć się smutek, który był czysty i drogocenny. Nie wracałam przecież do swojego domu, w którym mąż zaproponuje herbatę, wspólne obejrzenie filmu, ciepły dotyk, pocałunek, a może coś więcej? Własny DOM zawsze mnie zaskakiwał. W tym nastroju było coś dziwnego. Poczułam się zmieszana przywołanym obrazu DOMU i jego zapachu. Było to bolesne, silne odczucie, jak skurcz porodowy. Bałam się tego wspomnienia, a jednocześnie, jakbym przekraczała membranę CZASU i już byłam przy mężu, którego nie zamieniłabym na nikogo innego. obcego domu, ten nastrój nieco się poprawił, przywitały mnie psy i ciepłe słowa gospodyni: – I jak, Gabi, podoba ci się nasza wioska?
Łucja Fice