Dzień dobry,i już mamy połowę tygodnia. Nawet chyba się cieszę ,że mam co robić,dzień zajęty od rana do wieczora,czas mija nie wiadomo kiedy. Większych zmian nie ma. Senior nadal słaby,nadal nie może jeść

.
Mam wrażenie ,że się po prostu boi. Ma za sobą czas,w kilinice rehabilitacyjnej,gdzie cały dzień trzymał worek na wymioty. Tak go to wymęczyło,że jedzenie tylko z tym mu się kojarzy. Żołądek skurczony,musi nauczyć się na nowo pracować . Ale tego musi też chcieć senior. A On,niby chce,ale trudno jest się przestawić na inne myślenie . Nie zmuszam,zapraszam do stołu,stawiam miseczkę lub talerz ,tłumaczę dlaczego ma jeść,ale mówię też,że decyzja należy do Niego. Jesteś inteligentny,wiesz czym to się skończy,raczej wcześniej niż później.Sam wybierz,czego chcesz. Z rehabilitantem ćwiczy bez marudzenia,na mnie się złości a ja się śmieję i mówię do Niego,oho,"mój" K.schon wieder da

. Lubiliśmy się ze sobą droczyć . Jeszcze trzy miesiące temu,a wydaje się że w odległych czasach

. Teraz też dużo się dzieje,obaj synowie są codziennie ,przyjeżdżają synowe,rehabilitant,każdy bez przerwy coś mu tłumaczy,każdy niby to samo ale w inny sposób,zasugerowałam delikatnie,że tego wszystkiego poprostu za dużo. Jest zmęczony tym gadaniem,najbardziej potrzebuje,oprócz jedzenia,spokoju. Nie obrazili się ,zgodzili się ze mną . Sami zauważyli,że kiedy zostaje jedna osoba,ojciec zaczyna spokojniej i głębiej oddychać . Przyznanie mi racji nie oznacza że zmienili swoje zachowanie

. Rozumiem ich,chcą dla ojca jak najlepiej i próbują wszystkiego.
Wam spokojnej,pogodnej środy życzę
