To sprzątania masz po kokardkę .
Myślę że nocna zmiana za odkurzacz czy szmatę też się łapie 😉
Ja bym się łapała
To sprzątania masz po kokardkę .
Dzień dobry z lotniska. Samolot już przyleciał,zaraz ustawię się w kolejce do wejścia na pokład. . Jeszcze zwlekam bo do odlotu pół godziny.
Dobrego dnia wszystkim i do popisania już z Dojczlandu.
No to lecę ✈️
Miłej i bezpiecznej podróży! :-)
No, jest co robić 😅
Myślę że nocna zmiana za odkurzacz czy szmatę też się łapie 😉
Ja bym się łapała :-)
My miałyśmy piętro niżej apartamentu seniorki osobne mieszkanie z kuchnią . I pieniądze tylko dla nas na zakupy. Ważne dla osoby na nockach . Lodówka była zawsze pełna. U nas nocki były lajtowe , w sumie tylko dla nadzoru, podopieczna spała - wieczorem na dobranoc lubiła pogadać. Przychodziła z misiem na rękach. Miałyśmy panią sprzątającą - ale wiadomo, dzienna zmiana ogarniała co było akurat w dzień do zrobienia. Nocna też, jeżeli zaistniała taka konieczność, ale...u nas zmiana dzienna trwała tydzień, nocna też.
Nie było tak, że jedna osoba była tylko na dniówki, a druga na nocki.
Nie wiem jak w twoim wypadku to zostało rozwiązane - firma milczy?
W drugim przypadku pracowałysmy we dwie, ale w ciągu dnia u cięzko chorej osoby. Nocki były przespane. Podopieczna była karmiona odżywkami przez sondę żołądkową, to miałyśmy pieniądze na własne wyżywienie. Na żadnym z tych miejsc nie musiałyśmy się z tych pieniędzy rozliczać.
Znam taka robotę ,prawie identyczna :-)
Mnie osobiście taka robota nie leży .Lubię mieć wszystko na oku :-)
Moja pewnie wada opiekunkowa to to, że ja staram się jak najwięcej przebywać z osobą, która się zajmuje .Doświadczyłam biegania na piętro , wolę jednak mieszkać z podopiecznym na jednym piętrze .
Zawsze też spożywałem posiłki alle zusammen .Często było tak , że musiałam pomagać przy jedzeniu
Nigdy też nie jechałam na siłę, bo to żadna robota
Lubię opiekę ,zawsze starałam się znaleźć coś w pdp ,co lubię i wtedy polubiłam też i pdp .
Każda metoda jest dobra ,byle nie szkodzić .
Raczej nie. Pierwsze miejsce było w Weinheim- róznica spora, podopieczna pojedyncza, narozrabiała za kilka osób. Tylko Haloperidol działał. My na pietro nie biegałyśmy, dyżur był u pdp w apartamencie, na pauzy można było iśc do mieszkania, czy robić co się żywnie podoba. Dzień wolny miałyśmy obydwie i to od samego rańca do wieczora. W obu wypadkach. Przychodził Pflegedienst, w jednym miejscu paliatywny. Czy się bałam, że coś schrzanią? Nie, a odpoczynek jest potrzebny. Moja współpracownica w pierwszym miejscu miała kierownicze zapędy- przyszła szwagierka i chciała podopieczną wziąć na spacer. Zmienniczka oznajmiła, że nie puści i koniec , a nie było przeciwwskazań wręcz przeciwnie :).
Napiszę tak- wypełniałam swoje obowiązki i z nich się rozliczałam, współpracownica również.Jak już pisałam- wspominam bardzo miło, kłód sobie po nogi nie rzucałyśmy, ale jak trzeba było to jedna drugiej pomogła, tak, że nie martwiłam się co się z pdp dzieje, jak mnie nie ma :).
Praca we dwie to praca w mini- zespole.