Ale dorobiłam. Kupiłam sobie krem pod oczy, bo chciałam pięknie wyglądać. A ponieważ za 2 lata już 40 na karku, to wzięłam mocniejszy. Zaraz jak wróciłam z zakupków to do łazienki i próbowanie kremu. Po jakiś 5 minutach stwierdziłam, że coś mi się ciepło w oczach robi, po kolejnych kilku, że całkiem gorąco.... biegem do łazienki. Jak ja wyglądam.... Ponieważ nie żałowałam kremu, bo mi się coś dużo nabrało i wtarłam obficie nie tylko wokół oczu , ale troszkę na policzkach i powieki, to wyglądam jakbym miała na sobie ogromne czerwone okulary. Babcia jak mnie zobaczyła, to myślała, że strasznie płaczę (mam nadzieję, ze nie pomyślała, że z tego powodu, że pojutrze ją opuszczam

). Teraz role się odwróciły, ona mi okłady robiła. Mam nadzieję, że to zejdzie. Czuję się jakby mi ktoś maskę nałożył, nawet uśmiechnąć się nie mogę, bo wszystko mnie "ciągnie". Hmm, a może to zmarszczki mi się prostują? Mam nadzieję, że nie spuchnę na jutro. Piecze jakby już mniej, bo co chwilkę przykładam coś zimnego, ale czerwone nadal jest.