Żabiennik czyli skok na DE

11 marca 2014 17:02 / 2 osobom podoba się ten post
Świętowała Boże Narodzenie 2013 w De, też byliśmy essen-- cholernie dużo essen:) ja jestem solidniejsza osobka-- ale tyle essen to ja wysiadam::) prawie że mi się oberwało , za mało jem , a taki buffet sporo kosztuje:)
11 marca 2014 17:06 / 6 osobom podoba się ten post
dorotee

Świętowała Boże Narodzenie 2013 w De, też byliśmy essen-- cholernie dużo essen:) ja jestem solidniejsza osobka-- ale tyle essen to ja wysiadam::) prawie że mi się oberwało , za mało jem , a taki buffet sporo kosztuje:)

No widzisz...Niemcy tak mają. Albo jesz za dużo a to kosztuje albo za mało co tez kosztuje :) No nie dogodzisz :))
12 marca 2014 18:23 / 19 osobom podoba się ten post
Magiczne kapsułki

W drugi dzien Świąt wszyscy sie rozjechali...pani Danke padnięta, ja też (mimo wszystko za dużo ludzi nawet dla mnie) i z wielkim kłebem myśli w głowie. Chyba nie powinnam zwracac na niektóre sprawy uwagi ale nie potrafie. Wychwytuję jak papierek lakmusowy drobne niuanse a potem roztrząsam je a one osiągaja wielkość słonia. Pomimo że Święta przeżyłam lepiej niz to sobie wyobrażałam to jednak te parę "zgrzytów" nie daje mi spokoju. Moze jestem przewrażliwiona...może...a już na pewno zmęczona...
Kiedy rodzina wyjechała, wieczorem przyszedł Stefan. Umył i położyła panią Danke po czym położył na stole 2 pudełka jakis leków.
- To Imodium - powiedział - Podawaj kiedy biegunka bedzie sie nasilać.
Co to Imodium? Stefan powiedział że to"stop - Durchfall". Acha...czyli nasz polski "Stoperan". No coś podobnego. Wystarczyło podac Imodium żeby miec chwilowy spokój. Pytam jak długo mam to podawać bo wiem ze to lek który można stosować sporadycznie...czyli jak zdarzy sie "wypadek".
- Tak długo jak bedzie Durchfall.
Hmmm...zastanowiło mnie to ale on jest kwalifikowany a ja nie. Niemniej ja tu walczę jak lwica a wystarczy taka magiczna kapsulka...
Ale zastanówmy sie, myślę, Kiedy Durchfall sie pojawia? W dzień...czasem nad ranem...Ostatnio w Swieta przy Rozi (może dlatego te kapsułki). Staram sie gotować dietetycznie i nic nie pomaga...I nagle mnie olśniło...Mój wzrok padł na brązowe cukierki od kaszlu. Ostatnio pani Danke po 2 paczki ciumka...non stop...Chyba tu jest pies pogrzebany. W nocy nie ma Durchfallu bo pani Danke spi i nie ciumka! Ale na pólce przy łóżku każe sobie 5 sztuk zostawiac, wiec jak sie przebudzi i nie może zasnąc to ...ciumka...Kurcze! To musi byc rozwiązanie.
No i dziś przyszedł lekarz do pani Danke jak co miesiąć. Zmierzył ciśnienie, pobrał krew do badania a ja sie pytam czy te cukierki mogą być przyczyną biegunki, miałam na myśli stymulowanie jelit. A co lekarz?
- A ile pani Emi je dziennie?
-No 2 opakowania po 20 szt, to razem 40 - mówię.
- I słodzi herbatę słodzikiem?
- Tak - odpowiadam
Trzeba ograniczyc te cukierki bo za dużo...czegoś tam...nie pamietam ale tego składnika "one Zucker". Noszsz...kurczę...a ja sie gimnastykuje a tu cukierki! Prosze lekarza żeby teraz wyjaśnił pani Danke dlaczego bede jej wydzielać cukierki i na co są te zielone magiczne kapsułki. Pani Danke z wielką powagą wysłuchała lekarza i powiedziała ze sie zgadza.
Matko! Zgadza! Nie ma wyjscia bo inaczej obie utoniemy w g...nie!
Z przykazaniem żeby pani Danke dużo piła lekarz wyszedł.
A jak tylko wyszedł to pani Danke do mnie że mam jej tę zieloną tabletkę podać.
- Przecież nie ma biegunki - mówie - nie moge podac jak nie ma biegunki
- Jeszcze nie ma - mówi pani Danke - ale czuję ze zaraz będzie.
No i co miałam zrobic? Podałam...Zieloną kapsulke podałam.
Panie Boże wybacz...to było nie w porządku...ale to dla jej dobra podałam TYLKO kapsułke, wczesniej wysypując z niej proszek w kuchni.
12 marca 2014 18:29 / 1 osobie podoba się ten post
Asik,gratuluję sprytu! Nie wiem czy wpadłabym na ten pomysł z wysypaniem leku tak z marszu:).
12 marca 2014 18:44 / 2 osobom podoba się ten post
ivanilia40

Asik,gratuluję sprytu! Nie wiem czy wpadłabym na ten pomysł z wysypaniem leku tak z marszu:).

To nie było z marszu :)...Ja to przerabialam z teściową....bardzo przydały mi sie te 7 lat...
13 marca 2014 23:14 / 30 osobom podoba się ten post
Wystrzałowy Sylwester we dwoje
Na Sylwestra bawilam sie różnie ale ten byl najbardziej wystrzałowy. 
Pogoda nagle z nijakiej, mokrej ni to ni owo zmienila sie ze stanu cieczy w stan stały a nawet gazowy...Efekt był taki że poranek przywitał mnie bajecznym obrazem ...oszronione drzewa, siatki ogrodzen...ale najpiekniejsze były igły swierku przed oknem...świerk cały jak ze srebra. Stałam z zachwytem i pelną flądrą na twarzy...Coś cudownego...w dole miasteczko pogrązone w mglistej poświacie przez którą nieśmialo przebijały sie promienie słoneczne...
Było juz po 9tej, pani Danke czytała lekture a ja wdychałam mroźne powietrze o zapachu tytoniu :)
Około 11tej przyszedl Hos...dosłownie przyszedł...cały zziajany, czerwony i bardzo niezadowolony. Okazalo sie że magik mróz nie oszczędził ulic. Żadne autobusy nie jeżdża na czubek góry...ani do połowy...ani wcale...nie jeżdża...nawet po prostym. No to sie zmartwilam...od dwóch tygodni "podjeżdzam" autobusem właśnie prawie przed dom. Trudno - myślę- I tak musze po zakupy isc bo Stary Rok sie konczy a w lodówce konczą sie zapasy. 
Chwyciłam zatem torbę na kółkach i ruszyłam w drogę mówiąc zwyczajowo do Hosa;
- Ja, ja...dwie godziny, wiem - w duchu smiejąc sie bo Hos, zwyczajowo juz podnosil rękę z zegarkiem ...:)
Mój uśmiech nie znikał do bramy...potem zaczął splywać...oddalać sie aż przepadł. Za bramą była górka. czy może byc na czubku wielkiej góry jeszcze górka? Otóż może byc. Tu sie mówi że pani Danke mieszka w lochu. Wjeżdza sie na czubek góry a potem schodzi z małej górki (jakieś pietro) niżej. Normalnie jest to proste, z wózkiem inwalidzkim nieco gorzej dla osoby pchającej ale jeszcze znośnie. Dzis natomiast ...stałam i zastanawiałam sie jak ja wejde na ten wzgórek. Dwie nogi nie wystarczą...a przeciez na czworakach nie moge bo co sąsiedzi powiedza? Że opiekunka z Polski już od rana Sylwestra świętuje?!
Trzeba sposobem myslę. No i torba do przodu...a ja sie wciągam...staję na bocznych krawędziach butów i znowu torba do przodu...itd Jakims cudem sie wciągnęłam. Ale zajęło mi to dodatkowo pare minut więcej z czego wynika ze zostało mi pare minut mniej na zakupy. Na prostej drodze nadrobię - myślę. I ruszyłam...nagle...nie wiadomo jak szast, prast...i oglądam niebo w pozycji horyzontalnej. Leże jak długa a torba na mnie. Ludzieee!!! Pozbierałam swoje czlonki i ruszyłam krokiem tanecznym i posuwistym...do krawędzi jezdni, która teraz niemal pionowo biegła w dół. Na szczescie, a może specjalnie, były poręcze...czasem te porecze siękonczyły i zjeżdzałam chwytając sie po drodze wszystkiego co możliwe...ogrodzen gałęzi...
I tak w koncu spłynnęłam na dół. Znowu powoli, juz wypracowanym krokiem łyżwiarskim dotarłam do sklepu...Spojrzałam na zegarek...straciłam 40 min cennego czasu. Nigdy tak długo nie zchodziłam...Wpadłam do sklepu i w sprinterskim tempie zrobialm zakupy. Smigałam między regałami z szybkością ponaddźwiękową. Zwolniłam przy kasie...a szkoda...może by nikt nie zauważył...Zaplaciłam i wyszłam. Zostało mi bardzo mało czasu. Jesli jazda w dół zajela mi 40 min to ILE zajmie w górę?! I jak ja pokonam tę góre?!
Powiem tak...to było starszne. Jeden krok w górę...pięc ślizgów w dół...czyli zrobiąłm 1 krok. W połowie drogi patrze ile do nieba zostało a tam...Ludzie!...No człowiek idzie. To niesamowity widok bo generalnie tu ludzie mieszkaja ale chyba z domow nigdy nie wychodzą. I to jaki człowiek! Hos sobie jedzie. Patrze na komórkę....pól godziny wczesniej wyszedł...dobrze wiedział co go czeka a musiał zdążyc na pociąg. Własnie o tej godzinie!. Bo Hos jeździ tylko TYM pociągiem. O TEJ godzinie. No taką ma zasade. I nie złamie jej nawet gdyby miał zostawić swoją mamę samą. A zostawil. Powiedzial "Hallo" i ślizgnął był sie w dół...i tyle go widzieli moje oczy.
Takiego nerwa dostałam że włosy mi sie zjeżyły i tak sie zagotowalam że buty parowały. Takiego "przyczepu" dostałam że nie wiem jak, kiedy wleciaalm do domu....To prawda...w desperacji i nerwie to człowiek góry i lodowce pokona.
A w domu pani Danke właśnie zapłakana, przez telefon z Rozi rozmawia.
- O jest Johana! - Zawołała radośnie w słuchawkę.
Potem oddała mi ją podala.
- Co sie stało? - słyszę
- Byłam po zakupy - mówię - Na ulicy glat. Hos wyszedł .
- Porozmawiam z nim - powiedzioała Rozi.
No tak..."porozmawiam"...jestem tu dostatecznie długo i dostatecznie jestem inteligentna żeby zauważyc że "rozmowa" miedzy rodzenstwem polega na pisaniu sobie kartek.Np "Gdzie jest ta ksiązka?", "Poszukaj sam"...to ostatni hit tej "rozmowy".
Pani Danke z czułością przytuliła moją dłoń do twarzy kiedy odkladałam słuchawkę. 
- Och Johana...jak dobrze że juz jesteś. Tak sie bałam.
No ...wierze jej..i .przeszłyśmy do codziennego planu dnia...bardzo spokojnego ...zresztą.
Hos przywiózł sztuczne ognie. W takim kwadratowym pudełku...przypominały...hihiiii...ruskie katiusze. No i on powiedział że mam o 24tej te ognie zapalić pani Danke.
"Człowieku! - pomyslałam - Ty sie Boga nie boisz?! Ja tu jestem za opiekunke a nie za pirotechnika! Poza tym o tej porze pani Danke będzie spac więc sam jej puści jak przyjedzie. 
Jak pani Danke będzie spac...o świeta naiwności! 
Faktycznie Johan przyszedł punktualnie, położył panią Danke, pożyczył mi "wszystkiego najlepszego", dostał szrlotke którą upiekłam i nastała cisza. Wyszłam na ogród..i bardzo sie zmartwilam...całe miasteczko we mgle....nic nie widać. A chciałam zobaczyc fejerwerki...szade...
Niemniej o 23,30 mgła "nagle" opadła. Na niebie gwiazdy...z oddali muzyka i pierwsze wystrzały...jak pieknie!. 
I tak sobie myślę że ja to juz na pewno nie moge sie za bardzo i na zapas cieszyc...bo kiedy tylko zacznę sie cieszyc to koniec tego cieszenia jest bliski. I tak było tym razem
Wystrzały sie nasilały a 5 min przed północa to juz sie zaczęło...
- Ratunku! - slysze- Złodzieje!
Wpadam do sypialni pani Danke a ona z paniką w oczach juz siedzi na wózku i krzyczy że złodzieje pukają do drzwi i strzelają i mam zamknąc bramę...
Uspokajam jak moge...że Sylwester, że fajerwerki...nic nie dociera...No tak żaluzje zasunięte nic kobieta nie widzi...Podnoszę żaluzje...ale sypialnia jest w takim miejscu że nie widać nic...
- Zasun! - krzyczy pani Danke - oni zaraz wejdą i nas zabiją!
Matko! Co robic? Zapakowałam panią Danke w koc, potem drugi...i wyjechałam na werandę.
Widok był cudowny...całe niebo w kolorach tęczy...
- Sylwester  - móiwe - Frau T.
Pani Danke patrzy i zaczyna sie uśmiechac.
- Wszystkiego najlepszego Johana - mówi
Postałysmy tak chwilę i z obawy że mi sie przeziębi zabrałam ją do sypialni. Jeszcze było słychac strzały ale pani Danke zasnęła niemal natychmiast....
Ja natomiast nie. Cały czas myślałam o jej panice. Moja teściowa też podobnie zareagowała na pierwszy Sylwester po wylewie. Ale przed następnym podałam jej środki uspokajające...wystarczyło pójsc do lekarza ...
I znowu myślę co ta kobieta przezyła rok temu...wiem że była zupełnie sama ...
 
14 marca 2014 23:26 / 27 osobom podoba się ten post
Wiem że nic nie wiem... a jednak wiem.
 
Moja znajomośc niemieckiego jest dużo lepsza niz pierwszego dnia ale ciągle niedoskonala...i chyba juz tak zostanie...ostatnio nie chce mi sie sięgnąc po slownik chyba że zajdzie konieczna potrzeba.
Siedze teraz i na nowo przezywam ten koszmarny dzien. Chociaz i tak nie odda tego co naprawde czułam...
Wczoraj był lekarz u pani Danke...rutynowa wizyta, ciśnienie, pobieranie krwi. Przy okazji zapytałam o rzekoma cukrzyce. I cóż sie dowiedziałam...otóz po smierci męża pani Danke nastąpil u niej szok insulinowy...mało nie umarła...ponoc to sie zdaża np w wyniku głebokiego stresu. I od tamtej pory raz w miesiącu ma robione badanie poziomu cukru we krwi. Ale pani Danke uparcie twierdzi że ma cukrzycę (stąd te diabetyczne produkty)...Ale poza tym nie stosuje żadnej diety. Uwielbia ciasta, kremy, lody...uwielbia i konsumuje bez żadnych skutkow ubocznych poza Durchfallem oczywiście....Po jednej takiej porcji diabetyk by powiedział "Guten Morgen Panie Boże"...Spytałam czy mogę słodzic herbatę w takim razie cukrem...A lekarz że nie widzi przeszkód. Zresztą sam powiedział przy okazji tych cukierkow że ludzie nadużywający gumy do żucia bezcukrowej tez czesto mają biegunki.
W takim razie powoli, za zgoda lekarza, odstawiamy słodzik...ale czy cos to da? Może troche pomoże. Poza tym - mówi lekarz - pani Emi ma jelita krótsze o 30 cm więc to tez ma wpływ na Durchfall...Błedne kolo...
No a dzis...dzien zaczął sie jak zwykle. Jak zwykle zajęłam sie własnie obiadem gdy odgłos silnika magicznego fotela zasygnallizował szturm na WC. Juz w drodze ...jak zwykle, pani Danke wołała "szybko!"...cóz proza...juz naprawde mi to zwisa. Obojętnie jak szybko by pani Danke szła to i tak Durchfall bedzie pierwszy...przed metą...Jak zwykle myję przebieram i wracamy na fotel. Ja do kuchni....Nie minęlo 5 min i znowu słysze silniczek..."Bedziemy laufen" - myslę - i wcale sie nie spiesze. Ale krzyk pani Danke dodał mi skrzydeł...Redbul jest przereklamowany..
Tym razem sie wystraszyłam kiedy , jak zwykle, myłam i przebierałam panią Danke. Leciała z niej woda...pienista woda...Trzeba zastosowac magiczne pigułki bo mi sie w godzinę odwodni. Posadziłam panią Danke na fotelu, podałam kapsułkę i poszlam sprzątac cały ten bałagan. Biedna pani Danke płakała bo w dodatku pupa ją bolała...no wierze...
No i kiedy tak sprzątam to patrze a w pampersie oprócz Durchfallu widac krew. No to przestraszyłam sie jeszcze bardziej. Kiedy pytalam panią Danke dlaczego miaal operację to powiedziała że miała krew w stolcu...Łapię za telefon (o obiedzie newet nie myślę) i dzwonie do Rozi. Mówie co i jak a Rozi że zaraz zadzwoni do Stefana. Stefan przyjechal dosłownie po 15 min. Sprawdził pampers...
- No tak - mówi - to jest krew.
Potem zabrał panią Danke do łazienki. Wrócił i mówi ze to nie himoroidy. Wypełnił jakis formularz i mówi:
- Tę kartke pokarzesz lekarzowi jak przyjdzie. Powinien być ok 15tej. Pani Emi musi jechac do szpitala.Zadzwonie do córki i poinformuję.
Boże...nie jestem dobrą opiekunką. Zamiast zmartwic sie ja poczułam....ulgę. Coś nieadekwatnego do sytuacji. W tej jednej sekundzie pomyslałam najpierw o sobie...ze tak normalnie, po ludzku odpoczne....
- No dobrze - mówie- Co w takim razie , do tego czasu mam dawac pani Emi do jedzenia?
- Dobre pytanie - odpowiada Stefan - Podaj suchary i dużo picia. I czekajcie na lekarza.
Stefan wyszedł a ja zostałam...nie gotowałam obiadu, sama tez nic nie jadłam tylko paliłam jak smok. Imodium podziałało i pani Danke zmęczona prawie cały dzien przespała w fotelu od czasu do czasu wizytowała toalete ale dla innej przyczyny.
Minęła 15ta...potem 16ta...a lekarza nie ma. W koncu o 18tej, kiedy była pora na kolacje i pani Danke juz naprawde głodna jej sie domagała zadzwoniłam do Rozi z pytaniem kiedy lekarz przyjdzie.
- Lekarz nie przyjdzie Johana - mówi Rozi - rozmawiałam z nim i powiedział ze wczorajsze wyniki są dobre że nie ma nic powaznego.
- No dobrze ale twoja mama miała do szpitala jechać. Tak powiedział Stefan
- Nic podobnego - odpowiedziała Rozi - Musiałaś coś źle zrozumiec.
.....Kiedy odłożyłam słuchawkę...usiadłam na tapczanie...i rozryczałam sie...z bezsilności i ...złości na siebie. Źle zrozumiałam Stefana...naraziłam panią Danke na głodówkę cały dzien...nie nadaję sie...powiem Rozi że wracam...juz nie mam sił...zamiast pomagać tylko szkodę wyrządzam...mam dosc.
Ostatkiem sil poszłam do kuchni a potem podałam kolacje pani Danke. Matko jaka była szczęsliwa. Uciekałam wzrokiem ze wstydu ...
O 20tej przyszedł Stefan. Wszedł do pokoju i zobaczył ten formularz który zostawił 
- A to co? - pyta - Lekarza nie było? Przeciez rozmawiałem z nim i z córką. Powiedzial że przyjdzie.
Matko! W tym momencie myślałam ze rzuce sie Stefanowi na szyję...Wiec jednak dobrze zrozumiałam...Och Stefan...nawet nie wiesz ile dobra tymi słowami uczyniłes :)
Ale teraz gdzy zostałam sama ze swoimi myslami...no...nie wiem...jest mi tak naprawde przykro. Czuje sie jak mebel...nie jak "ktoś" ale jak "cos" co sie opiekuje czyjąś mamą....i taka zadra w sercu...a może?
Może jestem przewrażliwiona...zmęczona...i stąd te myśli? Przeciez dla pani Danke nie jestem pzredmiotem...a to chyba najważniejsze....
 
15 marca 2014 11:09 / 2 osobom podoba się ten post
Oj Asik, jak ja lubię Cię czytać ;-)))
15 marca 2014 13:24
Mycha

Oj Asik, jak ja lubię Cię czytać ;-)))

Oj MYcha :) Jakaś ty miła :))
15 marca 2014 17:49 / 2 osobom podoba się ten post
Eee tam miła, ja prawdę piszę ;-)) Jak bum-bum-bum !!!!
15 marca 2014 18:16 / 2 osobom podoba się ten post
No to jesteśmy już dwie, bo ja też lubię i to bardzo.
15 marca 2014 22:50 / 2 osobom podoba się ten post
A ja się nie zgadzam,jestem zła,że kocham Asik czytać,i w ogóle to ja ..aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa


Przez ,to czytanie w podnieceniu,zeżarłam pół torebki migdałów:(I to o tej porze,aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa

Asik mimo wszystko:):):):):)
15 marca 2014 23:02
hogata76

A ja się nie zgadzam,jestem zła,że kocham Asik czytać,i w ogóle to ja ..aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa


Przez ,to czytanie w podnieceniu,zeżarłam pół torebki migdałów:(I to o tej porze,aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa

Asik mimo wszystko:):):):):)

Hogatka :) migdały to same zdrowie :)) juz nie wiem na co...hihiii...a dlaczego jesteś zła? I czemu sie nie zgadzasz? A może na co sie nie zgadzasz?
15 marca 2014 23:04 / 1 osobie podoba się ten post
Asik

Hogatka :) migdały to same zdrowie :)) juz nie wiem na co...hihiii...a dlaczego jesteś zła? I czemu sie nie zgadzasz? A może na co sie nie zgadzasz?

Ach ,to ztej złości na siebie ,że zaŻarłam:(A wiesz ,jak baba zła,to sama potem nie wie o co jej samej kaman:D;D;D;D;D
15 marca 2014 23:09 / 1 osobie podoba się ten post
hogata76

Ach ,to ztej złości na siebie ,że zaŻarłam:(A wiesz ,jak baba zła,to sama potem nie wie o co jej samej kaman:D;D;D;D;D

A masz jeszcze jedno opakowanie migdałów? Hihiii...zaraz wklejam następne wspomnienie :)))