U mojej pdp budzę się o 7,30 a o 8oo jestem już gotowa. Pdp jeszcze śpi. Przekonałam ostatni córki, żeby jej nie zrywać o 8oo rano. Bo skoro sobie pochrapuje smacznie a chodzi późno spać, to nie widzę sensu żeby ją na siłę budzić, tylko dla zasady. Po oprzytomnieniu i odklejeniu się od podusi wchodzimy na wagę, tzn. babcia wchodzi

po czym pakuje się na rolatorek i do łazienki. Pomagam się jej ubrać, pończoszki no i zaczyna się pierwsza faza umierania. Ale nie ze mną te numery Bruner !!

Zostawiam babcię przed lustrem żeby się wypacykowała czym tam chce i spadam, tak żeby broń Boże nie miała widza w mojej szlachetnej osobie. Skoro brak widowni, to nie ma komu swoich talentów prezentować. Jak co, to ma mnie zawołać. Potem śniadanko. Oczywiście pdp jest tak słaba, że nie może chlebusia do ust unieść. Trudno, ja jej mogę pokroić na mniejsze kawałeczki. Ewentualnie przygotować kanapeczkę. Ona biedaczka tę ciężką pracę pogryzienia papu musi wykonać sama. A że siedzę oko w oko z pdp to seans umierania trwa w najlepsze. Trudno, taka moja robota. Lubię teatr, no może troszkę inny ale na bezrybiu i rak ryba. Teraz już się nie dam. Raz chciałam być dobra dla babci i to był mój ostatni raz. O mało mnie cholera z butami nie „zjadła”. Nie na tym polega praca opiekunki, żeby się dała pdp „zjeść”. Tak więc spokojnie zjadam śniadanie dbając aby pdp miała wszystko pod ręką i tyle. Po śniadanku babcia drzemie w foteliku a ja mam pauzę. No chyba że trzeba do sklepu po drugiej stronie ulicy wyskoczyć ale toż to sama przyjemność. Ok 13oo obiadek i druga odsłona umierania. Ja po obiedzie mam wolne więc spadam szybko. Pdp jest w miarę samodzielna i może zostać w domu sama o ile siedzi w fotelu. Ale to teoria bo w praktyce lata wtedy po domu z rolatorkiem. Zastałam ja już parę razy tam, gdzie nie powinna być ;-))))) Pewnie mój pokój tez zaliczyła. Po południu pdp lubi zauważyć np. że fotografia źle stoi. Drżącą ręką wskazuje gdzie powinnam ją przestawić. Tylko raz dałam się jej nabrać. Na jej wieczne niezdecydowanie gdzie ??? powiedziałam, że ma zbyt mało ruchu i niech sama sobie poustawia. Albo poduszeczki na kanapie !! O dziwo, obrażona ale daje radę. Jak to opowiadam córkom to mają niezły ubaw. Wiedzą jaka jest mama. Ostatnio jedna z nich się popłakała co kompletnie nie wzruszyło pdp. O cholera !! pomyślałam sobie. To ty taki kwiatuszek jesteś babciu !! Po południu aktywizujemy pdp. Znaczy się jakiś spacerek po tarasie albo po mieszkaniu. Ale to jest uzależnione bardziej od jej humoru niż samopoczucia. Ona chce skupić na sobie całą uwagę. Widzę, że córy są zmęczone. Jedna mi powiedziała dzisiaj „przecież ja też mam swoją rodzinę, chciałabym w domu pobyć”. Pdp niestrudzenie wydzwania do nich wymuszając aby natychmiast rzuciwszy wszystko przyszły. I przychodzą. Na moment ale przychodzą. Jedna z nich jest codziennie wieczorem. Mnie wyganiają spać o 22oo a one siedzą z mamcią do 24, bo ona tak lubi. Ja to bym ją zapakowała do łóżeczka i tyle. Najlepsze co mogło mnie tutaj spotkać, to świadomość córek, że 24 godziny ze starszą osobą to jest masakra. Dzisiaj jest bezuch. Pdp kwitnie, bryluje i oczywiście zapomniała, że bardzo osłabiona powinna już umierać. Ale to nic straconego. Pewnie jutro z rana będzie umierała z podwójną siłą. Pdp mówi do mnie np. "jetzt ich essen". I żadne uwagi córek nie pomagają. Nie szkodzi, że z córkami rozmawiamy normalnie. Babcia swoje wie i tyle. Ciągle mówi do mnie używając bezokolicznika. Cieszę się, że po raz pierwszy rodzina widzi we mnie opiekunkę a nie kobietę do wszystkiego. To miłe.