Moje przygody w opiece i na forum

26 lipca 2016 11:05 / 2 osobom podoba się ten post
Juz jestem po instruktarzu zakladania podkolanowek uciskowych. Sympatyczna dziewczyna przy zakupie owych , pokazała jak sie zaklada . Załozyłam kilkakrotnie na  nodze manekinie i potem pdp. Ubędzie mi stresu jesli zrobie to sama w domu. Nowe osoby dla pdp to jakas masakra , póżniej całe do południa chodzi jak chmura gradowa. Tu trzeba jedynie ( żeby mieć sw. spokoj ) przestrzegać  dziadkowych zwyczajów. Zamykac drzwi do pokoju , obiad o 12-tej  kolacja o 18-tej. Aha , zapomiałabym , do godz. 9.30  nie polecam spotkac dziadka po drodze. Dopóki się nie wyrychtuje , nie lubi być oglądany. 

Spotkalismu znajomego  (dziadkowego) pogadali sobie . Znajomy oświadczył , że zona jego zmarła i ma teraz przyjaciółkę ( nabrałam powietrza ) zyją zgodnie i sie kochają. Moj pdp zawsze podkreśla , przezyłem ponad 70 lat wspolnie z zona i cały czas była dla mnie jak po pierwszym spojrzeniu na nią.
A dzisiaj powiedział ................. samotność na starość jest zła , potrzebujemy wsparcia , dobrze zrobiłeś ,że masz teraz kobietę. I tu sobie pomysłam "mleczko" może ci się sztela skończyć jesli dziadek pójdzie w ślady kumpla  Ale do rzeczy, zakladanie pończoch czy tych podkolanowek nie jest wcale wielka filozofią. Jeśli ktoś kto na tym sie zna udzieli instruktarzu.
29 lipca 2016 07:52 / 5 osobom podoba się ten post
Trafiłam m.innymi w takie urocze miejce w okolicach Dortmund .Zlecenie złapałam przy okazji korzystając z pomocy koleżanki opiekunki. Pojechałam jak często mi sie trafia z dnia na dzien. Odebrał mnie z busa mężczyzna w nienagannym garniturze, pieknym autem. Przedstawił sie tylko z grubsza nie wprowadzając mnie  szczegóły. Podjechalismy pod duzy budynek z duzym ogrodem szczelnie zasłoniętym rosnącymi pnączmi na płocie. Wyciagął moja torbe podrózna i poszliśmy w kierunku ogrodu a nie domu. Zobaczyłam siedzącą starsza  kobietę ubrana w białe spodnie i taką bluzke w kapeluszu na głowie z uśmiechem na twarzy. Ja w tym czasie zakochana byłam w kozakach (butach oczywiście ) ubrana byłam w dzinsową krótka sukienke i te nieszczesne kozaki a było lato. Pierwsza nasza rozmowa odbyła sie dość spontanicznie . Pani poprosiła mężczyzne ktory mnie przywióżł i przy nim zwróciła sie do mnie. Proszę cofni sie pare krokow do tyłu.Cofnełam sie nie wiedząc co nastapi   i zapytała mnie . Czy masz jeszcze jakieś inne ubrania, takie eleganckie ? odpowiedzialam ze cos tam mam, ale nie wiem czy dośc eleganckie . (Nic o tej szteli nie wiedzialam oprocz tego, ile płacą i że kobieta samotna oraz adres) Pani zwróciła sie do meżczyzny , żeby zawiozł mnie do sklepu i uzupełnił moją odziez. Byłam zaskoczona , ale odpowiedzialam , uważam , że to zbyteczne . Mam wystarczającą ilosc ! . Po chwili  zwróciła sie do mnie nie obawiaj sie jestem dobrym człowiekiem będzie ci tu dobrze ze mna.I to było prawdą . Okazało sie ze była to pdp bywająca na rautach  w teatrze w kawiarni itp.itd.  A ja musiałam sie odpowiednio ubrac.Odziez z czasem została uzupełniona ale o dziwo Pani tez sie zakochała w kozakach . Czesto przypominała mi załóż te buty w których przyjechałaś .Oczywiście tylko wtedy kiedy strój pozwalał na to. Nie pracowałam tam długo . Pdp zmarła w taksówce wracając od fryzjera. To odległe czasy ..................   a jak przyejemnie sie wspomina )
15 sierpnia 2016 08:43 / 2 osobom podoba się ten post
Dwa dni nie było mnie na szteli ale moje kwiaty rosna jak na drozdżach. Nie ma upałow całodziennych więc i podlewac nie trzeba często. Zawsze staram sie siś cos wymacać , cos co ja lubię tym razem wypadło na moj stary konik * na ogród i kwiaty. To maciejka nasiona przywiosłam z domu . Wysiałam w wielkiej donicy przy zejściu z tarasu . Tam wieczorem siadam z ksiazka czy tylko siadam i wdycham zapach kwiatów , ktory przypomina mi dom . Wystarczy przymknąć oczy ,żeby byc wśród swoich.
19 sierpnia 2016 09:35 / 3 osobom podoba się ten post
mleczkovoll40

Wyhodowałam ananasa a teraz robie eksperyment z awokado. Dzisiaj rozpoczęłam, tak wygląda po zabiegu 

Nie mam czasu , ale nie mogłam odmowic sobie przyjemnosci wstawienia mojej nowej ranej na szteli . To awokado po 38 dniach ma korzonek.Wczoraj wnierwiłam * sie i chciałam go wywalić . Patrzę , korzonek wystaje. Jak juz pisałam kilka ładnych lat pracowałam w dwóch zakladach pracy , radziłam sobie bo przeciez jeszcze dom , dzieci no i przyjemności jakieś do wykorzystania były a czsu nie za bardzo miałam. Kiedys moj szef zapytał mnie wprost " jak ty dajesz sobie radę" odpowiedzialam - nieźle jak widac. Po jakimś czasie powiedział mi , że mnie obserwuje , że juz wie dlaczego daje radę . Bo w każdej pracy szukam przyjemności i troche zabawy . Teraz tak wygląda moja roslinka. Ustawiłam na tle pocztówki ,żeby było lepiej widac.
27 sierpnia 2016 07:03 / 3 osobom podoba się ten post
Leń totalny dzisiaj zagościł u mnie . Nawet nie myśle z nim sie zmagać, dobrze nam razem . Cichutko , gołąbek grucha , drzwi na taras szeroko otwarte przeniosłam się z lapkiem i obserwujw ruch w ogrodzie. Dobrze , że wczoraj uzupełniłam wodę w poidełkach teraz ptaszęta harcują. Nie wiem co za czort na tej szteli nadał te gęsi latają całą noc z krzykiem nad naszym domem. A wogóle to jakaś trasa przelotowa, bo łabędzie też ze śmiesznym pomrukiem fruna sobie w dal. Czekam tylko na żurawie, pdp opowiada ,że juz niedługo zaczna sie przeloty . Klangor żurawi nastraja mnie nostalgicznie - nie lubie go.

Zostało mi na tej szteli cos tak ok. 20 dni. Dobrze sie tu pracuje . Ja sznuje mojego pdp, a on mnie. Nie miałam z nim scysji do tej pory, bo nie było powodu. Moj pdp za kilka m-cy kończy 95 lat sam robi wszystko  jesli chodzi o higiene osobistą , pierze też swoje skarpetki , sam robi sobie sniadanie , sam po sobie zmywa naczynia. Sam tez odkurza swój pokój , bo nikt tak dobrze nie zrobi jak on. A ja mu nie przeszkadzam. Dzien jak co dzień z zegarkiem i rytmem . Mogę sobie cos planować, bo wiem kiedy jestem potrzebna . W miedzyczasie jestem wolna. Moj czas wolny nie jest okreslony, najczęściej mam wolne soboty i niedziele. Wtedy ktoś z rodziny kreci sie w poblizu. Pdp nie wymaga opieki całodobowej . Ot tak trzeba zajrzeć do niego , żeby za długo nie siedział sam i  rozmyślał. Moj czas wolny planujemy wspolnie z córka pdp . Dostaję info wczesniej i albo godzę sie, albo wybieramy coś innego. Są to przeważnie wyjazdy krajoznawcze , wszyscy wiedza , że przyroda dla mnie to jest to coś , czego potrzebuję najbardziej. Juz dostałam kartke z planem na dwa wekendy . tu zacytuje:

Samstag. den 03.09.2016
Ab 16.20 Uhr Fahrt mit dem Zug von ........................ aus in die Herrenhauser Garten nach Hannover zum  Feuerwerk " Belgien"

Samstag , den 10.09.2016
Ab 20.00 Uhr mit dem Boot in......................"Sonne, Mond und Sterne " dass ist der Lichtparcour 2 1/2 Stunden.

Jest to kartka z informacją ponieważ te dni mam wolne i wyjeżdżam z  najstarszą córka pdp  zwiedzac okolice miejsca , w ktorym pracuję. Musze jednak wrócic na czas jesli chcę uczestniczyć w dalszych wyjazdach w tych dniach.

                                                                                               . / .

27 sierpnia 2016 22:39
Dziwne, nie ma zmywarki. 
27 sierpnia 2016 23:39
Knorr

Dziwne, nie ma zmywarki. 

Tu jest moja pierwsza sztella gdzie nie mam zmywarki, a bardzo by się przydała.
28 sierpnia 2016 07:22 / 1 osobie podoba się ten post
Knorr

Dziwne, nie ma zmywarki. 

Dziwne ? demencji też nie ma
28 sierpnia 2016 09:46 / 9 osobom podoba się ten post
Nudna niedziela, pacjet w szpitalu wiec napisze co mi sie przytrafilo przez ostatni miesiac na sztelach. Nie byl to jeden z udanych miesiecy. Zaczne od tego ze zaczalem po urlopie od pierwszego sierpnia . Pprzyjechalem do pacjeta , piekna sztela, wlasne mieszkanie obok wielkiej willi, basen, stadnina koni, wszystko super, ale co z tego gdy na nastepny dzien sie budze w wielkim lozu a tu zona podopiecznego dzwoni ze w nocy maz umarl. No to nic , torba jeszcze nie rozpakowana no to dalej w droge, tego samego dnia po poludniu wyruszam do nastepnego podopiecznego . Nie bylo daleko bo 10 km dalej w innej miejscowosci. Przyjechalem chalupka skromna , ladny ogrod ale podopieczny jeszcze w szpitalu i ma za dwa dni do domu przyjechac. No nic 2 dni wolnego mialem , rodzine poznalem. Diadek przyjezdza do domu. Corka razem z nim. Demencja totalna. Podopieczny po 5 minutach w kolko to samo , corka jak szybko przyjechala tak szybko pojechala do domu wazne sprawy zalatwiac( tak mowila). Dziadek 24 na dobe na nogach, w nocy obiady chcial gotowac, zakupy robic, rozbieral sie , polnagi po domu latal, no i tak zlecialo 5 dni bez przerwy na nogch . Okazalo sie ze jak byl w szpitalu to mu sie rytm zaburzyl no i tam tez tak latal w nocy i w dzien , sam sie dziwilem dlaczego on nie ma czegos na uspokojenie , czy tabletek nasennych. Pytajac sie corki odpowiedziala ze on juz w szpitalu umieral wiec mu nic nie dawali. Poza tym demencja bardzo zaawansowana, a wiec wszystko do gory nogami. Gdy jej opowiadalem co podopieczny wyrabia to tylko mnie przepraszala i juz jej nie bylo, znowu wazne sprawy. Tak sobie latalem 5 dni za dziadkiem a na 6 dzien niestety rano wstaje a dziadek siedzi juz zimny w fotelu. Rece opadaja. Niecale 2 tygodnie a tu juz 2 podopiecznych sie zawinelo. No nic 3 dni w hotelu pozniej byly i przejechalem do nastepnego podopiecznego. Babunia byla bardzo mila , rodzina sympatyczna , podopieczna po 90 -tce. Niecaly tydzien bylem, babunia demencja ze hej, nikogo nie poznawala , w wozku tylko siedziala to rodzina sie zdecydowala po co ja w domu trzymac, oddaja ja do domu opieki. No myslalem ze mnie krew zaleje. 3 tygodnie i 3 podopiecznych . 2 dni pozniej przyjechalem na obecna stelle, podopieczny jeszcze w szpitalu ma podobno jutro przyjechal wiec poznam go dopiero jutro. Zona jego juz mi wyklad zrobila ze po operacji , po chemii, mial raka pluc i przerzuty do mozgu. Wiec juz sobie dzisiaj tak mysle kiedy pojde do nastepnego podopiecznego gdy zona wczoraj do mnie mowi ze byla u podopiecznego i coraz gorzej z nim i ze powoli odchodzi. Ale obiecala mu ze zabierze go do domu zeby tam odszedl. Wiec niecaly miesiac a ja bede zegnal zaraz 4 podopiecznego. Walizka podrozna od miesiaca nie rozpakowana . A wiec jak widzicie mam ostatnio pecha z podopiecznymi. Ale jeszcze troche wiary mam ze trafi mi sie nastepny podopieczny ktory nie zawinie sie raz dwa
28 sierpnia 2016 09:57 / 1 osobie podoba się ten post
Fiore

Nudna niedziela, pacjet w szpitalu wiec napisze co mi sie przytrafilo przez ostatni miesiac na sztelach. Nie byl to jeden z udanych miesiecy. Zaczne od tego ze zaczalem po urlopie od pierwszego sierpnia . Pprzyjechalem do pacjeta , piekna sztela, wlasne mieszkanie obok wielkiej willi, basen, stadnina koni, wszystko super, ale co z tego gdy na nastepny dzien sie budze w wielkim lozu a tu zona podopiecznego dzwoni ze w nocy maz umarl. No to nic , torba jeszcze nie rozpakowana no to dalej w droge, tego samego dnia po poludniu wyruszam do nastepnego podopiecznego . Nie bylo daleko bo 10 km dalej w innej miejscowosci. Przyjechalem chalupka skromna , ladny ogrod ale podopieczny jeszcze w szpitalu i ma za dwa dni do domu przyjechac. No nic 2 dni wolnego mialem , rodzine poznalem. Diadek przyjezdza do domu. Corka razem z nim. Demencja totalna. Podopieczny po 5 minutach w kolko to samo , corka jak szybko przyjechala tak szybko pojechala do domu wazne sprawy zalatwiac( tak mowila). Dziadek 24 na dobe na nogach, w nocy obiady chcial gotowac, zakupy robic, rozbieral sie , polnagi po domu latal, no i tak zlecialo 5 dni bez przerwy na nogch . Okazalo sie ze jak byl w szpitalu to mu sie rytm zaburzyl no i tam tez tak latal w nocy i w dzien , sam sie dziwilem dlaczego on nie ma czegos na uspokojenie , czy tabletek nasennych. Pytajac sie corki odpowiedziala ze on juz w szpitalu umieral wiec mu nic nie dawali. Poza tym demencja bardzo zaawansowana, a wiec wszystko do gory nogami. Gdy jej opowiadalem co podopieczny wyrabia to tylko mnie przepraszala i juz jej nie bylo, znowu wazne sprawy. Tak sobie latalem 5 dni za dziadkiem a na 6 dzien niestety rano wstaje a dziadek siedzi juz zimny w fotelu. Rece opadaja. Niecale 2 tygodnie a tu juz 2 podopiecznych sie zawinelo. No nic 3 dni w hotelu pozniej byly i przejechalem do nastepnego podopiecznego. Babunia byla bardzo mila , rodzina sympatyczna , podopieczna po 90 -tce. Niecaly tydzien bylem, babunia demencja ze hej, nikogo nie poznawala , w wozku tylko siedziala to rodzina sie zdecydowala po co ja w domu trzymac, oddaja ja do domu opieki. No myslalem ze mnie krew zaleje. 3 tygodnie i 3 podopiecznych . 2 dni pozniej przyjechalem na obecna stelle, podopieczny jeszcze w szpitalu ma podobno jutro przyjechal wiec poznam go dopiero jutro. Zona jego juz mi wyklad zrobila ze po operacji , po chemii, mial raka pluc i przerzuty do mozgu. Wiec juz sobie dzisiaj tak mysle kiedy pojde do nastepnego podopiecznego gdy zona wczoraj do mnie mowi ze byla u podopiecznego i coraz gorzej z nim i ze powoli odchodzi. Ale obiecala mu ze zabierze go do domu zeby tam odszedl. Wiec niecaly miesiac a ja bede zegnal zaraz 4 podopiecznego. Walizka podrozna od miesiaca nie rozpakowana . A wiec jak widzicie mam ostatnio pecha z podopiecznymi. :brak wiary: Ale jeszcze troche wiary mam ze trafi mi sie nastepny podopieczny ktory nie zawinie sie raz :brawo1: dwa

Faktycznie, masz pecha Ale trafi się na pewno miejsce, gdzie rozpakujesz wreszcie walizkę.Trzymam za Ciebie kciuki
28 sierpnia 2016 10:01
mleczkovoll40

Dziwne ? demencji też nie ma :-)

Moja Pdp bez demencji, a zmywarkę ma. Nową Bosha kupiła i zamontowała, gdy stara się popsuła. ))))
28 sierpnia 2016 10:23 / 2 osobom podoba się ten post
Knorr

Moja Pdp bez demencji, a zmywarkę ma. Nową Bosha kupiła i zamontowała, gdy stara się popsuła. :-)))))

Pewnie ma artretyzm za to )) albo wodowstręt ))))) . Mnie nie przeszkadza , że nie ma zmywarki . Wazne , że w domu mam.
28 sierpnia 2016 13:17
Fiore

Nudna niedziela, pacjet w szpitalu wiec napisze co mi sie przytrafilo przez ostatni miesiac na sztelach. Nie byl to jeden z udanych miesiecy. Zaczne od tego ze zaczalem po urlopie od pierwszego sierpnia . Pprzyjechalem do pacjeta , piekna sztela, wlasne mieszkanie obok wielkiej willi, basen, stadnina koni, wszystko super, ale co z tego gdy na nastepny dzien sie budze w wielkim lozu a tu zona podopiecznego dzwoni ze w nocy maz umarl. No to nic , torba jeszcze nie rozpakowana no to dalej w droge, tego samego dnia po poludniu wyruszam do nastepnego podopiecznego . Nie bylo daleko bo 10 km dalej w innej miejscowosci. Przyjechalem chalupka skromna , ladny ogrod ale podopieczny jeszcze w szpitalu i ma za dwa dni do domu przyjechac. No nic 2 dni wolnego mialem , rodzine poznalem. Diadek przyjezdza do domu. Corka razem z nim. Demencja totalna. Podopieczny po 5 minutach w kolko to samo , corka jak szybko przyjechala tak szybko pojechala do domu wazne sprawy zalatwiac( tak mowila). Dziadek 24 na dobe na nogach, w nocy obiady chcial gotowac, zakupy robic, rozbieral sie , polnagi po domu latal, no i tak zlecialo 5 dni bez przerwy na nogch . Okazalo sie ze jak byl w szpitalu to mu sie rytm zaburzyl no i tam tez tak latal w nocy i w dzien , sam sie dziwilem dlaczego on nie ma czegos na uspokojenie , czy tabletek nasennych. Pytajac sie corki odpowiedziala ze on juz w szpitalu umieral wiec mu nic nie dawali. Poza tym demencja bardzo zaawansowana, a wiec wszystko do gory nogami. Gdy jej opowiadalem co podopieczny wyrabia to tylko mnie przepraszala i juz jej nie bylo, znowu wazne sprawy. Tak sobie latalem 5 dni za dziadkiem a na 6 dzien niestety rano wstaje a dziadek siedzi juz zimny w fotelu. Rece opadaja. Niecale 2 tygodnie a tu juz 2 podopiecznych sie zawinelo. No nic 3 dni w hotelu pozniej byly i przejechalem do nastepnego podopiecznego. Babunia byla bardzo mila , rodzina sympatyczna , podopieczna po 90 -tce. Niecaly tydzien bylem, babunia demencja ze hej, nikogo nie poznawala , w wozku tylko siedziala to rodzina sie zdecydowala po co ja w domu trzymac, oddaja ja do domu opieki. No myslalem ze mnie krew zaleje. 3 tygodnie i 3 podopiecznych . 2 dni pozniej przyjechalem na obecna stelle, podopieczny jeszcze w szpitalu ma podobno jutro przyjechal wiec poznam go dopiero jutro. Zona jego juz mi wyklad zrobila ze po operacji , po chemii, mial raka pluc i przerzuty do mozgu. Wiec juz sobie dzisiaj tak mysle kiedy pojde do nastepnego podopiecznego gdy zona wczoraj do mnie mowi ze byla u podopiecznego i coraz gorzej z nim i ze powoli odchodzi. Ale obiecala mu ze zabierze go do domu zeby tam odszedl. Wiec niecaly miesiac a ja bede zegnal zaraz 4 podopiecznego. Walizka podrozna od miesiaca nie rozpakowana . A wiec jak widzicie mam ostatnio pecha z podopiecznymi. :brak wiary: Ale jeszcze troche wiary mam ze trafi mi sie nastepny podopieczny ktory nie zawinie sie raz :brawo1: dwa

Dobrze, że chociaż masz jakieś papiery na to z czym Ci przychodzi być ... Ja to po takim miesiącu to wyglądałabym tak
28 sierpnia 2016 23:33 / 1 osobie podoba się ten post
mleczkovoll40

Pewnie ma artretyzm za to :-))) albo wodowstręt :-)))))) . Mnie nie przeszkadza , że nie ma zmywarki . Wazne , że w domu mam.

Artretyzm???? Jak może mieć wodowstręt ktoś,kto byl w reprezentacji Niemiec w pływaniu?? Moja Pdp ma nogi,że niejedna nastolatka może pozazdrościć.
Szczupła, wysoka, proporcjonalna sylwetka. Pomimo starszego wieku, nie potrzebuje żadnego wsparcia podczas chodzenia. 
W domu zmywarkę masz, ale Ciebie w nim nie ma ))))
01 września 2016 10:29 / 2 osobom podoba się ten post
Knorr

Artretyzm???? Jak może mieć wodowstręt ktoś,kto byl w reprezentacji Niemiec w pływaniu?? Moja Pdp ma nogi,że niejedna nastolatka może pozazdrościć.
Szczupła, wysoka, proporcjonalna sylwetka. Pomimo starszego wieku, nie potrzebuje żadnego wsparcia podczas chodzenia. 
W domu zmywarkę masz, ale Ciebie w nim nie ma :-)))))

Ciebie  tez nie ma i nie wiem czy zmywarke masz nogi Twojej pdp nie wpędzaja mnie w kompleksy . Moje tez sa niczego sobie
Ta witryna wykorzystuje pliki cookies. Wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z polityką prywatności.