Na wyjeździe #29

18 października 2015 21:39 / 2 osobom podoba się ten post
Wielki plus dla Alinki i Lawendowej :)
18 października 2015 21:43 / 6 osobom podoba się ten post
I Lawenda i Alinka - macie swoje racje, natomiast, jesli moge, napisze, co ja o tym mysle i nikt ze mna zgadzac sie nie musi:
Dwa razy spotkalo mnie takie "szczescie", z jednym z PDP nie zdazylam sie zzyc, z druga PDP, owszem - tak. Ale, pomimo, ze widzialam co sie dzieje, co bedzie, jakos nie snia mi sie w nocy, owszem, wspominam. Uwazam, ze smierc PDP jest wpisana w ten zawod, oczywiscie, ze jesli ktos nie czuje sie na silach - nie powinien wbrew sobie tkwic w takim miejscu. Innym, akurat moj charakter taki jest - mnie dalo to swego rodzaju satysfakcje, ze zrobilam wszystko, co moglam. Trudno w obliczu smierci pacjenta mowic o satysfakcji, ale tak, ja taka mam. Sa przypadki, gdzie nic wiecej, oprocz bycia "obok" nie mozna zrobic i ja potrafie sobie to wlasnie tak przetlumaczyc, dlatego pomimo, ze obydwa razy bylo to ciezkie przezycie - ide dalej, a wspominam wszystkich swoich zmarlych, i tych z mojej prawdziwej rodziny i tych z pracy, ale inaczej. Wspominam ich takich, jakimi byli wczesniej. Moze dlatego jakos sobie z tym radze.
Uwazam, ze rozpamietywanie tych ostatnich momentow, a w dodatku "czy moglam wiecej zrobic" sensu zadnego nie ma, zrobilam, co moglam i tyle, a moze az tyle.
18 października 2015 21:46 / 3 osobom podoba się ten post
Można więc opiekę podzielić na opiekę opiekę i opiekę paliatywną, podobnie jak domy opieki i hospicja, nie każdy/a może /chce pracować w hospicjum.
18 października 2015 21:51 / 3 osobom podoba się ten post
emilia

I Lawenda i Alinka - macie swoje racje, natomiast, jesli moge, napisze, co ja o tym mysle i nikt ze mna zgadzac sie nie musi:
Dwa razy spotkalo mnie takie "szczescie", z jednym z PDP nie zdazylam sie zzyc, z druga PDP, owszem - tak. Ale, pomimo, ze widzialam co sie dzieje, co bedzie, jakos nie snia mi sie w nocy, owszem, wspominam. Uwazam, ze smierc PDP jest wpisana w ten zawod, oczywiscie, ze jesli ktos nie czuje sie na silach - nie powinien wbrew sobie tkwic w takim miejscu. Innym, akurat moj charakter taki jest - mnie dalo to swego rodzaju satysfakcje, ze zrobilam wszystko, co moglam. Trudno w obliczu smierci pacjenta mowic o satysfakcji, ale tak, ja taka mam. Sa przypadki, gdzie nic wiecej, oprocz bycia "obok" nie mozna zrobic i ja potrafie sobie to wlasnie tak przetlumaczyc, dlatego pomimo, ze obydwa razy bylo to ciezkie przezycie - ide dalej, a wspominam wszystkich swoich zmarlych, i tych z mojej prawdziwej rodziny i tych z pracy, ale inaczej. Wspominam ich takich, jakimi byli wczesniej. Moze dlatego jakos sobie z tym radze.
Uwazam, ze rozpamietywanie tych ostatnich momentow, a w dodatku "czy moglam wiecej zrobic" sensu zadnego nie ma, zrobilam, co moglam i tyle, a moze az tyle.

A sny, emilko, a sny????
Nad snami nie panujesz, one żyją swoim życiem.
I śnią się rzeczy, które chętnie schowałabys w najciemniejszym zakamarku.
Ja, bywa, budzę się spocona, przestraszona.....
Wszystko inne można w życiu zracjonalizować. Snów, które wyłażą jak robaki na powierznię nie zamiecie sie pod dywan i nie da ich sie okiełznać i urealnić. :)
Emilko, jesteś na tym forum od wielu lat, masz doświadczenie i profesjonalizm, którego ja nie osiągnę, pomimo też długiego stażu w tej pracy. Obok kasi, tiny i arabasi jesteś opoką i twardym podłożem, na którym można bazować.
Nie każdy taki jest. Czasem za wiele rzeczy boli w życiu, czasem jest za dużo, czasem ma się dość.
Chandra mnie ogarnia. Powinnam była zostać na Bawarii....



18 października 2015 21:53 / 6 osobom podoba się ten post
dorotee

Można więc opiekę podzielić na opiekę opiekę i opiekę paliatywną, podobnie jak domy opieki i hospicja, nie każdy/a może /chce pracować w hospicjum.

No, cos w tym stylu, tylko powiedz, ile rodzin przyjmie do wiadomosci, ze to juz paliatywna opieka? Przewaznie to na poczatku jest zaawansowana choroba, pozniej zalezy, raz szybciej, innym razem wolniej - ale zawsze w tym kierunku zmierza.
18 października 2015 21:57 / 1 osobie podoba się ten post
emilia

No, cos w tym stylu, tylko powiedz, ile rodzin przyjmie do wiadomosci, ze to juz paliatywna opieka? Przewaznie to na poczatku jest zaawansowana choroba, pozniej zalezy, raz szybciej, innym razem wolniej - ale zawsze w tym kierunku zmierza.

Trudne zadanie dla rodziny, ale opiekunka mając świadomośc stanu pdp i swojej odporności/mozliwości powinna zgłosić agencji konieczność zmiany. kwestia przygotowania opiekunek.
18 października 2015 22:03 / 7 osobom podoba się ten post
Lawenda

A sny, emilko, a sny????
Nad snami nie panujesz, one żyją swoim życiem.
I śnią się rzeczy, które chętnie schowałabys w najciemniejszym zakamarku.
Ja, bywa, budzę się spocona, przestraszona.....
Wszystko inne można w życiu zracjonalizować. Snów, które wyłażą jak robaki na powierznię nie zamiecie sie pod dywan i nie da ich sie okiełznać i urealnić. :)
Emilko, jesteś na tym forum od wielu lat, masz doświadczenie i profesjonalizm, którego ja nie osiągnę, pomimo też długiego stażu w tej pracy. Obok kasi, tiny i arabasi jesteś opoką i twardym podłożem, na którym można bazować.
Nie każdy taki jest. Czasem za wiele rzeczy boli w życiu, czasem jest za dużo, czasem ma się dość.
Chandra mnie ogarnia. Powinnam była zostać na Bawarii....



Wiesz, moze dlatego, zawsze, jak szlo cos zle - myslami w domu jestem. Nie, takich smow nie mam, kiedys, dawno bardzo temu, ale przeszly, zwiazane byly z moja wielka strata. Widac moja psyche jest juz uodporniona, co nie znaczy, ze pracuje bez zaangazowania, nie, nie potrafie tak. Tu, gdzie zastepuje Andrejke - tez widze, ze choroba postepuje, wiem juz co ktora z siostr "chce" i wiem, ze jesli kiedys przyjdzie ich czas, bedzie ciezko, ale, one jeszcze w dobrym stanie, pomimo wszystko.
Czy jestem "opoka" - eee tam, czy myslisz, ze nie miewam chandry, nie zlosci mnie cos tam? Bez przesady, staram sie tylko nie brac wszystkiego na swoje barki i sumienie, staram sie zrozumiec i tlumacze sobie, jak krowie na granicy co znise, a czego nie. Bywa, ze w glowie bluznie, na czym swiat stoi, ze moje inne sprawy nie ida tak szybko, jakbym chciala, ze zarywam noce zeby osognac to, co ma doprowadzic do efektu koncowego, czyli zebysmy mogli wreszcie byc razem, ja, moj maz i mlodsza - starsza, coz, ona w Hamburgu, a mnie tam nie ciagnie, raczej te okolice. I wlasciwie cale moje obecne zycie, wszystko co robie to tylko dlatego. I mysle, ze wlasnie cel, jaki sobie postawilam, rowniez mnie przed zlymi snami broni, bo ja zyje dla zywych.
18 października 2015 22:07 / 6 osobom podoba się ten post
dorotee

Trudne zadanie dla rodziny, ale opiekunka mając świadomośc stanu pdp i swojej odporności/mozliwości powinna zgłosić agencji konieczność zmiany. kwestia przygotowania opiekunek.

Tak, od tej strony patrzac masz racje. A teraz druga strona medalu - agencja dostaje meldunek, ze stan pacjenta jest paliatywny i co dalej, agencja ma znalezc inna opiekunke, tylko, czy jesli powie uczciwie, jaki jest stan - czy znajdzie? Osobiscie watpie. I tak z jednej strony narzekamy, ze agencje i rodziny nie podaja stanu faktycznego, z drugiej strony - ile z nas pojedzie do opieki paliatywnej? Nie mowiac o roznicy w cenie, bo opieka paliatywna powinna byc inaczej wynagradzana.
18 października 2015 22:13 / 2 osobom podoba się ten post
emilia

Tak, od tej strony patrzac masz racje. A teraz druga strona medalu - agencja dostaje meldunek, ze stan pacjenta jest paliatywny i co dalej, agencja ma znalezc inna opiekunke, tylko, czy jesli powie uczciwie, jaki jest stan - czy znajdzie? Osobiscie watpie. I tak z jednej strony narzekamy, ze agencje i rodziny nie podaja stanu faktycznego, z drugiej strony - ile z nas pojedzie do opieki paliatywnej? Nie mowiac o roznicy w cenie, bo opieka paliatywna powinna byc inaczej wynagradzana.

nawet nie wierzą agencji ,że w nocy nie trzeba wstawać, właśnie jestem po rozmowie z ew kandydatkąna opiekunke tutaj za mnie, . Przecież nawet jakby trzeba byłoby wstawać to bym jej nie powiedziała, bo do gwiazdki mi nikogo nie znajdą.
Dwóch paliatywnych pdp wybrałam wiedząc o ich stanie, trzeci pdp, agencja zapomniala o tym fakcie.
18 października 2015 22:15 / 3 osobom podoba się ten post
Alina

Gdyby nawet było można to co ja bym z nią w pl zrobiła? Mieszkam sama, jeżdżę z reguły na długie kontrakty. Nie miałby się nią kto zająć. Moje dzieci mają swoje koty. Starszego syna, synowa uszczęsliwiła dwoma kotkami, a młodszy też został uszczęśliwony rudo-białym kocurem, którego ledwo toleruje. Nie da rady, a szkoda. W obawie, że nawet wyobrażanie sobie babci z kocimi wąsami zbytnio nie pomoże to weszłam na poloniusza i proszę jest oferta o jakiej marzę od jakigoś czasu , kasa taka jak tu ale u miłego, samodzielnego dziadeczka i to w dodatku na niemiecką umowę o pracę. Zawsze tak jest, jak mam pracę to trafiają się fajne oferty, a jak nie mam to jadę do babusi-jędzusi.

Alina, a może ten milutki dziadeczek podobny do babusi-jędzusi jest? I bez kota.
Nie wiesz,jaki dziadziuś jest.Nie byłaś tam.Nie żałuj więc czegfoś,czego nie znasz. Poza tym,skąd wiesz,że zostałabyś przez Dziadka zaakceptowana,czyli że wybrałby właśnie Ciebie spośród tłumu kandydatów.A może warto na dłużej w domu pozostać po to,żeby dostać ofertę marzeń?
18 października 2015 22:18 / 5 osobom podoba się ten post
dorotee

nawet nie wierzą agencji ,że w nocy nie trzeba wstawać, właśnie jestem po rozmowie z ew kandydatkąna opiekunke tutaj za mnie, . Przecież nawet jakby trzeba byłoby wstawać to bym jej nie powiedziała, bo do gwiazdki mi nikogo nie znajdą.
Dwóch paliatywnych pdp wybrałam wiedząc o ich stanie, trzeci pdp, agencja zapomniala o tym fakcie.

Wielki szacunek dla Ciebie za te wybory.
Ano wlasnie, wiekszosc z nas chcialoby miec lekko, latwo i przyjemnie, i za niezla kase, tylko ze w wiekszosci przypadkow prawda wyglada zupelnie inaczej. Ale to naprawde wyjatki, ze przedstawiono Ci prawdziwa sytuacje, no, moze agencja, z ktora kiedys wspolpracowalam tez by mi prawde powiedziala, ale raczej ze strachu, bo wiedzieli, ze jak za bardzo rozmina sie ze stanem faktycznym, to wiory sie beda sypaly.
Nawet nigdy nie zadawalam sobie pytania, czy pojechalalbym swiadomie do opieki paliatywnej, musze to przemyslec ...
18 października 2015 22:18 / 7 osobom podoba się ten post
Lawenda

Alinko, nie jesteś w tym sama. Mowię tu o ostatnim zdaniu. Wszystko, co nas w zyciu doświadcza zostawia niezatarte piętno, a to  jest czasami nie do zniesienia. 
Piętno śmierci i asystowanie przy tym jest jednym z najtrudniejszych i najgorszych doświadczeń.
Jeśli to cię pocieszy , to ja również nie chciałabym w tym uczestniczyć ale oczywiście, jeśli do tego dojdzie, to oczywiście nie czmychnę jak tchórz, natomiast też tego nie chcę oglądać i nie chcę mieć tego przed oczami, jeśli nie muszę.
Zapewne jestem fatalną opiekunką, skoro nie uważam,żeby asysta przy śmierci drugiego, obcego człowieka w jakikolwiek sposób mnie wzbogacała. Wręcz przeciwnie, jest to trauma na całe życie.
Na tyle jestem profesjonalna i dojrzała,że przyjmę i takie doświadczenie, ale wcale go nie chcę, obawiam się tego, obawiam się swoich reakcji i swojego przeżycia takiego doświadczenia. Jest to bardzo ludzkie, bo nikt nie jest aniołem śmierci, jesteśmy zwykłymi kobietami rzuconymi w tę robotę jak w otchłań.
Gosiup, sorry, ale Alinka pokrzepiać nie musi, ma prawo pisać o swoich obawach i o tym, czego chce uniknąć. Ja też tego chciałabym tego uniknąć.
Lubię cię Alinko, choć miałyśmy odmienne zdanie w pewnym temacie,nawet doszło do ostrych reakcji ale po tym, co napisalaś stałaś mi się bliska.
Czyli nie tylko ja nie chcę zasypiać i śnić o tym, jak mi umarła podopieczna, nie chcę budzić się spocona, przerażona, nie chcę,żeby na siatkówce mojego oka wyrył się ten obraz.
Już raz mi się wyrył. Mam nadzieję,że mnie to ominie.
Alinko.....:modlmy sie:

Właśnie 13 zmarła moja pd jak odjeżdzałam w czerwcu do domu była już w złym stanie,od roku rak zjadał powoli,ale bardzo boleśnie,jak przyjechałam 2 lata temu jeszcze chodziła,nic nie wiedziała o chorobie z racji wieku bo miała 90 lat bolały ją nogi więc na spacer braliśmy wózek sama go prowadziła a jak się zmeczyła siadała i ja pchałam,bardzo inteligentna i dobroci człowiek.Jak jechałam w czerwcu płakała ja ją pocieszałam że będzie ok,choć i ja i ona wiedziałyśmy że tak nie będzie,ale nadzieja umiera ostatnia.Powiedziałam do niej że ma na mnie czekać a w duchu pomyślałam Boże tylko nie ja,ja tego nie wytrzymam,niech już jak ma być koniec to może przy mojej zmienniczce.Ale niestety ona czekala na mnie.Odeszła spokojnie usnęła i nie obudziła się już,ja byłam przy niej i córka.W ostatnich dniach na morfinie już nie cierpiała,a ja się modliłam Boże, ile jeden człowiek może znieść pod koniec życia miała cewnik i stomię.wtedy kiedy miała to założone pomyślałam nie ja już tam nie pojadę,a jednak dałam radę,teraz patrzę na jej portret na komodzie i nie wierzę że jej nie ma.To dla mnie napewno doświadczenie,ale od środka coś mnie dławi jakaś straszna rozpacz.We wtorek jadę do domu,bo chciałam do końca twowarzyszyć jej w ostatniej drodze,i bardzo się boję następnej szteli bo nie wiem co mnie znowu czeka,najpierw odpocznę psycha mi siadła,
18 października 2015 22:19 / 5 osobom podoba się ten post
Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma;)
W ogłoszeniach często oferta jak marzenie a potem boleśnie przekonujemy się jaka rzeczywistość
Zawsze bacznie sie przyglądam ofercie aby właśnie zamiast opieki nie było to towarzyszenie w umieraniu.Bo podobnie jak Alina i Lawenda nie chcę,nie piszę się na opiekę paliatywną
18 października 2015 22:28 / 1 osobie podoba się ten post
emilia

Wielki szacunek dla Ciebie za te wybory.
Ano wlasnie, wiekszosc z nas chcialoby miec lekko, latwo i przyjemnie, i za niezla kase, tylko ze w wiekszosci przypadkow prawda wyglada zupelnie inaczej. Ale to naprawde wyjatki, ze przedstawiono Ci prawdziwa sytuacje, no, moze agencja, z ktora kiedys wspolpracowalam tez by mi prawde powiedziala, ale raczej ze strachu, bo wiedzieli, ze jak za bardzo rozmina sie ze stanem faktycznym, to wiory sie beda sypaly.
Nawet nigdy nie zadawalam sobie pytania, czy pojechalalbym swiadomie do opieki paliatywnej, musze to przemyslec ...

Byłam wolontariuszem w hospicjum, młody człowiek na studiach widzi świat idealnie, coś mi zostało z tego widzenia.
teraz też czasem urlopowo zaglądam do hospicjum, wiem jednak , ze nie mam jeszcze tyle sił i odwagi towarzyszyć dzieciom.
18 października 2015 22:31 / 2 osobom podoba się ten post
Malina

Właśnie 13 zmarła moja pd jak odjeżdzałam w czerwcu do domu była już w złym stanie,od roku rak zjadał powoli,ale bardzo boleśnie,jak przyjechałam 2 lata temu jeszcze chodziła,nic nie wiedziała o chorobie z racji wieku bo miała 90 lat bolały ją nogi więc na spacer braliśmy wózek sama go prowadziła a jak się zmeczyła siadała i ja pchałam,bardzo inteligentna i dobroci człowiek.Jak jechałam w czerwcu płakała ja ją pocieszałam że będzie ok,choć i ja i ona wiedziałyśmy że tak nie będzie,ale nadzieja umiera ostatnia.Powiedziałam do niej że ma na mnie czekać a w duchu pomyślałam Boże tylko nie ja,ja tego nie wytrzymam,niech już jak ma być koniec to może przy mojej zmienniczce.Ale niestety ona czekala na mnie.Odeszła spokojnie usnęła i nie obudziła się już,ja byłam przy niej i córka.W ostatnich dniach na morfinie już nie cierpiała,a ja się modliłam Boże, ile jeden człowiek może znieść pod koniec życia miała cewnik i stomię.wtedy kiedy miała to założone pomyślałam nie ja już tam nie pojadę,a jednak dałam radę,teraz patrzę na jej portret na komodzie i nie wierzę że jej nie ma.To dla mnie napewno doświadczenie,ale od środka coś mnie dławi jakaś straszna rozpacz.We wtorek jadę do domu,bo chciałam do końca twowarzyszyć jej w ostatniej drodze,i bardzo się boję następnej szteli bo nie wiem co mnie znowu czeka,najpierw odpocznę psycha mi siadła,

Koniecznie odpocznij w domu , z dala od opieki. Trzymaj sie ciepło:) Dobrze trafiła Twoja pdp z opiekunką.