Na wyjeździe #29

18 października 2015 22:32 / 3 osobom podoba się ten post
Malina

Właśnie 13 zmarła moja pd jak odjeżdzałam w czerwcu do domu była już w złym stanie,od roku rak zjadał powoli,ale bardzo boleśnie,jak przyjechałam 2 lata temu jeszcze chodziła,nic nie wiedziała o chorobie z racji wieku bo miała 90 lat bolały ją nogi więc na spacer braliśmy wózek sama go prowadziła a jak się zmeczyła siadała i ja pchałam,bardzo inteligentna i dobroci człowiek.Jak jechałam w czerwcu płakała ja ją pocieszałam że będzie ok,choć i ja i ona wiedziałyśmy że tak nie będzie,ale nadzieja umiera ostatnia.Powiedziałam do niej że ma na mnie czekać a w duchu pomyślałam Boże tylko nie ja,ja tego nie wytrzymam,niech już jak ma być koniec to może przy mojej zmienniczce.Ale niestety ona czekala na mnie.Odeszła spokojnie usnęła i nie obudziła się już,ja byłam przy niej i córka.W ostatnich dniach na morfinie już nie cierpiała,a ja się modliłam Boże, ile jeden człowiek może znieść pod koniec życia miała cewnik i stomię.wtedy kiedy miała to założone pomyślałam nie ja już tam nie pojadę,a jednak dałam radę,teraz patrzę na jej portret na komodzie i nie wierzę że jej nie ma.To dla mnie napewno doświadczenie,ale od środka coś mnie dławi jakaś straszna rozpacz.We wtorek jadę do domu,bo chciałam do końca twowarzyszyć jej w ostatniej drodze,i bardzo się boję następnej szteli bo nie wiem co mnie znowu czeka,najpierw odpocznę psycha mi siadła,

Malinko, bo to tak jest.... Ludźmi jestesmy, nie maszynami. Nawet najtwardszego boli.
A jak boli za bardzo, to unika się nastepnego bólu, bo można go nie wytrzymać. A pierwszym i podstawowym obowiąząkiem jest być " fit" dla siebie samych i dla swoich najbliższych - to oni są najważniesi, bo to oni nas kochają i potrzebują.
Niemcy mogą nas klepać po plecach, ale po kilku miesiącach zapomną nasze imiona, te wszystkie rzekomo wdzięczne, niemieckie rodziny, dla których tak naprawdę nie istniejemy jako ludzie, nie będa nas wspierać, nie będą nas kochać. Trzeba swoje jestestwo zachować dla najbliższych - bo tylko dla nich jesteśmy ważni - a nie dla wygodnych i zrzucających odpowiedzialnośc na barki polskich opiekunek niemieckich rodzin. Oni to mają gdzieś, wyślizgują się, jak tylko mogą, to my zbieramy ból, choroby, cierpienie i śmierć podopiecznych. To nam się źle śni, to  nas boli, to  na nas zrzuca się całą emocjonalna otoczkę towarzyszącą opiece nad schorowanymi ludźmi.
Oni mają gdzieś, w końcu płacą Polce, niech Polka wszystko znosi,niech Polka asystuje przy śmierci, w końcu Polka to nie człowiek, nie ma uczuć, to maszyna..... Polka to jak koń pociągowy, wszystko zniesie - w ich mniemaniu.
Ech, szkoda gadać....:(
18 października 2015 22:44 / 8 osobom podoba się ten post
Malina - faktycznie, jesli mozesz, zrob sobie urlop, odpocznij i nie analizuj.

Lawenda - mysle, ze jestes za bardzo zmeczona. A jesli to co w ostatnim poscie piszesz wynika z Twojego przekonania - to musze powiedzic, ze jestes na granicy. 
18 października 2015 22:49 / 6 osobom podoba się ten post
emilia

Malina - faktycznie, jesli mozesz, zrob sobie urlop, odpocznij i nie analizuj.

Lawenda - mysle, ze jestes za bardzo zmeczona. A jesli to co w ostatnim poscie piszesz wynika z Twojego przekonania - to musze powiedzic, ze jestes na granicy. 

Wiem, kochana.
Jeszcze rok, bo muszę, potem wyskakuję z biznesu.
Rok, max dwa.
Tak zwana przeciętna standardowej opiekunki to około 5 lat. Ja siedzę juz dziesiąty rok.
Pa.
Może jutro będe mniej rozgoryczona. :) Dziś mi sie ulało.
18 października 2015 22:50 / 9 osobom podoba się ten post
dorotee

Trudne zadanie dla rodziny, ale opiekunka mając świadomośc stanu pdp i swojej odporności/mozliwości powinna zgłosić agencji konieczność zmiany. kwestia przygotowania opiekunek.

Kwestia przygotowania opiekunek??A kto niby ma je przygotować?Agencja?Wolne żarty:)
Jeśli do takich doświadczeń nie przygotuje ich właśne życiowe doświadczenie to juz chyba nic.Zresztą czy do czyjegoś odchodzenia można się tak na 100% przygotować?Można mieć tę świadomość ,ale co potem uda się z głowy wywalić a co zostaje i dlaczego, to już inna sprawa.W mojej obecności odeszło wielu, wielu pacjentów-kiedyś codziennośc na onkologii,do dzis pamietam twarze kilku w tej ostatniej minucie,nawet nazwiska,nawet ostatnie słowa-dlaczego nie wiem,dlaczego akurat tych a nie innych też nie wiem,nie domknęła się szufladka z tą pamięcią i zostało...To byli dla mnie całkiem obcy ludzie,pacjenci-to są te konajace twarze, co to niby nie ma czegos takiego....są.
I tak sobie myślę,że jesli ktoś ma szczęście, to te konające twarze tak mu się rozmywają ,że nie umie ich w pamięci przywołać i nie musi się zastanawiac dlaczego je wciąż pamieta jakby to wczoraj było....
18 października 2015 22:51 / 7 osobom podoba się ten post
Lawenda

Wiem, kochana.
Jeszcze rok, bo muszę, potem wyskakuję z biznesu.
Rok, max dwa.
Tak zwana przeciętna standardowej opiekunki to około 5 lat. Ja siedzę juz dziesiąty rok.
Pa.
Może jutro będe mniej rozgoryczona. :) Dziś mi sie ulało.

Pa, trzymaj sie, wiesz mam recepte na dobre sny: 
1/ dom
2/ wyobrazam sobie miejsce, gdzie baaardzo bym chciala kiedys pojechac, jakas malenka wyspa, z cudowna, cieplutka laguna, palmy, sloneczko ... i usypiam !
18 października 2015 22:59 / 5 osobom podoba się ten post
Lawenda

Wiem, kochana.
Jeszcze rok, bo muszę, potem wyskakuję z biznesu.
Rok, max dwa.
Tak zwana przeciętna standardowej opiekunki to około 5 lat. Ja siedzę juz dziesiąty rok.
Pa.
Może jutro będe mniej rozgoryczona. :) Dziś mi sie ulało.

5lat??Mija mi w tym roku:( Znaczy kończyć?No co Ty???Gdzie ja tyle kasiory zarobię?:):):):)Nieeee,jeszcze trochę pojeżdżę:)
18 października 2015 23:08 / 2 osobom podoba się ten post
Zobaczymy Kasiu co powiesz po 10 latach...Ja wierzę Lawendzie że można mieć dosyć...
18 października 2015 23:14
Marta

Zobaczymy Kasiu co powiesz po 10 latach...Ja wierzę Lawendzie że można mieć dosyć...

Też jej wierzę i sama jestem ciekawa co powiem:)
18 października 2015 23:16 / 2 osobom podoba się ten post
Tez jestem ciekawa;) toteż zajrzę tu za 5 lat.
18 października 2015 23:23 / 5 osobom podoba się ten post
Lawenda

Wiem, kochana.
Jeszcze rok, bo muszę, potem wyskakuję z biznesu.
Rok, max dwa.
Tak zwana przeciętna standardowej opiekunki to około 5 lat. Ja siedzę juz dziesiąty rok.
Pa.
Może jutro będe mniej rozgoryczona. :) Dziś mi sie ulało.

W każdym zawodzie, nawet tym najbardziej ukochanym są momenty zwątpienia, rozgoryczenia bądź frustracji. Główka do góry!Jutro będzie lepiej. To co napisałaś o Niemcach uważam za absolutnie prawdziwe. Tacy po prostu są. Ty nazwałaś to po imieniu. Nie mam tak dużego doświadczenia i nie poznałam aż tylu rodzin  ale z racji tego, że moje kontrakty są jednorazowo długie i ogólnie przebywam dość długo w jednym miejscu mam okazję bliżej przyjrzeć się ich funkcjonowaniu. Są zimni, egoistyczni, samolubni, a my jesteśmy dla nich ludźmi drugiej kategorii. Pisząc to nie jestem rozgoryczona, sfrustrowana ani w ciężkiej depresji. To są wnioski  na podstawie poczynionych przeze mnie obserwacji .
18 października 2015 23:30
Knorr

Alina, a może ten milutki dziadeczek podobny do babusi-jędzusi jest? I bez kota.
Nie wiesz,jaki dziadziuś jest.Nie byłaś tam.Nie żałuj więc czegfoś,czego nie znasz. Poza tym,skąd wiesz,że zostałabyś przez Dziadka zaakceptowana,czyli że wybrałby właśnie Ciebie spośród tłumu kandydatów.A może warto na dłużej w domu pozostać po to,żeby dostać ofertę marzeń?

"I bez kota"- ten argument mnie przekonał. Nie będę żałować. Tak na marginesie, to nie wszystkie agencje robią casting na opiekunkę. Agencja, w której pracuję przysyła klientowi tylko jedną propozycję, dopiero jak rodzina niezaakceptuje (co mi się jeszcze nie zdarzyło) to dostają kolejną . Dlatego wiem, że jak ja przyjmę  warunki to mogę się praktycznie pakować.
18 października 2015 23:32 / 4 osobom podoba się ten post
Nie jest tak źle...Na 7 miejsc w których byłam dopiero tutaj po raz pierwszy czuję sie tak,jak pisze Alina i córki mojego pdp właśnie takie są.
Ale- dziadek rekompensuje mi to trochę,jest miłym spokojnym pdp.Żyjemy sobie we dwójkę swoim życiem;) o córkach staramy sie nie myśleć ( tak,tak,on też ich nie lubi....).
18 października 2015 23:39 / 2 osobom podoba się ten post
Marta

Nie jest tak źle...Na 7 miejsc w których byłam dopiero tutaj po raz pierwszy czuję sie tak,jak pisze Alina i córki mojego pdp właśnie takie są.
Ale- dziadek rekompensuje mi to trochę,jest miłym spokojnym pdp.Żyjemy sobie we dwójkę swoim życiem;) o córkach staramy sie nie myśleć ( tak,tak,on też ich nie lubi....).

To dopiero numer! Ojciec, który nie przepada za własnymi dziećmi !  Ale bywa i tak. Miałaś zatem sporo szczęścia, bo ja na 4 stelle tylko raz spotkałam naprawdę wspaniałych ludzi, u których dobrze mi się pracowało. Faktem jest, że przypięto mi w agencji łatkę osoby radzącej sobie z trudnym charakterami więc tak trafiam nieszczególnie fajnie. A tak swoją drogą jak Ty to robisz, że ciągle masz jakiegoś miłego dziadeczka pod opieką? No może za wyjątkiem tego co Ci rękę pod bluzkę wkładał, choć i ten jeśli dobrze pamiętam też był miły.
18 października 2015 23:46 / 5 osobom podoba się ten post
Alina

To dopiero numer! Ojciec, który nie przepada za własnymi dziećmi !  Ale bywa i tak. Miałaś zatem sporo szczęścia, bo ja na 4 stelle tylko raz spotkałam naprawdę wspaniałych ludzi, u których dobrze mi się pracowało. Faktem jest, że przypięto mi w agencji łatkę osoby radzącej sobie z trudnym charakterami więc tak trafiam nieszczególnie fajnie. A tak swoją drogą jak Ty to robisz, że ciągle masz jakiegoś miłego dziadeczka pod opieką? No może za wyjątkiem tego co Ci rękę pod bluzkę wkładał, choć i ten jeśli dobrze pamiętam też był miły.

Urok osobisty działa cuda 

A do Marty: bardzo mi się podobasz na tym zdjęciu i uśmiecham się jak je widzę (nie jestem tobą zainteresowana, żeby nie było niedomówień)

18 października 2015 23:53 / 3 osobom podoba się ten post
Gosiap

Urok osobisty działa cuda :-):-):-)

A do Marty: bardzo mi się podobasz na tym zdjęciu i uśmiecham się jak je widzę (nie jestem tobą zainteresowana, żeby nie było niedomówień)

:-):-):-)

Fakt, zdięcie fajne.....a zatem oryginał zapewne jeszcze fajniejszy. Nie ma co się zatem  dziwić  podbluzkowym zapędom dziadeczka.