Dzisiaj wyszłam ze szpitala.Nie nadaje się na kajak:wiking:
Dzisiaj wyszłam ze szpitala.Nie nadaje się na kajak:wiking:
Dzisiaj wyszłam ze szpitala.Nie nadaje się na kajak:wiking:
Nie będę cytowala bo już i tak zuuuuaaa jestem bo muszę klikać z telefonu. Podejrzewam,że nic wielkiego mi nie jest ale doktorki jakieś próbki musieli ze mnie powycinac. Nie chca się przyznać,ze na amulety bo ja przecież szczęście przynoszę,i powiedzieli,ze sprawdzić musza czy jakieś guzki mi nie chcą kuku zrobić. Ale ja wiem,ze to taka podpucha bo te guzki to tłuszcz jest! W końcu utyłam a to do czegoś zobowiazuje:-)
Nie będę cytowala bo już i tak zuuuuaaa jestem bo muszę klikać z telefonu. Podejrzewam,że nic wielkiego mi nie jest ale doktorki jakieś próbki musieli ze mnie powycinac. Nie chca się przyznać,ze na amulety bo ja przecież szczęście przynoszę,i powiedzieli,ze sprawdzić musza czy jakieś guzki mi nie chcą kuku zrobić. Ale ja wiem,ze to taka podpucha bo te guzki to tłuszcz jest! W końcu utyłam a to do czegoś zobowiazuje:-)
Pogoda do bani,deszcz pada prawie na okrągło a te podłe ogóry nic sobie z tego nie robią, tylko rosną i rosną wciąż nowe:(Kończą mi się już pomysły na przetwory,ha ha ha.Dodatkowo od poniedziałku "wpadną" nam niespodziewanie letnicy.Nie wiadomo w co ręce włożyć tyle zajęć.Na jabłonkach tez wściekły urodzaj,aż się gałęzie gną do ziemi,ale jeszcze niedojrzałe.Czekam na pana od ogrodzenia,firma którą wcześniej znalazłam zawalona robotą do jesieni.Siedzę więc na olxie i na telefonie ,ale ceny takie sobie dyktują ,że ręce opadają....Nasze sarenki tak się oswoiły ,ze ani hałasy ani pies ich nie "ruszają",jeszcze trochę to na ogród będą wchodziły:)Wyrzucam opadłe jabłka na kompostownik-pies leży na tarasie a te na kompostowniku się pasą:)Koziołek z dwiema żonkami:):):)Istne kino:)
To Cię teraz wspomogę w ujarzmianiu bandy ogórków :) Starszy syn chciał , żebyśmy lecieli z nim i jego przyjaciółką do Irlandii ale mnie się po prostu nie kce i robota w domu czeka, więc sobie dobrali młodsze towarzystwo :).
Podróż mię przebiegła pomyślnie- samolot wylądował w Berlinie 10 min przed czasem-chyba w przestrzeni nie ma ograniczeń prędkości, mandacik mu nie groził :)))
No tyż!Do Irlandii to ja bym sama znów poleciała:)Robota nie ogórek:)Nie ucieknie:)Byłaś na Moherowych Klifach?
Nigdy nie byłam w Irlandii :) Dla mnie ten wyjazd był trochę za szybko-towarzystwo poleciało już w sobotę, a ja chciałam się w domu pobyczyć, zaaklimatyzować i ogórkom też nie odpuszczę :). Syn mi wysyła foty z National Killarney Park- piękne okolice. Zdjęcia z Moherowych Klifów podejrzałam w necie-przecudne. Syn z przyjaciółką polecieli odwiedzić jej rodzinę, która w Irlandii mieszka, a my dołączymy jednak w przyszłą sobotę
Tam ,gdzie te Klify jest w skale muzeum morskie ,coś pięknego,płaszczki głaskałam:)Ja byłam kilka razy w Galway i okolicach,po przeciwnej stronie wyspy niz Dublin.I chętnie bym jeszcze poleciała.Ale córka juz w PL więc nie ma do kogo.Wybieram sie do Szkocji/przyjaciółka/ i Danii/ciotka pana F./,ale czy i kiedy to bedzie to nie mam pojęcia i jeszcze prozaicznie na Hel,bo nie bylismy nigdy a teraz mamy blizej:)Przeciez muszę siostry w fokarium zobaczyc:)
Rodzice przyjaciółki syna mieszkają kilkadziesiąt km od Limerick, ok 200 km na zachód od Dublina. Syn mówił, że dużo tutaj gospodarstw ze stadami owiec , które są bardzo kudłate :))) Jest zachwycony tamtejszymi krajobrazami :)
Owce na kazdym kroku:)Niczym swięte krowy w Indiach:)Jak przechodzą przez szosę/wąziutka na dwa pasy i bez poboczy,z kamiennymi murkami zamiast/ to ruch zamiera bo jasnie panie idą:)Góry takie dzikie,gołe skały,bez szlaków turystycznych,bez schronisk.W zimie dośc ponuro to wyglada,surowo tak,za to wiosną i latem zielone dywany a jesienią fioletowe od wrzosów.Poza miastami gospodarstwa czasem tak bardzo od siebie oddalone ,że az dzie że tam np.prąd dochodzi:)Piekny kraj i taki wg mnie do zwiedzania bardziej na własna rękę niz zorganizowanie.Nie wiem jak teraz ,ale jak ja byłam /2007-13/to np.na ulicy nie wolno było palić,tylko w wyznaczonych miejscach bo kara 50euro.Pierwszy raz w listopadzie,zimno,wietrznie a dzieciaki ze szkoły w podkolanówkachz gołymi nogami,brrr.W duzym centrum handlowym więcej Rosjan niz rudych Irlandczyków,a ci ostatni rozpoznawalni po szczególonym stroju typu kreszowey dresik i klapki....I co mi sie najbardziej w oczy wtedy rzuciło-niespotykanie brzydkie dzieci,nie dlatego ze rude,rysy twarzy jakies takie ,no brzydkie i już.Nie widziałam takich małych brzydali nawet w D:)