Dostąpiłam zaszczytu przygotowania obiadu,robiłam placki ziemniaczane z musem jabłkowym,ja mleczko,seniorzy sok.Babcia co chwila dreptała mi nad głową mówiac,że zu fett ist

,wytrzymałam pięć minut,więcej nie udało sie.Z uśmiechem nr.378 powiedziałam,żeby dzisiaj mnie zostawiła gotowanie i że mnie stresuje,a co-z grubej rury.Placki pachnace czekały na stole,bo ona zagadała się z putzfrau,a moje ciśnienie osiągnęło apogeum.Po modlitwie-swoja drogą muszę sie jej naumieć-zaczęła się celebracja obiadu.Talerze zostały wy....ne do czysta,ale dostałam żółtą kartkę,żebym następnym razem podawała ciepłe placki,noż kurka wodna

,to poczemu tak długo klafciła???Ale ogólnie stwierdzono,że obiad był...gut.Nie wspomnę już o moich palcach startych tarką.Pomna przestróg pana koordynatora z anielskim spokojem sprzatnęłam,a potem zaklnęłam sobie na górze.No,musiałam
