fioletowa.myszFajnie Ci Hawanka. Nie ma jak w domu co? Tylko,zebys nie zapomniala glos dac jak dojedziesz,bo sie bedziemy martwic czy jakis Rambo albo inny Tyson Cie nam nie podprowadzil:-)
Mnie jakoś w jasyr nikt nie chce wziąc...hm...nie wiem dlaczego

ale pdp próbowano. Właśnie dzisiaj.
Jak wysiadłyśmy z taksówki i przekroczyłyśmy progi szpitala to skończyły się samootwierające drzwi.Jadę dalej i z konieczności zostawiłam wózek, żeby otworzyć bramy oddziału rehabilitacyjnego. Jak spod ziemi pojawił się jakiś pan, łaps za rączki od rollsthula i wjechał...Ma szczęście, że tam gdzie trzeba, bo by miał ze mną do czynienia. Okazało się, że on też na łamanie kości przybył, tylko nie do Pudziana. Czekanie uprzyjemnił sobie podrywając mi panią Mydełkową, ale co tam, pozwoliłam, bo przecież ją znam i nikt jej tak szybko nie zbałamuci

Pudzian jak to macho zaczął bez ceregieli. Moja pani Mydełkowa niby zartem, ale ćwiczeń na brzuchu odmówiła...Ta foczka to ją wykończyła i już. Pudzian próbował ją nastraszyć, powiedział, że on usiądzie jej na jednym kolanie, a ja na drugim.
I myślał figlarz, że mnie wkręci

Powiedziałam, że ja chętnie pomogę rękami...
I co? Już mojej pomocy nie chciał, żebym go z roboty nie wygryzła...

Robił swoje, to znaczy zarzucił sobie nogę pani Mydełkowej na ramię i przeginał sam.
A po wyjściu, w recepcji jeszcze Blondasa spotkałyśmy i obie go uściskałyśmy. A co? Fajny jest.
Potem do domku i obiadek. Przyjaciel od serca już czekał.Zjedliśmy wszyscy razem pieczoną polędwicę, kluski szagówki(bo przecież z Wielkopolski jestem) z sosem pieczeniowym(od polędwicy) i czerwoną kapustą. Pan się oblizał, pochwalił, że smaczne,piwkiem popił i zadowolniony.
I tak ma być, teraz może rabotać za mnie, bo ja mam walizkę do spakowania.
A pan Bródka niech przyjdzie jeszcze kolację zrobić i będzie git
