Piękna.
Piękna.
Jutro dzwonię do lekarza domowego. O tym co się dzieje z pdp poinformowałam dzisiaj wnuka. Żal mi kobieciny ale wydaje mi się, że zaczął się u niej proces odchodzenia. Widziałam trzykrotnie takie objawy. Ostatnio w Hamburgu choć tam poprzedzone było pięciotygodniową biegunką. Babcia nie może jeść ani pić. Jedzenie podchodzi jej do góry, to samo z płynami. Wczoraj jeszcze dużo piła, dzisiaj ledwo wmusiłam w nią kubek herbaty miętowej czyli trzy razy po jednej trzeciej. Przez cały dzień śpi, dopiero wieczorem zmobilizowałam ją aby wstała i umyła się. Skarży się, że jest zmęczona. Na razie jest jeszcze dość silna ale widać, że się męczy. Głośno oddycha, jak idzie nie może złapać tchu. Rodzina wraca dopiero 28.11 chyba, że wnuk zadziała i wrócą wcześniej. Być może to tylko moje czarnowidztwo ale nie wygląda to na zwykłą niedyspozycję żołądkową chyba, że to coś na tle nerwowym. Tak czy siak, niezależnie od tego co mi chodzi po głowie jutro zamawiam wizytę lekarza domowego i chyba skończy się to pobytem w szpitalu. Dobrze by było aby zrobiono jej prześwietlenie żołądka. Chciałabym bardzo się mylić bo lubię staruszkę. Nawet już ten wyjący wiecznie telewizor bym jej wybaczyła.
Jutro dzwonię do lekarza domowego. O tym co się dzieje z pdp poinformowałam dzisiaj wnuka. Żal mi kobieciny ale wydaje mi się, że zaczął się u niej proces odchodzenia. Widziałam trzykrotnie takie objawy. Ostatnio w Hamburgu choć tam poprzedzone było pięciotygodniową biegunką. Babcia nie może jeść ani pić. Jedzenie podchodzi jej do góry, to samo z płynami. Wczoraj jeszcze dużo piła, dzisiaj ledwo wmusiłam w nią kubek herbaty miętowej czyli trzy razy po jednej trzeciej. Przez cały dzień śpi, dopiero wieczorem zmobilizowałam ją aby wstała i umyła się. Skarży się, że jest zmęczona. Na razie jest jeszcze dość silna ale widać, że się męczy. Głośno oddycha, jak idzie nie może złapać tchu. Rodzina wraca dopiero 28.11 chyba, że wnuk zadziała i wrócą wcześniej. Być może to tylko moje czarnowidztwo ale nie wygląda to na zwykłą niedyspozycję żołądkową chyba, że to coś na tle nerwowym. Tak czy siak, niezależnie od tego co mi chodzi po głowie jutro zamawiam wizytę lekarza domowego i chyba skończy się to pobytem w szpitalu. Dobrze by było aby zrobiono jej prześwietlenie żołądka. Chciałabym bardzo się mylić bo lubię staruszkę. Nawet już ten wyjący wiecznie telewizor bym jej wybaczyła.
Jutro dzwonię do lekarza domowego. O tym co się dzieje z pdp poinformowałam dzisiaj wnuka. Żal mi kobieciny ale wydaje mi się, że zaczął się u niej proces odchodzenia. Widziałam trzykrotnie takie objawy. Ostatnio w Hamburgu choć tam poprzedzone było pięciotygodniową biegunką. Babcia nie może jeść ani pić. Jedzenie podchodzi jej do góry, to samo z płynami. Wczoraj jeszcze dużo piła, dzisiaj ledwo wmusiłam w nią kubek herbaty miętowej czyli trzy razy po jednej trzeciej. Przez cały dzień śpi, dopiero wieczorem zmobilizowałam ją aby wstała i umyła się. Skarży się, że jest zmęczona. Na razie jest jeszcze dość silna ale widać, że się męczy. Głośno oddycha, jak idzie nie może złapać tchu. Rodzina wraca dopiero 28.11 chyba, że wnuk zadziała i wrócą wcześniej. Być może to tylko moje czarnowidztwo ale nie wygląda to na zwykłą niedyspozycję żołądkową chyba, że to coś na tle nerwowym. Tak czy siak, niezależnie od tego co mi chodzi po głowie jutro zamawiam wizytę lekarza domowego i chyba skończy się to pobytem w szpitalu. Dobrze by było aby zrobiono jej prześwietlenie żołądka. Chciałabym bardzo się mylić bo lubię staruszkę. Nawet już ten wyjący wiecznie telewizor bym jej wybaczyła.
Jutro dzwonię do lekarza domowego. O tym co się dzieje z pdp poinformowałam dzisiaj wnuka. Żal mi kobieciny ale wydaje mi się, że zaczął się u niej proces odchodzenia. Widziałam trzykrotnie takie objawy. Ostatnio w Hamburgu choć tam poprzedzone było pięciotygodniową biegunką. Babcia nie może jeść ani pić. Jedzenie podchodzi jej do góry, to samo z płynami. Wczoraj jeszcze dużo piła, dzisiaj ledwo wmusiłam w nią kubek herbaty miętowej czyli trzy razy po jednej trzeciej. Przez cały dzień śpi, dopiero wieczorem zmobilizowałam ją aby wstała i umyła się. Skarży się, że jest zmęczona. Na razie jest jeszcze dość silna ale widać, że się męczy. Głośno oddycha, jak idzie nie może złapać tchu. Rodzina wraca dopiero 28.11 chyba, że wnuk zadziała i wrócą wcześniej. Być może to tylko moje czarnowidztwo ale nie wygląda to na zwykłą niedyspozycję żołądkową chyba, że to coś na tle nerwowym. Tak czy siak, niezależnie od tego co mi chodzi po głowie jutro zamawiam wizytę lekarza domowego i chyba skończy się to pobytem w szpitalu. Dobrze by było aby zrobiono jej prześwietlenie żołądka. Chciałabym bardzo się mylić bo lubię staruszkę. Nawet już ten wyjący wiecznie telewizor bym jej wybaczyła.
Alinko, do lekarza trzeba pilnie pojechać. Ale możliwy jest też, że Twoja Pdp złe samopoczucie (spanie, brak apetytu) ma w zwiazku z nieobecnością rodziny. Poza tym jesienna pogoda i krótki dzień też nie są bez znaczenia.
No z tym oddechem to dziwne. Lekarz zleci odpowiednią terapię. Alinko, bądź dobrej myśli. Może to tylko chwilowa niedyspozycja.
Przejechalam się na rowerze do sklepu. Ale bez czapki i rękawiczek byłoby to niemożliwe. U mnie było słońce i zero wiatru a mimo to powietrze zimne. Zakupiłam " towar " i marcepan na zagrychę i jestem zadowolona....:-)
Pojutrze był termin wymiany cewnika dziadkowego, ale dziś się totalnie zapchał- kobitki ze Spitexu nie dały rady tego przepłukać i zamiast jechać rekreacyjnie do Bern, to musiałam z pdp do kliniki. Musiałam zamawiac Betax, czyli ichni Krankentransport, bo dziadek jest transportowany na wózku, to facet z rozpędu chyba już , bo taki przyzwyczajony do obsługiwania kogoś, chciał mi zapiąć pasy hehe i nie wiem jak on to zrobił, ale urwał mi guzik od płaszcza :)To sobie chociaż na basen poszłam- dobrze ,że była tam woda :)