Jest coś ale gdzie jest Baśka? http://kasiaperla.blogspot.com/2018/05/madrosc-podopiecznych.html
Jest coś ale gdzie jest Baśka? http://kasiaperla.blogspot.com/2018/05/madrosc-podopiecznych.html
Jest coś ale gdzie jest Baśka? http://kasiaperla.blogspot.com/2018/05/madrosc-podopiecznych.html
Jakieś nowe artykuły do poczytania?
Jakieś nowe artykuły do poczytania?
Jestem jestem. Nie wiedziałam, że coś tu się dzieje. Ciężko było mi się pozbierać na zleceniu. Właściwie pewne sprawy nadal ustawiam. Stwierdziłam, że albo wóz, albo przewóz. Już niedługo kończy mi się umowa. Teraz albo przycisnę Niemiaszków i znalazłam zlecenie na pół roku, albo dłużej, albo za za 3 tygodnie zmieniam zlecenie. Staram się pisać na blogu. Ale czasami nie mam weny. By pisać, trzeba się pozbierać. A ja zbieram się, zbieram i wciąż w rozsypce.
Dlaczego w rozsypce?
Trzeba zaglądać, a książka będzie dopiero ostatniego lipca, a nie jak pisałam na początku. Zaraz po wywiadzie to wiedziałam. Najwyższy czas sprostować. Nie mogę się doczekać okładki.
Puścić wam co będzie napisane z tyłu książki? W sumie jestem zadowolona. Chociaż wprowadziłam masę poprawek po tym, jak redaktor w niektórych miejscach wogóle nie zrozumiała tekstu i spytała co to jest perła. Lekko się załamałam. Ale stwierdziłam, że to kolejna lekcja dla mnie i książka musi być jaśniej pisana. Nie każdy nadąży za moimi skrótami myślowymi. Nie każdy był w naszym świecie- świecie starości, demencji, niemieckiej mentalności i zwyczajów, że czasami proste sprawy trzeba opisać, jakby były skąplikowane i nieznane. Ach.
A wy wiecie co to jest perła i o co chodzi w tytule? Bardzo zdziwiło mnie, że musiałam to tłumaczyć. Przecież to jest takie wymowne. Bardzo jestem ciekawa. Ze znajomych każdy wiedział. Nie wiem. Ciekawa jestem waszych interpretacji.
Puszczam link do najnowszego posta. Pisany w kryzysie, ale okazało się, że nie tylko ja miewam takie odczucia. Dobrze, bo już myślałam, że zwariowałam.
http://kasiaperla.blogspot.de/2018/05/ubezwasnowolniona-opiekunka.html?m=1
Rozumiem ciebie. Nie tak silnie jak u ciebie, właściwie bardzo delikatnie dczułam coś w tym stylu. I to w miejscu, gdzie wydawałoby się powinno być mi BARDZO dobrze- mało pracy, podopieczna nieabsorbująca, sporo czasu dla siebie. I okazało się, że gdyby nie codzienne długie spacery to bym dostała tu kota. Z Klarą, która była bardziej towarzyska i lubiła pogadać (przy mojej znajomości niemieckiego korzystałyśmy często z translatora w telefonie), posiedzieć, wypić razem herbatkę, wyjść na przechadzkę było mi lepiej, choć czasu miałam zdecydowanie mniej.
Wcześniej pracowałam w hotelu w DE i to była masakra (dziewczyny mówią, że teraz zmieniło się na lepsze). Wszystko w biegu, pot po d...ie płynął. I jak słyszałam w busie narzekania opiekunek, to myślałam sobie, że tak, pobiegałyby trochę po hotelu... A teraz widzę, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Musiałam sobie trochę w głowie poukładać, żeby czuć się dobrze na naprawdę dobrym, lekkim zleceniu.
Kiedyś koleżanka, której 16letnia córka popełniła samobójstwo powiedziała, że nie ma porównywania nieszczęścia, ona teraz bardzo cierpi, ale ktoś, kto z jej obecnego punktu widzenia ma błahy problem też cierpi i tu nie ma co porównywać. I dla mnie to wtedy było odkrycie- to jak zabawa dzieci w "moje lepsze"- tylko dorośli częściej porównują, kto ma gorzej, jest bardziej schorowany, itp.
I staram się być tu i teraz i to w taki sposób, by jak najlepiej czuć się ze sobą. Nie ukrywam, że pomoc rodziny, przyjaciół, rozmowy z nimi są i ważne i przydatne. Pomagają bardzo. Także np. takie wygadanie na forum, bo mamy jakieś wspólne mniej więcej doświadczenia i lepiej rozumiemy te związane z byciem w domu podopiecznego sprawy...
Ja też właśnie tak mam. Roboty prawie nic, a ja o mało się nie wykończyłam. Człowiek musi być czymś zajęty. Mnie ratuje blog, grupy opiekunek na facebooku, zaczęłam wchodzić na portale litetackie. Rozmowy są ważne, ale z ludźmi, którzy nas zrozumieją. Opiekunkę najczęściej zrozumie druga opiekunka. Na portalu literackim też znalazły się osoby, które rozumieją lub stają się zrozumieć, bo miały sąsiadkę, bo miały ciotkę, która też tak pracowała. Niestety wiele ludzi nas negatywnie ocenia. Brak im wyobraźni i tak jak piszesz - nasze cierpienie jest inne. Kto tego nie doświadczył czasami nie potrafi zrozumieć. Trzeba dbać o swoją psychikę. Nie stawać na głowie i zająć się sobą. Ja już ponad miesiąc pracuję nad moim zleceniem. Chciałam stopniowo podopoeczną przyzwyczaić do innego jedzenia, do tego, że na długo wychodzę. Powoli robi się dobrze. Ale ten miesiąc był ciężki. Tak się pogrążyłam, że nie miałam ochoty iść na zwykły spacer. Aż w końcu się zmusiłam i teraz w każde popołudnie wolne będę wychodziła. Nawet 30 stopni na dworze mnie nie zniechęci.
Na bloga wrzuciłam fotki z dzisiejszego wypadu. Jest też pietwsza część z zeszłego tygodnia. Trzeba wychodzić. Dla psychy. Obserwuję, jakim dzikusem się zrobiłam i mam satysfakcję za każdym razem, gdy się do czegoś przełamię. Spacer w pojedynkę po mieście to też wyzwanie. I robienie fotek. W mieście niektórzy dziwnie patrzyli. W parku jakiś menel spytał po co robię zdjęcia drzewom i czy jestem z Rosji. Ważne, że się wychodziłam i czymś zajęłam.
http://kasiaperla.blogspot.com/2018/05/viersen-czesc-druga.html?m=1