Konkurs mikołajkowy dla Opiekunek i Opiekunów osób starszych

Z okazji Mikołajek portal Opiekunki24.pl zaprasza opiekunki oraz opiekunów osób starszych do udziału w mikołajkowym konkursie. Do wygrania są 3 egzemplarze książki „Podróże Opiekunki” autorstwa Magdaleny Jary.

O książce:
„Podróże Opiekunki” to pełna ciepła i humoru opowieść o pracy i codziennym życiu opiekunki osób starszych. Magdalena Jary dzieli się swoimi doświadczeniami, pokazując zarówno wyzwania, jak i piękne momenty tej niezwykłej profesji. To lektura, która bawi, wzrusza i inspiruje do refleksji nad relacjami międzyludzkimi oraz sensem pracy opiekunki i opiekuna.

Jak wziąć udział:
Czytanie książek to nie tylko sposób na relaks i odpoczynek, ale także szansa na odkrycie nowych perspektyw i lepsze zrozumienie ludzi, którymi się opiekujemy. Dlatego w naszym konkursie zachęcamy do dzielenia się swoimi historiami. To doskonała okazja, by połączyć pasję do czytania z refleksją nad własnym doświadczeniem zawodowym.

Aby wziąć udział, odpowiedz na pytanie konkursowe w komentarzu pod tym artykułem:

Pytanie konkursowe:
Opisz historię z Twojego życia, która sprawiła, że poczułaś/poczułeś dumę i sens swojej pracy jako opiekunka/opiekun osób starszych.

Terminy:
Konkurs trwa od 26 listopada do 4 grudnia 2025 roku.

Zwycięzców wyłonimy i ogłosimy na forum portalu 6 grudnia 2025 roku. Laureaci zostaną poinformowani o wygranej mailowo, na adres podany przy rejestracji na forum.

Nie przegap okazji, by podzielić się swoją historią i zdobyć inspirującą książkę, która pokazuje piękno pracy opiekunki i opiekuna osób starszych. Weź udział w konkursie i odkryj, jak wiele radości i wartości może przynieść zarówno czytanie, jak i opieka nad drugim człowiekiem.

Regulamin konkursu dostępny jest [tutaj].

 

01 grudnia 2025 19:13 / 1 osobie podoba się ten post
Dobry wieczór, odpowiadam na pytanie z facebooka ""Z czysto praktycznej strony ta praca daje mi normalne pieniądze, czasem jakiś upominek od rodziny i dobre referencje. To właśnie dzięki nim dostałam podwyżkę i trafiłam do obecnej rodziny na południu Niemiec. Jestem tam już szósty rok, z przerwami, na zmianę z innymi opiekunkami. Jeśli chodzi o poczucie sensu, to długo nie umiałam tego nazwać. Dopiero z czasem, kiedy naprawdę zakorzeniłam się w tej rodzinie, wszystko zaczęło wyglądać inaczej. Podopieczna stała mi się bardzo bliska. Najbardziej dumna poczułam się wtedy, gdy zaczęła wracać do życia. Na początku było z nią naprawdę ciężko, a opiekunki wcześniej podobno tylko się przewijały i nikt nie zaangażował się na poważnie. Nie było łatwo zmieniać jej nawyków ani przekonać rodziny do rehabilitacji, dodatkowych lekarzy czy nawet wymiany łóżka. Dom mają piękny, 2 łazienki, jedna na dole, druga na górze,wszystko ładnie urządzone, pachnące, ale kompletnie nieprzystosowane do osoby starszej. Teraz są poręcze, w dolnej łazience zrobiony jest niski prysznic, dostosowana toaleta i umywalka. Trochę mnie to kosztowało wysiłku, ale dziś, po tylu latach, mogę spokojnie powiedzieć, że jestem w miejscu, w którym powinnam być. I że chciałabym, żeby kiedyś ktoś też tak o mnie zadbał. Nie każdy musi wchodzić w relacje z rodzinami emocjonalnie. Ja podeszłam do wszystkiego jak do zadania, które trzeba wykonać dobrze. Nie weszłam w gotowe warunki, tylko zaczęłam krok po kroku poprawiać to, co było zaniedbane. A kiedy wyjeżdżam do Polski, podopieczna zawsze czeka na mój powrót. I tak myślę, że każdy zasługuje na starość z poczuciem, że wciąż jest człowiekiem, a nie kimś zbędnym albo „trzymanym” z obowiązku.
 
 
02 grudnia 2025 19:47 / 2 osobom podoba się ten post
Jestem opiekunem medycznym pracuję na co dzień w szpitalu na oddziale pielęgnacjyjno opiekuńczym, który ma kontrakt na 50 podopiecznych. Praca daje bardzo dużo satysfakcji udzielając pomocy przy codziennych czynnościach, które dają możliwość spełniania .Kontakt z osobami, które w pełni nie są w stanie zaspokoić potrzeby i egzystencji samo opieki jest dla mnie spełnieniem mojej pracy. Zdaje sobie sprawę, że w każdej chwili każdy człowiek może potrzebować pomocy osób postronnych bez których nie będzie w stanie funkcjonować. Pracując w zawodzie poznaję ludzi z różnych powodów znajdujących się w potrzebie pomocy. Ponad to cieszy mnie fakt powstania programów pomocy wytchnieniowej i asystenta osoby z niepełnosprawnością w których biorę od  trzech lat czynny udział.Opiekuje się chłopcem 13 letnim który ma zespół chorób neurologicznych, ma padaczkę, jest osobą nie widząca, jest karmiony przez Peg porażenie mózgowe i wszystko co z tym związane. Praca z moim podopiecznym jest bardzo trudna ponieważ nie ma kontaktu werbalnego, sama muszę odnaleźć problem i dojść metodami prób co w danej chwili należy uczynić żeby zaspokoić potrzeby pacjenta. Znamy się już jakiś czas więc trochę na obecną chwilę jest lżej dość do sedna sprawy. Rekompensatą jest uśmiechnięta buźka dziecka, która komunikuje się nasłuchując głosu osoby, która się nim opiekuje. Bardzo cenne doświadczenie zawodowe, praca jeden na jeden daje możliwości szybkich reakcji, lepszego poznawania odczytywania komunikacji. Rodzice F. po raz pierwszy byli na uroczystości po za domem dzięki temu, że chłopiec zaakceptował mnie jako osobę, która z nim spędza czas, potrafi dotrzeć, odczytać potrzeby. Obecnie rodzina może korzystać z chwili odpoczynku bo jest ktoś kto profesjonalnie zajmuje się dzieckiem. Drugą osobą jest 36 letnia K. która jest sama z mamą ponieważ tata nie wytrzymał ciężaru opieki i odszedł kiedy okazało się że dziecko ma porażenie mózgowe i padaczkę. Dziewczynka ma problem z akceptacją nowości, moje metody dotarcia do jej świadomości okazały się skuteczne i miło spędzamy czas pod nieobecność mamy, która boryka się również że swoim zdrowiem. Tak wszystko co dzieje się z opieką nad osobami, które tego potrzebują w coraz większym stopniu praca opiekuna medycznego spełnia się i służy dobrej sprawie. Ja myślę że warto było przekwalifikować się i podjąć decyzję o podjęciu pracy w tym charakterze. Bardzo lubię moją pracę.
 
 
03 grudnia 2025 15:39 / 2 osobom podoba się ten post
Niech inni piszą. Wydaje mi się, że większość wyjeżdża dla pieniędzy. Żaden wstyd, ja też podobnie. A doświadczenia wciąż mi brakuje, więc przy okazji uczę się i języka i pracy ze starszymi.
03 grudnia 2025 18:39 / 2 osobom podoba się ten post
Kiedy ktoś z rodziny zaczyna mieć problemy z pamięcią, życie wszystkich wokół momentalnie się zmienia. Moja niepełnosprawność zbiegła się w czasie z chorobą ciotki Zuzy. Można by pomyśleć, że starsza kobieta po osiemdziesiątce będzie spokojna i że nogi będą jej już odmawiały posłuszeństwa. W przypadku mojej „babci”, jak ją nazywaliśmy, choć faktycznie nią nie była, było jednak zupełnie inaczej. Była bardzo sprawna fizycznie – potrafiła w nocy przeskoczyć przez okno i pobiec do swojego rodzinnego domu.
Nie uciekała dlatego, że czuła się niechciana – opiekowaliśmy się nią troskliwie i z sercem. To raczej choroba kierowała jej zachowaniem. Osoby cierpiące na demencję starczą bardzo często „ciągnie” do domu rodzinnego. Pamiętają to, co było dawno temu, a zapominają, jak się nazywają albo co robiły godzinę wcześniej. Czasem pojawiały się u niej przebłyski pamięci, ale zdarzało się to rzadko.
Początki choroby były szczególnie trudne – zwłaszcza dla mojej mamy, bo wtedy pojawiła się również moja niepełnosprawność. Był to przełom lat 80. i 90. XX wieku, kiedy dostęp do lekarstw był bardzo ograniczony. Mama nie wiedziała, jak sobie poradzić i jak pomóc ciotce. Wszystko ją przerastało. Dziś można znaleźć wiele informacji w internecie, ale wtedy była zdana wyłącznie na siebie.
Z czasem mama zrozumiała, że z naszą krewną trzeba postępować spokojnie i powoli. Nie można jej było rozkazywać ani na nią krzyczeć, bo to nie była jej wina – tak działała choroba. Dlatego, jeśli mówiła: „idziemy spać” – to szliśmy. Złość, nerwy i krzyk nic nie pomagały. Tylko spokój i cierpliwość mogły nas uratować.
Mama postępowała właśnie w ten sposób, a my pomagaliśmy jej w opiece nad chorą ciotką. Przed chorobą była bardzo religijna i dużo się modliła, ale później straciła cierpliwość – to też wynikało z demencji. Pamiętam, jak pewnego razu postanowiła ugotować obiad… w kredensie. Albo gdy wybrała się ze mną wózkiem do pobliskich Racławiczek i Strzeleczek – potem straciła orientację i nie wiedziała, gdzie jest.
Zdarzało się też, że siadała do naszego fiata 126p, a my pchaliśmy samochód po podwórku. Problem pojawiał się wtedy, gdy nie chciała już wysiąść – trzeba ją było przekonywać, że „już przyjechaliśmy” i dalej nie pojedziemy. Takie sytuacje wymagały ogromnych pokładów cierpliwości. W przeciwnym razie człowiek sam szybko mógłby się wykończyć.
 
Nigdy nie chcieliśmy oddać naszej krewnej do domu opieki. Jej choroba trwała trzy i pół roku. Później przyszło złamanie nogi i starość zrobiła swoje. Ciotka Zuza odeszła. A nam zrobiło się bardzo smutno – bo mimo choroby, mimo trudów, była częścią naszego domu i naszej codzienności.
 
03 grudnia 2025 19:55 / 2 osobom podoba się ten post
O Boże! Jaki był piękny! Musiałam być skąpana w jakimś cudzie, bo Klaudia dziwnie na mnie spoglądała. Zawstydziłam się swoim szczęściem. Wydawało mi się nikczemne, ponieważ nie przyjechałam tu przecież odpoczywać. Po kolacji wybrałam się na pierwszy, długi samotny spacer po okolicy. Szłam ulicą, na której po obu stronach stały góralskie domy z końca osiemnastego wieku. Wszystkie odnowione, tylko tablice lub wyryte w murze litery i daty mówiły o ich wieku. Co drugi budynek z bateriami słonecznymi na dachu, co tylko świadczyło o zamożności Niemców. Te rzędy domków zerkały na mnie. Ulica wyludniona, pogrążona w niesamowitym, podobnym śmierci bezruchu. Co jakiś czas ponurą ciszę przerywał warkot samochodu, który przywodził mi na myśl sunące czołgi. Zza szyby kierowcy miło się uśmiechali i pozdrawiali. Czasem jak duch przeleciało uśmiechnięte dziecko na wrotkach z ciepłym Halo! lub po prostu Tag! Ot, taka wioska. Boże! Jak my się różnimy! Tą wieczorową porą stygły już pola. W mojej wyobraźni pod stopami asfalt rozkładał skrzydła, a ja próbowałam wznieść się ponad brzozy. Były dla mnie jak istoty trwające nieruchomo, zakłopotane, że będą musiały się poruszyć. Jakbym widziała ich twarze pełne bólu. Z wysokości spoglądałam na ziemię. Chciałam zobaczyć ten porządek świata, a widziałam tylko zachodzące słońce. Chciałam popłynąć na żaglach liści do przyszłości. Zostawić za sobą, jakby spalić, wszystkie miesiące, tygodnie, dnie na saksach. Zanurzyłam się w tej wirtualnej przestrzeni i miałam uczucie, że frunę. Ta cisza wieczoru odbierała mi racjonalny umysł. Poczułam się, jakbym była własnym marzeniem, wyobrażeniem samej siebie. Jakby wszystko odrywało się ode mnie i został tylko kod genetyczny. PYTANIE: Kto kupi tę prawdę? „Włączyłam” racjonalny umysł. Przystanęłam na moment i oparłam rękę na jednej z brzóz, która mnie zaintrygowała. Na wysokości moich dłoni miała jakby czarne oko, które złowróżbnie na mnie patrzyło. 378 Ogarnęłam wzrokiem okolicę. Zobaczyłam rozciągające się łąki z pasącymi końmi. Powietrze pachniało aromatem jesieni. W ręce poczułam bardzo delikatny, elektryczny puls, który mnie orzeźwił. Oderwałam dłoń od drzewa i pomyślałam o wszechobecnej Inteligencji, która odpowiada na nasze emocje. Może to jakieś pole energii, jakaś energetyczna rama, na której naprężona jest fi ranka Wszechświata? Czułam, jak byłam z tą brzozą przez ułamki sekund połączona. Ale jak połączona? Nie rozumiałam. Te surrealistyczne doznania w takich momentach jak ten wydają się być snem, a przecież to była jawa. Tego byłam pewna. Wtedy przypomniałam sobie „moje drzewo”, kiedy byłam na kontrakcie u Elwiry. Też miałam odczucie, że drzewo mnie rozumie. Może to jest ten Umysł Boga, o którym mówią starożytne teksty, a ja z nieznanych mi powodów miewam do Niego sekundowy dostęp. Skończyłam filozofowanie, ale miałam potrzebę porozmawiania właśnie z tą brzozą, od której poczułam ten energetyzujący puls. – Będziesz moją brzozą – dotknęłam drzewa ponownie, głaszcząc i oczekując tego samego impulsu, którego doświadczyłam przed chwilą. Jeszcze raz spojrzałam na okolicę, na ten piękny świat. Słońce chowało się za wielką chmurą i wtedy wydawało się mi, że bezbarwne światło zrobiło się perliste. Nagle zdziwiłam się, jak bardzo znajomy jest mi ten krajobraz. Poczułam, że ta okolica czekała na mnie, że brzoza, której dotykałam, jest mi znajoma. Ilekroć znajduję się w takiej scenerii, dotykają mnie irracjonalne stany, czuję się jak pomniejszony model samej siebie. Wystraszona tym rodzajem wyobraźni, wracałam do domu. Gdzieś głęboko we mnie zaczął sączyć się smutek, który był czysty i drogocenny. Nie wracałam przecież do swojego domu, w którym mąż zaproponuje herbatę, wspólne obejrzenie filmu, ciepły dotyk, pocałunek, a może coś więcej? Własny DOM zawsze mnie zaskakiwał. W tym nastroju było coś dziwnego. Poczułam się zmieszana przywołanym obrazu DOMU i jego zapachu. Było to bolesne, silne odczucie, jak skurcz porodowy. Bałam się tego wspomnienia, a jednocześnie, jakbym przekraczała membranę CZASU i już byłam przy mężu, którego nie zamieniłabym na nikogo innego. obcego domu, ten nastrój nieco się poprawił, przywitały mnie psy i ciepłe słowa gospodyni: – I jak, Gabi, podoba ci się nasza wioska?
Łucja Fice
06 grudnia 2025 17:05 / 1 osobie podoba się ten post

Wyniki konkursu mikołajkowego🎄
Z ogromną przyjemnością ogłaszamy zwycięzców naszego tegorocznego konkursu mikołajkowego dla Opiekunek i Opiekunów Osób Starszych.

Nagrodą jest książka „Podróże Opiekunki”, wyjątkowa publikacja napisana przez opiekunkę i dla opiekunek.

Zwycięzcami zostają:
- MalgorzataB (Małgorzata B.)
- kris490 (Krystian Ch.)
- lucyfice52 (Łucja F.)

Serdecznie gratulujemy!
🎅💙
W najbliższym czasie skontaktujemy się z Wami drogą mailową lub przez Facebook, aby ustalić szczegóły wysyłki nagród.
Dziękujemy Wszystkim za udział i życzymy Państwu pięknych, pełnych miłości Mikołajek.🎄

Pozdrawiamy
Zespół Opiekunki24.pl
Informacje o wynikach konkursu na FB: https://tiny.pl/1x692898

15 grudnia 2025 13:07
Gratuluję zwyciężcom, bardzoz ładne odpowiedzi. Może następnym razem wygram.😌 Wesołych świąt.🎄