• Opiekunka osób starszych i jej stres przed wyjazdem

    Data dodania: 05 marca 2013 2013

    Wyjeżdżasz do pracy za granicą, ale choć wszystko jest przygotowane, ta sytuacja cię stresuje? Obawiasz się, że jeśli wyjazd wiąże się dla ciebie z takim stresem, możesz sobie nie poradzić i to jeszcze bardziej cię przeraża? Spokojnie, stres w takich sytuacjach to normalna reakcja, podobnie jak obawy, towarzyszące zmianom.

    Czym jest stres?

    Już samo słowo "stres" większości ludzi źle się kojarzy. Dużo mówi się o unikaniu stresu, czy "odstresowywaniu się". Potocznie "stresem" często nazywa się zmartwienie czy problem, choć twórca tego pojęcia, Hans Selye, nazwał tak reakcję obronną organizmu, który musi poradzić sobie z nową sytuacją. W tym znaczeniu stres nie jest czymś negatywnym, a przeciwnie - jest potrzebny.

    Stres to mechanizm, który wyzwala drzemiącą w organizmie energię, kiedy organizm ten zostaje poddany obciążeniu (fizycznemu lub psychicznemu). Dzięki działaniu tego mechanizmu może sobie poradzić z zaistniałą sytuacją.

    Człowiek ciągle jest poddawany zmianom w otoczeniu - czasem drobnym, a czasem poważnym. Każda z nich wyzwala większy lub mniejszy stres, dzięki któremu reagujemy na te sytuacje i możemy dostosowywać się do warunków, w jakich się znajdujemy lub próbować je zmienić.

    W przypadku poważnych zmian taka reakcja jest silniejsza i bardziej odczuwalna. Mocniej przeżywamy te wydarzania, które są dla nas ważne, nowe i nieznane albo wpływają na zmianę naszej sytuacji życiowej. Warto zaznaczyć, że odczuwalny stres towarzyszy nie tylko zmianom uważanym za przykre, ale także przyjemnym i oczekiwanym - jak na przykład ślub, wyjazd na wakacje, awans w pracy, czy początek nowego związku.

    Czego się obawiasz?

    Dzięki stresowi i związanym z nim reakcjami na poziomie biologicznym i psychologicznym, mamy energię i motywację do działania, ale żadna przesada nie jest dobra. Zbyt silne emocje nie pomagają w nowej sytuacji, a wprost przeciwnie. Jeśli w związku z wyjazdem bardzo się denerwujesz, zastanów się, dlaczego tak się dzieje. Czy jesteś pewna, że to właściwa decyzja? Jeśli tak, zastanów się, czego konkretnie się obawiasz?

    Zwykle silny stres wynika nie tylko z samego wyjazdu, ale z innych spraw, które się z nim wiążą. Oczywiście są osoby, dla których stresująca jest każda podróż, choćby do sąsiedniego miasta, a dalszy wyjazd wydaje im się przerażający z uwagi na samą tę odległość. Warto jednak pamiętać, że w dzisiejszych czasach odległości nie są już tym, czy były kiedyś.

    Obecnie ludzie mogą szybko się przemieszczać i stosunkowo łatwo kontaktować się przez internet czy telefon. Dzięki temu wyjeżdżając można nawet codziennie porozumiewać się z bliskimi osobami i łatwiej znosić rozłąkę z nimi. Można też odwiedzać ich częściej niż kilkadziesiąt lat temu.

    Wyjeżdżający do pracy za granicę obawiają się zwykle zmian, które mogą zajść pod ich nieobecność. "Jak oni sobie beze mnie poradzą?" - martwi się wiele osób, szczególnie tych, które mają rodziny.

    Kolejne obawy budzi nowa praca - o tym wie chyba każdy, kto choć raz rozpoczynał jakąkolwiek pracę. Zwykle niepokoimy się, czy damy sobie radę z obowiązkami i tym, jacy będą nowi współpracownicy i pracodawcy. W razie problemów wiemy, że możemy liczyć na wsparcie bliskich osób, dlatego warto zadbać o dobry kontakt z nimi także po wyjeździe. Jeśli pojawią się jakieś problemy, lepiej ich nie ukrywać, ale otwarcie rozmawiać o nich i omawiać je na bieżąco. Dzięki temu w razie potrzeby można uzyskać pomoc.

    W przypadku wyjazdów zagranicznych pojawia się jeszcze problem języka i innej kultury. Wiele osób nawet znając język używany w kraju, do którego wyjeżdża, zastanawia się "Czy się dogadam na miejscu? Czy zrozumiem nowych współpracowników czy pracodawców?". Niepokój budzi też dostosowanie się do innej kultury, który często pogłębiają funkcjonujące w naszej kulturze stereotypy.

    Wszystkie te obawy mogą sprawić, że niepokój przed wyjazdem i związanymi z nim zmianami narasta i może stać się nieznośny. Dlatego zamiast dać się zjadać zmartwieniom lepiej stawić im czoła. Zastanów się, jak rozwiązać pojawiające się problemy i zapobiec innym.

    Jak sobie z tym poradzić?

    W miarę możliwości porozmawiaj o tym, co cię niepokoi z osobami, których te obawy dotyczą lub z przyjaciółmi, którzy mogą ci pomóc lub zapewnić wsparcie. W czasie takich rozmów możesz podzielić się swoimi obawami  pomysłami na rozwiązanie ich. Być może bliskie osoby podsuną ci kolejne pomysły i zaoferują pomoc?

    Zadbaj o kontakt z osobami, na których ci zależy. Mając dostęp do internetu czy taniej taryfy telefonicznej możesz umówić się np. na codzienną wymianę e-maili czy rozmowy w określonych dniach tygodnia i dbaj o to, by wywiązać się z tych ustaleń. Jeśli tego dopilnujecie, może się okazać, że rozmawiacie nawet częściej niż kiedyś albo poruszacie w rozmowach więcej tematów.

    Ustal z rodziną i innymi bliskimi, jak poradzą sobie ze sprawami, którymi dotychczas zajmowałaś się ty. Przeprowadźcie w domu nowy podział obowiązków i umów się z przyjaciółmi, jak będziecie podtrzymywać kontakt w czasie twojego wyjazdu. Postaraj się, żeby ważne dla Ciebie osoby wiedziały, gdzie jesteś i gdzie Cię szukać w razie potrzeby. Dzięki temu nie będziesz się martwić jak sobie radzą i czy przypadkiem coś się nie stało, tylko nie ma jak cię o tym poinformować.

    Nie zapominaj też o korzyściach z takiego wyjazdu, nie tylko tych materialnych.
    Masz okazję podróżować, poznać inny kraj i kulturę, w dodatku lepiej niż "zwykły turysta", bo poznasz całkiem dosłownie "od kuchni" życie zwyczajnych mieszkańców kraju. To może być ciekawe doświadczenie, które pozwoli Ci spojrzeć w innym świetle na wiele spraw.

    Początkowo osoby, które nie znają dobrze języka mogą mieć problemy z porozumieniem się, ale większość ludzi ma świadomość tego, że cudzoziemcy zwykle nie znają języka tak, jak ludzie, którzy mówią w nim od dziecka i są na to przygotowani. Wyjazd i praca za granicą to świetna okazja, aby doskonalić znajomość języka - nie "podręcznikowego", ale żywego, używanego na co dzień. Znajomość języka i kultury mogą ci pomóc w znalezieniu nowej pracy po powrocie.

    Pamiętaj o sobie

    Zapewnij swoich bliskich, że są dla Ciebie ważni, ale nie zapominaj o sobie. Nie pozwól się wpędzić w poczucie winy, że wyjechałaś, zwłaszcza, jeśli robisz to, aby utrzymywać rodzinę. Jeśli Twoja praca jest jej potrzebna rodzinie, nie zamartwiaj się, że ich "opuszczasz". Niewiele osób może mieć i czas dla bliskich, i środki na ich utrzymanie. Nie jest Twoją winą, że musisz coś poświęcić.

    Unikaj wejścia w rolę "bogatej cioci z zagranicy". Obecnie jednym z  głównych problemów polskich emigrantów zarobkowych jest... trudność w sprostaniu oczekiwaniom materialnym rodziny. Wiele osób wyobraża sobie, że taka osoba zarabia krocie i domaga się od niej dużych nakładów finansowych, nie biorąc pod uwagę choćby tego, że za granicą koszty życia są wyższe. W takiej sytuacji najlepiej od razu wytłumacz, że nie zarabiasz milionów, a przy tym ponosisz większe niż w Polsce koszty, nie możesz więc pozwalać sobie na szaleństwo.

    Jeśli pozostaniesz w kontakcie z ważnymi dla Ciebie osobami, zadbasz o sprawy, które mogłyby cię niepokoić i potraktujesz wyjazd jako nowe doświadczenie, zobaczysz, że to wcale nie jest straszne.

  • Ja pierwszym razem się tak nie stresowałam co teraz. Jestem drugi dzien i mnie to przeraża , kurde co jest ?! Też tak miałyście lub macie ?
  • To. Już jest moja 4 sztela i chyba jak wszystkie tutaj denerwuje się przed pierwszym razem,tak bardzo że aż żoładek mnie boli,ale wmawiam sobie że będzie dobrze i jak do tej pory jest dobrze,oby tak dalej.
  • Jestem u nowej rodzinki juz 3 tydzien , ale nie czuje sie tu dobrze . Pewnie ze wzgladu na charakter zony podopiecznego. No coz pozyjemy zobaczym . Moze sie ulozy i nie bedzie tak zle .
  • Ja jak zajechałam to,było ok ale w nocy mnie taki strach obleciał że se nie dam rady ,jeju wiadomo pierwszy raz nie wiem co do czego [zmienniczka mi wszystko pokazała] tak się bałam ze myślałam że zawału dostane .teraz się z niektórych rzeczy sama śmieję strach ma wielkie oczy to prawda
  • Ja u swoich siedzę 4 tydzień jestem tu pierwszą polką i też nie jest za fajnie bo bacia nie chce tu nikogo bo oni dadzą sobie sami radę a ta polka to tu nie ma co robić. a znowu dzieci chcą żeby ktoś był bo dziadki nie dają sobie rady. ale wczoraj sukces babcia powiedziała do swojej koleżanki dobrze że mam tutaj Joane to mi jest lżej....Może i twoja zołza się przekona do ciebie...

  • U mnie każdy wyjazd wiązał się z ogromnym stresem.Zawsze najgorsze były pierwsze dni zaraz po przyjeździe.To jak trzeba było się przestawić na inną sytuację, rodzinę ,język. Za każdym razem czułam się rozdarta między domem w Polsce a pracą tutaj, ale z czasem przychodziło przyzwyczajenie i zawsze jakoś dałam radę.Wszystkie Panie więc głowa do góry! Będzie dobrze!Dacie radę. Wymądrzam się,bo na razie siedzę jeszcze w domu i czekam na ofertę ale już niedługo będę przeżywać pewnie to samo i też się będę pocieszać.
  • W początkach mojej pracy kazdy wyjazd bardzo przeżywałam.Teraz już zero stresu.Nie wiem chyba sie uodporniłam.
  • Moj pierwszy wyjazd tez obfitowal w stres,ale po przyjezdzie bylo ok.Trafilam na swietnych ludzi,mialam super warunki.Po dwoch tygodniach mialam takiego dola,ze ryczalam 2 dni...ale jakos sie wzielam w garsc i dotarlam do konca bez uszczerbku na psychice.Pozniej jechalam w nowe miejsce i znowu swietni ludzie,fajne miejsce i bezstresowo.....po 2 miesiacach jechalam na miesiac zastapic kolezanke..... to co tam przezylam to tylko ja i Pan Bog wie..... podopieczna agresywna,musialam w nocy zamykac sie w pokoju.W lodowce tylko swiatlo i corka podopiecznej alkoholiczka....dobrze,ze to byl tylko miesiac......
  • Nie wiem dlaczego,ale ja sie nigdy nie stresuje nowymi miejscami.Bardziej jazda w busie,bo dlugo i niewygodnie.Wychodze z takiego zalozenia,ze nikt mi w nowym miejscu glowy nie urwie,nie pobije.A z kazdym idzie sie dogadac.Jak bedzie zle to najwyzej zmienie miejsce i tez sie nic nie stanie.Te wyjazdy to juz rutyna. Takze !! Opiekunki(owie) wyjezdzajacy pierwszy raz,nie ma co sie bac,myslmy o tym tak: fajnie ,ze mamy prace,znamy jezyk,inni czekaja a nam sie udalo i jestesmy w drodze po przygode i dosiadczenie.A potem to juz tylko lepiej bedzie :-)))No i pomyslmy,co za te kase juz za 2-3 miechy kupimy nie?
  • Ja też już się nie stresuję. Denerwuje mnie podróż bo daleko i niewygodnie. Najlepiej się teleportować. Pierwszy wyjazd był dla mnie trudny a później to już z górki. Przełamałam się językowo, nikt mnie tu nie pogryzł itp. Szkoda zdrowia na stres, po co. Pracować i tak muszę.
  • Stresa mialam tylko za 1szym razem ale za to gigantycznego!!!!Wysiadłam w nocy z busa,zima...stanęłam pod domem ,zapalilam i myslę - cos ty Katarzyno wymyslila najlepszego?!Ja chce do mamy!!!!!!Ale sie potem okazalo ze bylo nawet niezle jak na 1szy wyjazd.Tak wiec dla wszystkich "świeżynek" - nie bójta sie kobity!Stres ma wielkie oczy:) Jak juz poszły pierwsze koty za płoty to stres zaginął bezpowrotnie.I tak jak wiekszosc ,wkurza mnie tylko dojazd,zawsze za długi.Ja tylko 10-12 godz i włos mi sie na głowie jeży jak słucham ile godzin jeżdża inne kolezanki!brrrrr
  • Ja jadę po raz drugi i stresuję się bardziej niż za pierwszym razem.Pierwszy raz trafiłam fatalnie(oferta nie zawierała wszystkich danych jakie zastałam na miejscu).Właściwie nie chodziło nawet o pracę bo nauczyłam się tych nowych dla mnie czynności,które trzeba było zrobić przy pacjencie,a które wcześniej robiły pielęgniarki,ale o zachowanie żony podopiecznego wobec mnie. Chciałam wcześniej zjechać,ale powstrzymywały mnie koszty,którymi straszyło biuro pracy za zerwanie umowy. W ostateczności wytrzymałam te dwa miesiące,a i tak obciążyli mnie za powrót (tak sprytnie zakamuflowana była ta informacja). Boję się teraz,a jechać muszę bo za coś żyć trzeba i kupić opał na zimę. Co prawda z innego biura,ale podopieczny jest leżący i żona z demencją,no i ta trauma z poprzedniego miejsca.
  • Ja stresa przed pierwszym wyjazdem miałam takiego sobie, za to w busie giganta. U mnie w ogóle to poszło szybko od podjecia decyzji o wyjeździe, kurs z UP, po kursie na trzeci dzień oferta pracy i wyjazd. Jak podjechaliśmy pod dom, to myślałam, ze że ze strachu nie wysiądę. Na szczęście wyszedł siwy pan, bus /wysiadałam jako druga/, stwierdził że dawno nie widzieli tak symaptycznego pyska i mieli rację!!!! Miejsce super.
  • Lecia35 - w Niemczech też są Ludzie i ludziki. Czasami przypadek wydaje się trudny - a trafia się na fajnych ludzi i...luzik. Bierz ze sobą lapka i zadbaj o internet - dla mnie to podstawa mojego zdrowia psychicznego. Jak będziesz miała kontakt ze swiatem i zostaniesz na naszym forum - nie będzie źle. Tutaj zawsze znajdziesz dobre słowo i wiele pożytecznych porad. Można stworzyć swój własny, mały świat - i zawsze da się przeżyć. Powodzenia, trzymam kciuki. Napisz, jak trafiłaś. Kiedy wyjazd?
  • Lecia,ja jestem po raz pierwszy na stelli,stresa mialam takiego,,ze od glupiego wyrazu twarzy i przyklejonego usmie hu bolala mnie szczeka,bo wszystko we mnie krzyczalo- hce do domu! Z czasem minelo,chociaz zdaza mi sie ryczec,jak juz zamkne sie u siebie,ale zawsze wiem po co tu jestem i ze czekaja na moj powrot,to pomaga. Napisz,jak sie rozpakujesz,trzymam kciuki:-)
  • Przyłączam się do Benitki. Ja od razu powiedziałam, że bez lapka nie pojadę. Przed wyjazdem przerobiłam całe to forum i wiedziałam jakie to wsparcie psychiczne - kontakt ze światem i rodziną przez Skypea. Na szczęście się tak złożyło, ze córcia w Irlandi jakiś czas temu wymieniała sprzęt i przysłała mi swojego starego lapka i kasę z zakup sticka w DE. Doszedł 3 dni przed wyjazdem. Na miejscu okazało się , że mam takie szczęście , ze jak się zapytałam czy jest tu internet, to dziadek pokazał mi ze on korzysta ze sticka, a na drugi dzień pojechał ze mną kupić i zapłacił za mnie. Powiedział, ze to prezent dla mnie i nie chce kasy. Jestem tu m-c i nie wyobrażam sobie bez neta, choć mam TV z odtwarzaczem DVD, 4 polskie kanały i bezpłatny telefon na stacjonarne. Ale net to net. Tak jak Benitka pisze są ludzie i ludziki , ja mówię ludzie i parapety.
  • Ja stresa nie miałam przed wyjazdem. Jestem zawsze otwarta ma przygody. Szybka decyzja i szybki wyjazd - po tygodniu od zgłoszenia się do firmy byłam juz w Niemczech. No i dostało mi się. Za brak stersu przed wyjazdem płacę codziennym stresem z borykaniem sie z moją podopieczną..... a zostało mi jeszcze tak dużo tej mordowni - do konca sierpnia.
  • Tez mialam stresa...wielgachnego. Ale jeszce wieksza byla desperacja. Czulam sie ze za mna jest pole minowe. chocby nie wiem co nie moge wracac. Paskudne uczucie. Na szczescie trafilam na w miare normalnych ludzi, kochana babuszke ( tyla ze wiecznie z biegunką) ale to pikus byl. Za trzecim razem miala dementke, totalna pląsawica w dzien i w nocy...a jechalam bez stresa juz. Ja nie mowie tu o panice przedwyjazdowej. Te to mam nawet jak do mamusi jade sobie, na wczasy, gdziekolwiek...ale to inne uczucie.
  • Za mną też jest pole minowe, więc stres wobec wyjazdu czy zmian jest niczym. Stosuję poza tym 3 proste zasady, które bardzo ułatwiają pobyt: 1/ nie jeżdżę do małżeństw 2/ mówię jasno i grzecznie jak coś mi nie pasuje oraz słucham uwag drugiej strony 3/ nie biorę miejsc bez dobrej woli w kwestii internetu Polecam!
  • Jak mam stres to jestem zdrętwiała, tak jakbym miałam znieczulenie ... Niby nic się nie zmienia, a jednak nie jest to stan normalny ani przyjemny ... W Niemczech jestem non stop w takim stanie ... Mało co mnie tam wyrywa z odrętwienia .... Muszę zacząć przyswajać sobie zasady Romany ....
  • Bardzo madre tu słowa padają to forum jest naprawdę super jak sobie poczytam to odrazu jest mi lepiej . Jestem w czwartym miejscu dwa nie udane wyjazdy z pierwszego miejsca wyjechałam po dwóch tyg., jak dziadek zaczoł wydzierać się na mnie to powiedziałam stop to nie obóz tylko praca i nie życze sobie tzn.zgłosiłam to firmie a syn sie obraził i zerwał umowę sugerując że moj niem. jest b.słaby no i pojechałam do domciu a za 2 tyg. nie zrażając się pojechałam znowu w nowe miejsce tym razem do babci tez b.wrednej ale rodzina była ok. i bardzo mnie wspierali .Ale jak pomyślę teraz o tamtej babci i porównam z obecna to myślę ,ze szkoda zdrowia dla wrednych niemek ,bo jednak są inne ale nigdy nie wiadomo na kogo się trafi ale stres mam zawsze ale najgorzej jest pierwszy raz no i ten język jak już się trochę lepiej rozumie to jest lżej .
  • Przy moim pierwszym wyjeździe miałam takiego stresa , że dostałam dosłownie ataku bólu żołądka ,wątroby w trakcie jazdy na lotnisko. Byłam w pewnym momencie gotowa jechać do szpitala a nie na lotnisko. Dopiero po godzinie wszystko było ok i jeszcze pomogłam jednej babce w samolocie bo panicznie bała się latać , Więc przez całą podróż zagadywałam ją i opowiadałam totalne bzdury. po wylądowaniu bardzo mi podziękowała.
  • Dziewczyny ja wracam do dziadków za miesiąc i już mam stresa że znów muszę jechać,ale podjełam się tej pracy i muszę ją wykonać.
  • Świeta prawda musi być laptopek chociż słaby necik ale na forum da się radę od czasu do czasu wejść i jak jest dół można go wyrównać .
  • Oj kulka:):)...jak bym śmiała Ci nie pokazać:):)....teraz pewnie czujesz się znakomicie?
  • Teraz z tych rzeczy to się śmieję ale widziałaś jaka obsrana byłam  hihihih
  • Ja mam tak ,ze na stres reaguje niejedzeniem-a że od dawna już go nie mam to......se dośpiewajcie:):):):)
  • ja tam zawsze na "biegunie" jade do de. Znaczy w domu jeszcze "biegun" ale stoperany zawsze mam pod ręką :))) Nie jest to miłe uczucie jak bulgoce w brzuchu :(((
  • Oj widziałam,teraz to lajcik hehe:)
  • A mnie jak cos zdenerwuje,to musze sie wygadac i mi lepiej. Wyjazdy do DE wcale mnie nie stresuja,nawet uskrzydlaja. Najlepiej lubie jezdzic w calkiem nowe miejsca. W autobusie sobie mysle. Komu tym razem potrzebna jestem i z jakimi ludzmi przyjdzie mi pracowac. Jak mi pasuje to dobrze,a jak nie,to sobie tak robote zorganizuje,zeby mi pasowalo. Polecam :-)))))
  • Ja sie teraz już nie stresuję. Mam podobne podejście do pobytu i pracy w DE jak Andrejka. Jak pasuje to ok a jak nie to robię wszystko, żeby pasowało. Haha, to się da zrobić. No skoro mam być jakiś tam czas, to warto sobie ułożyć wszystko. Nawet w trudnej sytuacji. Przecież DE to nie koniec świata ;-))
  • Moj "pierwszy raz" - jechalam zima, jako pierwsza, na nowe miejsce - nie wiedzialam nic... Ale zacisnelam zeby, powiedzialam sobie co ma byc to bedzie. Mialam komfortowa sytuacje - jechalam pod Hamburg, a w HH odbierala mnie moja starsza corka. W duchu mowilam sobie, jak bedzie zle, to do HH mam blisko. Jakos poszlo. Teraz sie nie stresuje, lubie, jak Andrea nowe miejsca i nowych ludzi.
  • Bardzo fajny topik. Czytając wasze wypowiedzi odnalazłam wszystkie te emocje, które i mnie zawsze towarzyszą. Strach, ale i ciekawość, stres, biegunka ale i nadzieja na to,że może tym razem dobrze trafię.... nadzieja niestety najczęściej płonna, ale sam fakt tej nadziei jest fajny. To jak wysłanie kuponu totka i oczekiwanie,że może teraz trafi się szóstka lub choćby piątka. Ten okres, kiedy się czeka na wyniki z nadzieją ,jest super. To samo mam z wyjazdami. Ciągle czekam,że trafię na sztelę idealną i wiem,że to możliwe, bo już kiedyś na takiej szteli byłam. Praca tam była ciężka,. ale czułam się tam niemal jak w domu, wracałam tam z uśmiechem i traktowana tam byłam jak człowiek pełnowartościowy a nie maszyna do roboty z Polski. Każdy nowy wyjazd napawa mnie nadzieją,że cos podobnego jeszcze mi sie trafi. Na razie nici z tego, ale kto wie? :)
  • Myślę, że dobra znajomość języka trochę uwalnia ze stresu.... Jednak jest w głowie "jakoś się dogadam...". Jeszcze mam za słaby język żeby wyjeżdżać bezstresowo ... Ale ile mnie to kosztowało (stresu), często-gęsto wiem dopiero po powrocie do Polski jak mnie wszystko puszcza ....))))
  • Pamietem moja mame jak pracowala. jez.prawie nie znala. Ale ona miala stres,nie z powodu pracy,ale wlasnie z powodu zwyklych nieporozumien. Syn podopiecznego byl ,,do rany przyloz",ale mama czesto jakies slowo zle zrozumiala,reszte sobie juz sama dopowiedziala i chodzila potem zdenerwoana,myslac,ze syn powiedzial cos zlego na temat jej i pracy. Ze slabym niemieckim,bardzo latwo nakrecic sie na zle mysli i bezpodstawne pretensje.
  • Przelalam moje lenistwo, poczytalam posty wstecz, hmmm, ile plusow przyznalam po drodze!!! Dobrze zrobic cos dobrego tak z rana, oprocz mojej podopiecznej umilic zycie oczywiscie! Romano, kto ma jezdzic do malzenstw? Takie potyczki slowne wzbogacaja jezyk, czas predzej mija, tyle pozytywow a i tak nikt nie chce skorzystac. Milego dnia !
  • No ja się tam nie nakręcam, naa tyle kumam, że wiem co sie dzieje ...a po dwóch tygodniach ze mną też wiedzą kim jestem ... Zresztą gadam, na zasadzie " moja kochać twoja", ale gadam ... w sytuacjach wątpliwych słownik w łapkę i palcem pokazuje... Ale do wyżyn intelektualnych to mi daleko ... I jeszcze może się trafić jakiś głupi gest... Kiedyś pokazałam na terenie byłego NRD naszą "figę", a u nich to było zaproszenie do czułego sam na sam ... Figę pokazałam w towarzystwie, więc pan się grzecznie mnie zapytał czy  o niego chodzi..?..Jak zajarzyłam to zrobiłam się czerwona jak piwonia - ale teraz wytłumacz, że w Polsce jest akurat całe odwrotnie jak masz niewiele więcej ponad "ani be ani me"...))))
  • Ja za figę w NRDówku dostałem w  jak to się mówi w pysk,ale to były lata 70 ubiegłego wieku
  • Nowadanuto,o tej fidze nie miałam pojęcia,no dzięki,że ostrzegłaś.Nie chcę nawet myśleć,co mógłby oznaczać gest Kozakiewicza...he,he
  • Niemka biła Polaka ....? Przecież one tam drzwiami i oknami  do naszych.... może mężatka była? U mnie to był dokładnie 1977 rok...))))
  • Ja wolę nie dociekać.... Może komuś innemu to się przytrafi..... hihihi)))))
  • Oj tam zaraz biła,może jakaś prosta dziewczyna,a to takie końskie zaloty...
  • To był rok 1973 Festiwal Młodzieży i Studentów w Berlinie,To była działaczka FDJ,była znacznie starsza,zapewne również i mężatka
  • No to już cos tłumaczy... bo ja nie zauważyłam  żeby one Polakom mówiły nie.... przepraszam bo zaczęłam podejżewać, że coś z Tobą nie tak  hihihi))))))
  • Tak se pomyślałam,że działaczki FDJ mogą nie panować nad odruchami,chociaż ani jednej w zyciu na oczy nie widziałam...;-)).
  • A ja na meczu naszej druzyny z dederowcami darlam sie na Cale gardlo :komm nach hause kinder machen !!! Mielismy w klasie takiego przerosnietego (4 lata byl od nas starszy)miglansa-dowcipnisia, powiedzial zebysmy krzyczaly tak do pilkarzy z Niemiec, ja chyba darlam sie najglosniej, nie rozumiejac co znacza te slowa. Taka siara.....
  • Tina , a ja sobie pomyślałam, że właściwie miałam szczęście - przecież też mogłam dostać po ryju .. hihihi))))
  • Jasne że nie odmawiały,a szczególnie jak się miało przywieszke PRESS
  • Tam byla moda na obcokrajowcow, obojetnie jakie kalesony, skosnookie, czy brazowe, szly z kazdym jak w dym. Ploretariusze wszystkich krajow socjalistycznych laczcie sie !!! To sie laczyly.   Pamietamietacie te wyjazdy na zakupy do DDR-u?
  • Ja tam wtedy wtedy byłam przez parę miesięcy - po maturze z jeszcze trzema koleżankami załatwiłyśmy sobie pracę w niemieckiej cukrowni (na sezon).... Przeżywałyśmy szok kutury seksualnej ..... polskie wychowanie było jednak inne.... hihihi . Takie cztery szare gąski...hihihi  A w sklepach.... wydawało się, że towar wylewa się na ulicę .... myśmy chyba wtedy mieli kartki...)))

15 użytkowników online

  • Malgi
  • Geronimo
  • Damessa
  • Barbara niepowtarzalna
  • michasia
  • Barbara48
  • aniao
  • Ann1967
  • poznanianka1
  • apt.arbeit
  • ewa59
  • Kalinak
  • 74Sandra
  • mariolinda
  • wronawrona

Reklama