Ja nie mówię, że nie jest piękne.., ale żeby zostało piękne to musi dać sie to przenieść... Inaczej zostanie pod ziemią... :-(
A jezyk to wiadomo, nie proznuje
Ja nie mówię, że nie jest piękne.., ale żeby zostało piękne to musi dać sie to przenieść... Inaczej zostanie pod ziemią... :-(
Droga Hawano, w odniesieniu do branży opieki oraz kobiet, taki jestem i pewności nie mam, kiedy to ulegnie zmianie.
Gero to jest blog Danusi całkiem Nowej. Nie brudź jej. Bo weżmie gumkę i wszystko zmaże :tak:
To moja mala dygresja, przeciez wiesz, ze szukam archeologa do pary:-)
A jezyk to wiadomo, nie proznuje:oczko:
To jeszcze raz... :-) Jest w naszym języku dzwięk "hy"... to słowo wypowiadamy do dziecka gdy ostrzegamy go przed skutkiem dotknięcia się do czegoś co parzy ... Ten dzwięk, to słowo zawiera wszystkie słowa dotyczące oparzenia i to każdego stopnia, a także obraz cierpienia z tym związanego... Hy to głos, który rozchodzi się na wiele słów.., ale kazde z nich jest wtórne ... i nie chodzi o to żeby istnialy słowa wtórne, ale o to żeby wreszcie zapisać głos "hy" i żeby mógł działać jako słowo, czyli powodować natychmiastową reakcję. Czyli słowa wtórne musza się zejść i wrócić do "hy"... Jak bedziemy szukać w jakimś już wygaslym języku to pominiemy słowa, które funkcjonują... Mózg ma swoją pojemność... Dla mnie to jest logika, a język w gębie to bagnet (to słowo jakby najbardziej mi współgra), czyli jakiś mechanizm likwidujący by nie dochodziło do pomieszania języków.))))
Danusiu Nowa, czy ja Ci już mówiłam, że uwielbiam Twoje interpretacje :lol3: Jota mnie zachwyciła i w ogóle Twoje podejście do języka polskiego i jego zgadek również. No ale teraz to postawiłam oczy w słup :lol3::lol3: Nigdy nie słyszałam, żeby do dziecka w takich sytuacjach mówić "hy". U mnie się mówi "ziazi" :lol3:
No ale co kraj to obyczaj. Czy mogłabys specjalnie dla mnie zinterpretować semantykę tegoż urokliwego "ziazi"? Acha, a pod Łodzią to się mówi w takich sytuacjach "si". To tak na marginesie :-), żeby do tematu nawiązać.
Danusiu Nowa, czy ja Ci już mówiłam, że uwielbiam Twoje interpretacje :lol3: Jota mnie zachwyciła i w ogóle Twoje podejście do języka polskiego i jego zgadek również. No ale teraz to postawiłam oczy w słup :lol3::lol3: Nigdy nie słyszałam, żeby do dziecka w takich sytuacjach mówić "hy". U mnie się mówi "ziazi" :lol3:
No ale co kraj to obyczaj. Czy mogłabys specjalnie dla mnie zinterpretować semantykę tegoż urokliwego "ziazi"? Acha, a pod Łodzią to się mówi w takich sytuacjach "si". To tak na marginesie :-), żeby do tematu nawiązać.
Stworzymy slownik jezyka dzieciecego. Danuta nas zainspirowala.
W moich rejonach"gorace" to "gaga".
Ja moich dzieci tego nie uczylam, bo nie mialo dla mnie sensu.
A trzeba bylo, Lady Gaga mnie przekonala:-)
Hy to może wschodnie... moja mama emigrowała ze wschodu. Mieszkam na terenach, na które przenieśli się dawni wschodniacy... i nie znam ziazia... :-) Nie lubię poszerzać swojej wiedzy o to z czym nie przyszłam na świat, ale poniewaz mam na celowniku literkę "z" to może mi cos sie wstrzeli... Dedukuję, że poruszanie się głosu "ziazia" jest bardzo podobne... :-)
Danusia, wschód może być różny: wschód słońca, TV Wschód, Daleki Wschód, Bliski Wschód, Dziki Wschód :lol3: :lol3: i normalny Wschód, z którego ja pochodzę od urodzenia, ale jak żyje na tym moim Wschodzie nigdy nie spotkałam się z tym "hy" w takim kontekście. Chyba to jednak niekoniecznie od nas się wywodzi. :-) Musisz koniecznie badania przeprowadzić. Co Ty na to? Hy??? :lol3: