01 listopada 2017 14:30 / 3 osobom podoba się ten post
AlinaOkazało się, że dojazd do Ahorn to żadna filozofia. Wystarczy dojechać do centrum i tam przesiąść się na inną linię. Miły pan kierowca powiedział mi ile przystanków mam jechać i jak nazywa się ten, na którym powinnam wysiąść. Próbowałam dowiedzieć się tego od Turczynki siedzącej na przystanku ale ta pokazała mi tylko palcem na tablicę odjazdów. Tak sobie na nią popatrzyłam i pomyślałam, że jeszcze nie tak całkiem dawno moja znajomość języka była podobna do jej. Jednak zrobiłam duży krok do przodu. Obejrzałam sobie pałac, który był celem mojej wyprawy i po dojściu do wniosku, że po cudach architektonicznych Coburga nie zachwyca wróciłam ponownie do miejsca, z którego przyjechałam. Niemcy są narodem logicznym. Pięknie tutaj wszystko funkcjonuje więc jeśli spotykam się z brakiem logiki to moje zdziwienie sięga zenitu. Ale do rzeczy. Niedawno kupiłam sobie kartę sześciokrotnego przejazdu, za którą zapłaciłam 7,50 euro. Ostatni przejazd zużyłam na dojazd do Ahorn. Wracając kupiłam nową kartę ale ta kosztowała już 9 euro. Dlaczego? Pan wytłumaczył mi, że Ahorn to jest druga strefa. A przepraszam bardzo, jak jechałam do to był w pierwszej strefie? No cóż. Dyskutować nie było sensu więc rada nie rada wysupłałam 9 euro. Pałac w Ahorn jest w siedzibą prywatną i nie jest udostępniany do zwiedzania. Miałam jednak szczęście bo w środku coś remontują i brama była otwarta. Nie byłabym sobą gdybym jej nie przekroczyła. Posiadać pałac to jedno ale mieć pieniądze na jego utrzymanie to już inna sprawa. Pochodziłm po wewnętrznych dziedzińcach, zrobiłam parę zdięć i temat Ahorn uważam za zamknięty. Gdy wysiadłam na starówce doszłam do wniosku, że nie ma sensu wsiadać ponownie do autobusu bo o wiele fajniej będzie przejechać się kolejką turystyczną do Veste Coburg, a stamtąd spacerkiem przez las wrócić do miejsca mojego tymczasowego zamieszkania. Uwielbiam te małe śmieszne kolejki i jak mam okazję to zawsze funduję sobie przejazd w tych podskakujących na wszelkich wertepach wagonikach. Ludzie mają różne zboczenia. Ja mam akurat takie, w sumie niegroźne.

Alinka, aż mi sie łezka w oku zakręciła.... To moja była droga do Edeki i chodnik, po którym kilka razy w tygodniu latałam z kijkami (miałam stałą trasę)... Szkoda, że nie kopnęłaś sie na cmentarz, a miałas do niego z pod tego zamku coś około kilometra. Obok tego zamku kościół ewangielicki - zawsze otwarty, też bardzo ciekawy wystrój i choć wygląda zupełnie inaczej ponoć równie stary jak ten zamek. Dzięki za foto...))))