27 sierpnia 2014 18:48 / 9 osobom podoba się ten post
Czytałam, że Mycha z Arabrabką "w domu" ubolewały na czających się za krzakami, to postanowiłam krotko opisać moją obecną stellę. Nie jest to skarga, broń Boże, ani złośliwość a moje obserwacje.
Mam pana leżącego, dość ciężkiego, radzę sobie w miarę bo pan bardzo mnie polubił i zaakceptował i współpracuje. Na tyle na ile może, bo ośrodek mowy ma uszkodzony. Ale nie jest złośliwy ani nie utrudnia, przeciwnie - do rany przylóż.
Pomijam fakt, że firma podała mi nieścisłe informacje (łagodnie mówiąc). 5 razy dziennie przewijanie i mycie sama. Nie przychodzi Pflege, żona pana mimo że 17 lat młodsza (po 50tce) nie pomaga w niczym.
I teraz moje obserwacje: córki nastoletnie w ogóle do taty nie zaglądają. Żona "ucieka" z domu. Pan słucha audiobooków, najchętniej kryminałów. Jego przyjaciele odwiedzają go każdego dnia po poludniu; rozmawiają z nim (monolog raczej), czytają, wspominają. Żona nie. Przychodzą fizjoterapeuci i logopeda.
Staram sie być na kazdej stelli chłodna emocjonalnie, żeby też chronić siebie i swoją psychikę, ale tutaj mimo woli mam dla niego dużo serca. Jest mi go szkoda. Że żona i córki tak postępują. Na zdjęciach sprzed choroby widać jak on na nie patrzył z miłością, że dobry człowiek jest, że oddałby wszystko dla ich dobra i wygody. Wnioski nasuwają się same...
Kolejna sprawa: baląganiarstwo 3 pań. Mama nie nauczyła sprzątać po sobie. Kuchnia każdego dnia wyglada jak po tajfunie. Zostawiam to jak jest, bo ja sprzątam po swoim gotowaniu i nie mam płacone za sprzątanie po córkach. Czekam kiedy żona odezwie się, ze nieporządek, to uprzejmie ale twardo powiem co mam w kontakcie.
Pan był kardiologiem kochanym przez pacjentów i kolegów z pracy...
Na przykłąd mnie serce się kraje, gdy widzę "życie rodzinne" z bliska...