Dzień doberek!
Słoneczko nieśmiało wygląda zza chmur... córka z mężem odstawiona na dworzec... Panna drzemie po śniadanku, czekając na pielęgniarkę... a ja rozkoszuję się błogim spokojem bez ciągłego trajlowania... powolutku, pomalutku nauczymy się z Panną odnaleźć w nowej sytuacji...
czytałam wypis ze szpitala i jest naprawdę nieciekawie... oj szkoda mi kobiecinki...
mam nadzieję, że dziś uda mi się wyskoczyć na kawkę z kumpelką, chyba że Panna wpadnie w panikę...
Czy któraś miała taką sytuację, że podopieczna była sprawna, ale nagle stan się pogorszył i bała się sama zostać? Co robiłyście w tej sytuacji? Wychodziłyście?
Córka powiedziała, żebym wychodziła na dwie godziny po obiedzie jak zawsze, ale też nie chcę od razu Panny zostawiać, tylko stopniowo ją przyzwyczajać do tego, że zostaje te 2 godz. sama... zresztą nie jestem do końca przekonana, że córka chce abym wychodziła... powiedziałam jej jednak, że nie wyobrażam sobie zamknięcia z Panną w chałupie... zresztą na zakupy czy po receptę muszę wyjść, więc i tak musi zostać chwilę sama...
w tym tygodniu będzie przedstawicielka hospicjum i zespoł opieki paliatywnej to zapytam co mam w takiej sytuacji robić i mówić... mam nadzieję, że oni mi doradzą i z Panną też porozmawiają...
Miłego i słonecznego dnia! W tym tygodniu ma być już w miarę cieplutko! Oby!!!!!!!!