Wyłowione z sieci 2

19 marca 2015 22:20 / 6 osobom podoba się ten post
Salazar, jak raz się wetnę z kopyta, co kiedyś robiłam dość często... Po przeczytaniu całego artykułu i nie tylko tego (żeby nie było - interesowało mnie co w tym kierunku nasz "wspaniały" rząd uczyni) stwierdziłam że zmierzamy do autodestrukcji. Ale NIE dlatego że musimy wysłać do szkoły sześciolatki, tylko dlatego, że zatracamy to co jest głównym napędem człowieka do życia, do pracy, do zakładania rodziny... System, system, system... Jak to możliwe by system decydował o tym co jest dla dzieci najważniejsze, najlepsze, jak system może ocenić dzieci lepiej niż rodzice, którzy z nimi są cały czas i znają je przecież najlepiej, jak można rodzicom odbierać możliwość kierowania swoimi dziećmi...
Historia kołem się toczy i te same zakręty obiera, zmienia się jedynie czas. Obyśmy nie żałowali tego co sami sobie w gruncie rzeczy szykujemy.
I nie mam na myśli nas, szarych zwyczajnych ludzi, bo nie my piszemy idiotyczne ustawy...
20 marca 2015 07:06 / 2 osobom podoba się ten post
Leni, mam wrazenie, ze nie bardzo wiesz o czym mowisz... Jaki rodzic jest z dzieckiem caly czas? Bezrobotny co najwyzej. Inni pracuja i nie maja za bardzo czasu na spedzanie konstruktywnie czasu z wlasnym dzieckiem. Mam dwojke maluchow. Tu w DE. Chodza oboje do przedszkola i spedzaja tam 42h w tygodniowo. Myslisz, ze wiem co moje dzieci potrafia a czego nie? Ze jak wracaja z przedszkola, a ja z pracy to mamy jeszcze sile na jakies testy, zadania logiczne czy cos w tym stylu? Myslisz, ze to ja z nimi siedze i je ucze? Owszem bawimy sie, ale to jest wszystkiego z 45 min dziennie(a teraz nawet mniej, bo pogoda ladna i szkoda w domu siedziec) I w tym czasie dowiaduje sie czego w przedszkolu sie nauczyly(albo i nie, bo przeciez nie wszystko musza mi opowiadac)Dlatego musze zaufac ich wychowawcom w przedszkolu. I dlatego tez bede pozniej musiala zaufac fachowcom, ktorzy sprawdza testy rozwiazane przez moje dzieci. Acha, zeby nie bylo. Mam prawo decydowac kiedy pojda do przedszkola. Oboje urodzili sie w drugiej polowie roku, wiec prawo posiadam. Synek pojdzie jak bedzie mial rocznikowo 7. Bo bedzie mial lepiej opanowany jezyk. Corka...jeszcze nie wiem. Raczej jak bedzie miala 6, bo to bardzo zdolna bestia i widze, ze zaczyna sie juz w swojej grupie w przedszkolu nudzic. A zeby pojsc do nastepnej musi skonczyc 3 lata, czyli musi poczekac 4 miesiace.
20 marca 2015 12:00 / 3 osobom podoba się ten post
moncherie, wiem o czym mowie. Temat byl o polskich dzieciach, a tam sa jeszcze babcie, dziadkowie, niepracujace ciotki i matki, inny swiat niz tutaj. Ty jestes w innej sytuacji, Ty jestes tu sama z dziecmi i mozliwe, ze nie wiesz na co Twoje dzieci stac, bo musisz pracowac, aby je utrzymac. Nie powiesz mi jednak, ze nawet ten czas, ktory im poswiecasz,nie pozwala zaobserwowac na jakim poziomie sa Twoje dzieci. Zabiera sie tym dzieciom dziecinstwo , ktore i tak nie jest juz latwe. Politycy chca , aby te dzieciaki kiedys o rok wczesniej zaczynaly prace. Jaka prace oferuje polski rzad? Nie chce mi sie o tym pisac, Politycy pisza nasze zycie. Nie dziwie sie rodzicom, ze protestuja. Przepracowalam w szkole 18 lat, wiem co pedagodzy na ten temat mowia.
20 marca 2015 12:39 / 10 osobom podoba się ten post
Dawno temu wyrslam " z dzieci ", inne byly to czasy . Wracajac z pracy zbieralam swoja trzodke , dwoch starszych synow sami sie " zbierali " , ale najmlodszego synka odbieralam z przedszkola , corke od babci , bo za mala na przedszkole byla - wtedy trzeba bylo miec ukonczone 3 lata . W domu szybko gotowalam podszykowany poprzedniego dnia obiad , starsi w tym czasiew bawili sie z mlodszymi ... pozniej wracal man z pracy ( o ile nie mial 24 godz. sluzby ) - on zajmowal sie maluchami , ja ze starszymi siadalam do " lekcji ", pilnowalam , jak trzeba bylo cos wytlumaczyc - pomoglam ..... Nie gniewajcie sie , ale czasem mysle , ze kiedys matki byly " obrotniejsze " . Tez chodzilam z dziecmi na spacery , do zaprzyjaznionych rodzin z dziecmi z moimi i odwrotnie , bawilam sie w rozne " uczace " gry .... W dzisiejszych czasach juz bym taka obrotna mataka chyba nie byla , bo dzis mamy komputery , internety i dla nich musimy miec czas a dzieci ? Nooooo ! przeciez sie nimi zajmujemy , odbieramy z przedszkola , ze szkoly , zawozimy badz odprowadzamy na dodatkowe zajecia , dajemy jesc ...... A ! tak mnie jakos wzielo , nie obrazajcie sie na mnie za slowa , ktorych uzylam , ale smieszy mnie czasem to jak piszemy ; " a kiedy mamy mic czas dla dziecka , przeciez pracujemy , dzieci w tym czasie sa w szkole , przedszkolu , zlobku a pozniej to tylko nakarmic , poglaskac po glowkach , wykapac i polozyc do lozek ....i .....oddychamy z ulga , spia -komputer juz jest tylko dla nas !.... Mysle , ze gdybym dzis miala male dzieci i miala do dyspozycji komputer - pewnie tez bym przy nim siedziala i zerkala , czy aby sie nie pozabijaja : -))))
20 marca 2015 13:31 / 4 osobom podoba się ten post
Barbara niepowtarzalna

Dawno temu wyrslam " z dzieci ", inne byly to czasy . Wracajac z pracy zbieralam swoja trzodke , dwoch starszych synow sami sie " zbierali " , ale najmlodszego synka odbieralam z przedszkola , corke od babci , bo za mala na przedszkole byla - wtedy trzeba bylo miec ukonczone 3 lata . W domu szybko gotowalam podszykowany poprzedniego dnia obiad , starsi w tym czasiew bawili sie z mlodszymi ... pozniej wracal man z pracy ( o ile nie mial 24 godz. sluzby ) - on zajmowal sie maluchami , ja ze starszymi siadalam do " lekcji ", pilnowalam , jak trzeba bylo cos wytlumaczyc - pomoglam ..... Nie gniewajcie sie , ale czasem mysle , ze kiedys matki byly " obrotniejsze " . Tez chodzilam z dziecmi na spacery , do zaprzyjaznionych rodzin z dziecmi z moimi i odwrotnie , bawilam sie w rozne " uczace " gry .... W dzisiejszych czasach juz bym taka obrotna mataka chyba nie byla , bo dzis mamy komputery , internety i dla nich musimy miec czas a dzieci ? Nooooo ! przeciez sie nimi zajmujemy , odbieramy z przedszkola , ze szkoly , zawozimy badz odprowadzamy na dodatkowe zajecia , dajemy jesc ...... A ! tak mnie jakos wzielo , nie obrazajcie sie na mnie za slowa , ktorych uzylam , ale smieszy mnie czasem to jak piszemy ; " a kiedy mamy mic czas dla dziecka , przeciez pracujemy , dzieci w tym czasie sa w szkole , przedszkolu , zlobku a pozniej to tylko nakarmic , poglaskac po glowkach , wykapac i polozyc do lozek ....i .....oddychamy z ulga , spia -komputer juz jest tylko dla nas !.... Mysle , ze gdybym dzis miala male dzieci i miala do dyspozycji komputer - pewnie tez bym przy nim siedziala i zerkala , czy aby sie nie pozabijaja : -))))

Racja Abrabrasiu. Dodam jeszcze, że własnie rodzice są dla dziecka autorytetem, z nich dzieci biorą przykład i przyswajają sobie zasady.Szkoła nie pełni takiej roli wychowawczej jak rodzice.Od nich zależy, jakie dziecko będzie miało wpojone zasady, czy będzie miało poczucie wlasnej wartości, czy nie.Od nich zależy, czy pociecha będzie zdystansowana do np. prób złośliwej krytyki od niby przyjaznych osób.Od rodziców zalezy, czy dziecko będzie szukało akceptacji poza domem i przy tym być może wpadnie w niewłaściwe towarzystwo.Przykładów można podać wiele.
 
Tak na marginesie, to znam takie mamusie, nie bardzo "komputerowe", bezrobotne, a też tylko zerkną, czy dzieciątko aby jeszcze żyje na podwórku;))))
20 marca 2015 14:23 / 5 osobom podoba się ten post
Arabrab, tak jak pisalam moje dzieci spedzaja duzo czasu w przedszkolu. Wracaja po 17. Nim zjedza jest 18. O 20 ida spac. Czyli mamy 2 godziny na gry, zabawy, higiene... Nie jest to duzo czasu. I nie zawsze maja jeszcze sile by na wysokich obrotach funkcjonowac. Jak mam sama ocenic czy nadaja sie do szkoly? Wiem, ze np.kolega mojego syna pojdzie do szkoly pozniej, bo nie jest emocjonalnie na tyle rozwiniety. Wiedze odpowiednia posiada, ale emocjonalnie jest niczym przedszkolak. I to nie stwierdzili rodzice, bo przeciez dla rodzicow dziecko jest we wszystkim THE BEST, tylko psycholodzy. Moj syn ma juz za soba pierwsze badania pod katem szkoly. Jak tylko skonczyl 5 lat byl wezwany. Za rok bedzie mial kolejne. W Niemczech ten system jest od dawna. Jest sprawdzony, przetestowany. U nas nie ma szans na testy, bo rodzice krzycza, ze sie dzieciom krzywda dzieje, bo zamiast w zerowce maja sie w szkole uczyc... Przeciez nikt nie bedzie od tych maluchow wymagal by zaraz twierdzenie Pitagorasa znaly czy o fizyce kwantowej dyskutowaly... Ci rodzice zamiast walczyc o pozniejsze pojscie do szkoly powinni walczyc o odpowiednie warunki w tych szkolach. Lepiej by swoja energie zuzytkowali.
20 marca 2015 14:43
Probowalam edytowac, ale nie daje rady, wiec zmusze Was do ponownego ogladania mego zdjecia;)
Moje dzieci sa rodzone w PL, wiec mam tez doswiadczenie z tamtejszymi rodzicami. W moim budynku np.byla dziewczynka starsza o miesiac od mojego synka. Cieszylam sie, bo myslalam, ze bedzie mial towarzystwo. Tyle, ze mamusia nie byla tym zainteresowana. Na placu zabaw kazde dziecko bawilo sie osobno. Dopiero jak moj synek wpadal to prowokowal inne dzieci do zabawy i bawili sie razem, o ile rodzice sie nie wtracili i nie popsuli wszystkiego. Pozniej, juz w przedszkolu, znalazlam dwie mamy, ktore jezdzily z nami raz w tygodniu do Kinderplanety. We wtorki, bo wtedy placilo sie za godzine i mozna bylo siedziec do oporu... Urodzilam jak na PL w poznym wieku. Moje kolezanki mialy juz dzieciaki w gimnazjum. I pewnie stad ten nieurodzaj na kolegow i kolezanki dla moich dzieci.
I cos jeszcze... Moi rodzice tez mnie i moje rodzenstwo sami chowali. Moja mama byla i jest pracoholiczka. Dla niej dniowka 12godz.to byla norma. Jak nie spedzala tego czasu w biurze to przynosila robote do domu. Tata mial etat i dorabial jeszcze prywatnie. Bylam w zlobku, przedszkolu, szkole. Wakacje spedzalam od samego poczatku szkoly na koloniach i roznego rodzaju obozach. To samo moje rodzenstwo. Nie zaszkodzilo nam to. Cala trojka pracuje, nikt nie pije. Cos tam w zyciu osiagnelismy.
20 marca 2015 14:44 / 4 osobom podoba się ten post
Probowalam edytowac, ale nie daje rady, wiec zmusze Was do ponownego ogladania mego zdjecia;)
Moje dzieci sa rodzone w PL, wiec mam tez doswiadczenie z tamtejszymi rodzicami. W moim budynku np.byla dziewczynka starsza o miesiac od mojego synka. Cieszylam sie, bo myslalam, ze bedzie mial towarzystwo. Tyle, ze mamusia nie byla tym zainteresowana. Na placu zabaw kazde dziecko bawilo sie osobno. Dopiero jak moj synek wpadal to prowokowal inne dzieci do zabawy i bawili sie razem, o ile rodzice sie nie wtracili i nie popsuli wszystkiego. Pozniej, juz w przedszkolu, znalazlam dwie mamy, ktore jezdzily z nami raz w tygodniu do Kinderplanety. We wtorki, bo wtedy placilo sie za godzine i mozna bylo siedziec do oporu... Urodzilam jak na PL w poznym wieku. Moje kolezanki mialy juz dzieciaki w gimnazjum. I pewnie stad ten nieurodzaj na kolegow i kolezanki dla moich dzieci.
I cos jeszcze... Moi rodzice tez mnie i moje rodzenstwo sami chowali. Moja mama byla i jest pracoholiczka. Dla niej dniowka 12godz.to byla norma. Jak nie spedzala tego czasu w biurze to przynosila robote do domu. Tata mial etat i dorabial jeszcze prywatnie. Bylam w zlobku, przedszkolu, szkole. Wakacje spedzalam od samego poczatku szkoly na koloniach i roznego rodzaju obozach. To samo moje rodzenstwo. Nie zaszkodzilo nam to. Cala trojka pracuje, nikt nie pije. Cos tam w zyciu osiagnelismy.
20 marca 2015 15:06 / 2 osobom podoba się ten post
Te , no cos Ty ! pic trzeba - bez picia nie ma zycia ! ))))
20 marca 2015 15:26 / 2 osobom podoba się ten post
Barbara niepowtarzalna

Te , no cos Ty ! pic trzeba - bez picia nie ma zycia ! :-)))))

A pani to chyba zabłądziła?! Tam się taki nieużywany topik włóczy, znaczy na pasku pod koniec listy. Zdaje sie że jego tytuł ma w sobie coś z własności...
20 marca 2015 20:57 / 8 osobom podoba się ten post
Barbara niepowtarzalna

Dawno temu wyrslam " z dzieci ", inne byly to czasy . Wracajac z pracy zbieralam swoja trzodke , dwoch starszych synow sami sie " zbierali " , ale najmlodszego synka odbieralam z przedszkola , corke od babci , bo za mala na przedszkole byla - wtedy trzeba bylo miec ukonczone 3 lata . W domu szybko gotowalam podszykowany poprzedniego dnia obiad , starsi w tym czasiew bawili sie z mlodszymi ... pozniej wracal man z pracy ( o ile nie mial 24 godz. sluzby ) - on zajmowal sie maluchami , ja ze starszymi siadalam do " lekcji ", pilnowalam , jak trzeba bylo cos wytlumaczyc - pomoglam ..... Nie gniewajcie sie , ale czasem mysle , ze kiedys matki byly " obrotniejsze " . Tez chodzilam z dziecmi na spacery , do zaprzyjaznionych rodzin z dziecmi z moimi i odwrotnie , bawilam sie w rozne " uczace " gry .... W dzisiejszych czasach juz bym taka obrotna mataka chyba nie byla , bo dzis mamy komputery , internety i dla nich musimy miec czas a dzieci ? Nooooo ! przeciez sie nimi zajmujemy , odbieramy z przedszkola , ze szkoly , zawozimy badz odprowadzamy na dodatkowe zajecia , dajemy jesc ...... A ! tak mnie jakos wzielo , nie obrazajcie sie na mnie za slowa , ktorych uzylam , ale smieszy mnie czasem to jak piszemy ; " a kiedy mamy mic czas dla dziecka , przeciez pracujemy , dzieci w tym czasie sa w szkole , przedszkolu , zlobku a pozniej to tylko nakarmic , poglaskac po glowkach , wykapac i polozyc do lozek ....i .....oddychamy z ulga , spia -komputer juz jest tylko dla nas !.... Mysle , ze gdybym dzis miala male dzieci i miala do dyspozycji komputer - pewnie tez bym przy nim siedziala i zerkala , czy aby sie nie pozabijaja : -))))

Świetnie to ujełaś Basia:) Zdecydowanie kiedyś ,za "naszych czasów" matki były obrotniejsze,lepiej zorganizowane,nie było słoiczków ,pampersów itp.Było /u mnie /60 pieluch do recznego wyprania/długo nie miałam nawet "Frani" ,wyprasowania ,gotowanie ,praca,najczesciej na 2 etaty albo przynajmniej 1,5.I sie zyło,na wszystko był czas jakos,do tego w sklepach puchy na półkach,u mnie nie miał sie kto dziecmi zająć.A dzis mamy maja po 1 dzieciaku ,siedza w domu na rocznym macierzyńskim i jęcza ,że na nic czasu nie mają.....No,ja tego nie kumam-jakim cudem????Czyzby to dlatego ,że kiedyś nie było komputerów?Chyba nie do konca.
Co do wczesniejszego "iścia" do szkoły -nie jestem za tym.Fakt i na Zachodzie i w Stanach czy Kanadzie do szkół ida juz 5-latki,ale tam niosa ze soba najwyżej pudełko ze snaidaniem a nie jak u nas 5- kilowy albo i cięższy plecak.Polskie szkoły moze i sie przygotowały merytorycznie na przyjęcie maluchów ,ale logistycznie to na pewno nie.Warunków nie spełnia 90% szkół,Chocby fakt ,że zajęcia sa na 2-3 zmiany,a reszte czasu dziecko musi spędzac w niedostosowanej do wieku swietlicy,chocby to ,ze na parterze sa młodsze klasy a na pietrach gimnazjum..5-latki i 16 -latki-przepaść.
Jak do konca nie wiadomo o co chodzi państwu naszemu to oczywista ,że chodzi o pieniadze.O "wyprodukowanie" rzeszy pracowników ,ktorzy wygeneruja srodki na emerytury ,o ile nie zostana z marszu bezrobotnymi lub nie wyjada za granicę.Także o to zeby nie wysyłac setek nauczycieli na zieloną trawke -mamy od paru lat niz demograficzny i będzie się on nasilał.Wystarczy pogadać z młodymi-mało kto chce mieć więcej niz jedno dziecko,nawet nie chca wcale bo dziecko kosztuje......wolnośc zabiera itp.
Polskie społeczenstwo tez sie starzeje,wolniej niz zachodnie ale jednak.Stad przeciez podwyższenie wieku emerytalnego,obnizenie wieku pójscia do szkoły,wszystko jest ze soba powiazane a maszynki do robienia pieniedzy jak dotąd nie wynaleziono.Zreszta przed wyborami zawsze sa tego typu zawirowania a ja sie zawsze zastanawiam ,jak mozliwym jest przez 4 lata kadencji naprawić wieloletnie błedy i wypaczenia,nie da sie bo to za krótki czas jest.I tak co  lata z jednego bajzlu wpadamy w kolejny .Polsce to by sie taka pani Merkel czy Tatcher przydała,chociaż i w to wątpie :)Musiałaby miec 20letnia kadencję,żeby cokolwiek zdziałać.......Cóż wpływu wielkiego na ten cały bałagan nie mamy,więć lepiej cieszmy sie żeśmy zdrowi sa i robotę mamy-to chyba najwazniejsze :):):):)
21 marca 2015 10:04 / 2 osobom podoba się ten post
kasia63

Świetnie to ujełaś Basia:) Zdecydowanie kiedyś ,za "naszych czasów" matki były obrotniejsze,lepiej zorganizowane,nie było słoiczków ,pampersów itp.Było /u mnie /60 pieluch do recznego wyprania/długo nie miałam nawet "Frani" ,wyprasowania ,gotowanie ,praca,najczesciej na 2 etaty albo przynajmniej 1,5.I sie zyło,na wszystko był czas jakos,do tego w sklepach puchy na półkach,u mnie nie miał sie kto dziecmi zająć.A dzis mamy maja po 1 dzieciaku ,siedza w domu na rocznym macierzyńskim i jęcza ,że na nic czasu nie mają.....No,ja tego nie kumam-jakim cudem????Czyzby to dlatego ,że kiedyś nie było komputerów?Chyba nie do konca.
Co do wczesniejszego "iścia" do szkoły -nie jestem za tym.Fakt i na Zachodzie i w Stanach czy Kanadzie do szkół ida juz 5-latki,ale tam niosa ze soba najwyżej pudełko ze snaidaniem a nie jak u nas 5- kilowy albo i cięższy plecak.Polskie szkoły moze i sie przygotowały merytorycznie na przyjęcie maluchów ,ale logistycznie to na pewno nie.Warunków nie spełnia 90% szkół,Chocby fakt ,że zajęcia sa na 2-3 zmiany,a reszte czasu dziecko musi spędzac w niedostosowanej do wieku swietlicy,chocby to ,ze na parterze sa młodsze klasy a na pietrach gimnazjum..5-latki i 16 -latki-przepaść.
Jak do konca nie wiadomo o co chodzi państwu naszemu to oczywista ,że chodzi o pieniadze.O "wyprodukowanie" rzeszy pracowników ,ktorzy wygeneruja srodki na emerytury ,o ile nie zostana z marszu bezrobotnymi lub nie wyjada za granicę.Także o to zeby nie wysyłac setek nauczycieli na zieloną trawke -mamy od paru lat niz demograficzny i będzie się on nasilał.Wystarczy pogadać z młodymi-mało kto chce mieć więcej niz jedno dziecko,nawet nie chca wcale bo dziecko kosztuje......wolnośc zabiera itp.
Polskie społeczenstwo tez sie starzeje,wolniej niz zachodnie ale jednak.Stad przeciez podwyższenie wieku emerytalnego,obnizenie wieku pójscia do szkoły,wszystko jest ze soba powiazane a maszynki do robienia pieniedzy jak dotąd nie wynaleziono.Zreszta przed wyborami zawsze sa tego typu zawirowania a ja sie zawsze zastanawiam ,jak mozliwym jest przez 4 lata kadencji naprawić wieloletnie błedy i wypaczenia,nie da sie bo to za krótki czas jest.I tak co  lata z jednego bajzlu wpadamy w kolejny .Polsce to by sie taka pani Merkel czy Tatcher przydała,chociaż i w to wątpie :)Musiałaby miec 20letnia kadencję,żeby cokolwiek zdziałać.......Cóż wpływu wielkiego na ten cały bałagan nie mamy,więć lepiej cieszmy sie żeśmy zdrowi sa i robotę mamy-to chyba najwazniejsze :):):):)

Kasia, ujęłaś to tak że nie ma tu nic więcej do dodania. I to jest właśnie to meritum, do którego chciałam nawiazać wklejając tego linka. Poniższy obrazeczek miałby być na rozbawienie, choć jest w tym zdaniu mądrość wielu lat rozwiniętych krajów i nie ma w tym nic śmiesznego, jesli podpiąć to pod podejście naszych rządzących...
 
21 marca 2015 10:05
A teraz z innej beczki.
Nie edytuję posta bo temat odrębny i mam nadzieję że Modi wybaczy jednorazowy wyskok...
 
http://uwaga.tvn.pl/reportaze,2671,n/skad-sie-biora-kolejki-do-przychodni,161689.html
21 marca 2015 12:14 / 3 osobom podoba się ten post
Kasia i Arabrab i wszystkie inne matki, ktore w tamtych czasach wychowywaly dzieci. Wy nie bylyscie obrotne, Wy bylyscie normalne. I chwala Wam za to:) Pamietam jak po szkole wracalam do pustego domu. Jak majac 8 lat odbieralam mlodsza siostre z odleglego o ok.pol km zlobka, a 9 z przedszkola na drugim koncu miasteczka. W obu przypadkach po glownej ulicy musialysmy isc i nikt sie nie dziwil, nikomu to nie przeszkadzalo. Wrecz przeciwnie, to bylo calkowicie normalne. Teraz jak dziecko ma 10 lat to mamusia lub tatus ze szkoly odbiera... Wiem, pelno pedofilow sie po ulicach kreci. Pytanie tylko gdzie wtedy byli, bo przeciez taki pedofil to nie nowy wynalazek... Moje dzieci zgodnie z prawem moge zostawic same w domu na kilka godzin jak ukoncza 12 lat... Wczesniej nie mam prawa nawet wymagac od syna by sie mlodsza siostra zajal... Ze o bezstresowym wychowywaniu nie wspomne... Nie mowie, ze chce moje dzieci tluc, ale powiem szczerze, ze wolalabym dac klapsa na ulicy za uczieczke niz tlumaczyc dwulatkowi ze samochod moze go potracic... Do dzis pamietam zadyme jaka mi tatus dziecka zrobil za wykorzystanie sposobu moich rodzicow na macanie piekarnika. Co ciasto czy mieso pieklam to dziecko niczym sep przy szybie krazylo. Tlumaczenia nie pomagaly. Rodzice zapytani powiedzieli, ze dali mi sie sparzyc pod kontrola. Odczekali az piekarnik nie bedzie goracy, a cieply na tyle bym jednak poczula. I pozwolili dotknac:) U mojego synka tak podzialalo, ze siostrze do dzisiaj tlumaczy, ze nie wolno sie do piekarnika wcale zblizac;) Wy nas inaczej chowaliscie. Nie trzesliscie sie nad nami, nikt Wam nie mowil, ze tego czy tamtego nie wolno, bo dziecko prawa ma... Ile razy slyszalam od taty, ze co wolno wojewodzie...albo, ze dzieci i ryby... Ech:):):)
21 marca 2015 12:56
Lili

A teraz z innej beczki.
Nie edytuję posta bo temat odrębny i mam nadzieję że Modi wybaczy jednorazowy wyskok...
 
http://uwaga.tvn.pl/reportaze,2671,n/skad-sie-biora-kolejki-do-przychodni,161689.html

Lili, zacytuje Cie, bo moj post czkawka mi sie odbil i musialam usunac kilka, co by swoja facjata na calej stronie nie straszyc;)