Chwalę się swoimi Sąsiadami.
Zasługują na to, żeby inni się o tym dowiedzieli, jakimi wspaniałymi Ludźmi są. Wszyscy, bez wyjątku, czyli 9 rodzin.
Tak było od samego początku, czyli od 35 lat i trwa do dziś mimo, że już kilku Osób nie ma wśród nas, między innymi i moich Rodziców, ale wzajemna pomoc pozostała.
Wszyscy możemy na siebie zawsze liczyć. Wielu Sąsiadów jest już w dosyć podeszłym wieku, ale jak zajdzie potrzeba, to wiedzą, że inni pomogą. A to zrobią zakupy, zawiozą do lekarza, często naprawią usterkę, podzielą się upieczonym ciastem.
Wyobraźcie sobie, że co roku - nie mając ogródka - mamy mnóstwo ogórków, pomidorów, fasolki szparagowej, jabłek i śliwek róznego kalibru i kilkanaście słoiczków już gotowych dżemów, a w październiku grzyby, często już oczyszczone i przygotowane do suszenia.
Bywa tak, że nie jesteśmy w stanie tego spożytkować, bo - jak wiecie - za dużej Rodziny to ja nie mam, więc podajemy dalej.
Kiedy wyjeżdżamy, bez żadnych obaw zostawiam klucz Sąsiadce z naprzeciwka, ale zaufanie mam do wszystkich jednakowe. Jednak, gdy rura pęknie, to jednak Ona ma najbliżej

.
Powiem Wam jeszcze, że klatka schodowa była malowana 8 lat temu, a wygląda wciąż tak samo. Czyściutko jest, bo w końcu to nasze.
Teraz wiem, dlaczego - kiedy 5 lat temu odszedł mój Tata - wszyscy się nas pytali, co robimy z mieszkaniem i usilnie prosili, żebyśmy to my tam zamieszkali, bo to nigdy nic nie wiadomo.
Mimo, że jestem typem samotnika, to uwielbiam czuć, że za każdą ścianą Ktoś jest i naprawdę nigdy mi nie przeszkadza, że coś gdzieś stuknie, puknie, czy zatrzęsie się sufit, kiedy u góry wywróci się na panele barowy stołek. To daje mi w pewnym sensie poczucie bezpieczeństwa.
Jestem przekonana, że Wy też macie tak wspaniałych Sąsiadów i wiem, że to może nie na Forum, ale chciałam się z Wami podzielić swoją taką refleksją na urlopie po tym, kiedy to znowu dziś zostaliśmy obdarowani dwiema reklamówkami papierówek.