BinorNo... o nawale obowiązków u mojego męża to powiedzieć nie mogę:-).W każdym razie po pracy właśnie chyba ma za dużo czasu i bombarduje mnie linkami do piosenek i jeszcze tłumaczenia tekstów do tego. A prędzej będzie z koziej d..y trąbka niż ze mnie romantyczka.
Rozmowę też staram się konczyć miłym słowem, ale kiedy słyszę np.: no tak, dzis poświęciłaś mi tylko 34 minuty i 23 sekundy, to normalnie eksploduję :strzela z bicza:. On o tym wszystkim wie, że to takie płachty na byka na mnie i ciągle mi je przed oczy:-). Pewnie chce utrzymać moją adrenalinę na wysokim poziomie.
Najlepiej, jak nasza rozmowa zaczyna się od słów: wiesz, mamy problem, bo... Zanim usłyszę, co to za problem, to od razu koryguję, że to pewnie żaden problem, tylko nowa sytuacja, w której trzeba się odnaleźć, a problem to dopiero będzie, jak tego nie zrobimy.
Ale i tak kocham te rozmowy, jak nie wiem co!