Ala wstała przed 11-stą. As też, mówi, że do apteki pojedziemy. Dobrze, ubiorę Alę. Nie. Mam go zawieźć. Nie, Ala nie może być sama, bo wyjdzie na ulicę. Ignor. Mam przynieść blaue Jacke z piwnicy.Nie ma. Naprawdę nie ma, zszedł, szuka, komisch. Założył inną. Kazał mi wyjść, wyjechać samochodem, wyjechałam. On wsiadł, ja wysiadłam. Drzwi zatrzaśnięte.Dzwonię, on krzyczy , że za 10 minut apteka zamknięta a on chory jest.Ala wyszła, Mówię, że to ja.Poszłyśmy do domu. ręce mi się trzęsą. Siadamy, biorę lapka, piszę. Przyszedł, krzyczy, rozumiem słowo Polizei, Ala mu tłumaczy, on krzyczy, Ala spokojnie mówi, siedzimy razem, trzyma mnie za rękę.. Ja się nie odzywam, piszę.
