Ciesze sie, ze sa tacy klienci. Az dziw bierze.
Ciesze sie, ze sa tacy klienci. Az dziw bierze.
Pewnie są.., tylko żeby mieć takiego klienta, czyli pdp to trzeba byc Hawaną :-)
No to nie mam szans ;)))
To powyzej to pierwsza strona opowiadania "Poprzez rzeke". Nie wiem czy jakosc zdjecia pozwoli tu komus cos odczytac.
Dodam, ze moj pdp interesuje sie proza, dramatem, reportazem. Jest spora antologia prozy wegierskiej(klasyka), jest literatura czeska, rosyjska. O zachodnioeuropejskiej i amerykanskiej nawet nie wspominam. Sporo ksiazek poruszajacych tematyke II wojny swiatowej i kwestie zydowska.
U mnie rozmazane
Oooo. Tez lubie podobna tematyke co Twoj Johny Walker:)) Kurcze...Mialabym ochote pokonwersowac z tym panem.Alez Ty masz teraz fajnie:buziaki:
Czytajac Ciebie pomyslalam, ze bardzo niestosownie go nazwalam. Bo to jest Janek z klasa. Tyle razy kpilam sobie z niemieckiego buractwa obserwujac je ukradkiem, a teraz mnie zamurowuje po prostu. Ten starszy pan przychodzi i pyta czy mam ochote isc z nim na spacer, albo czy wypije popoludniowa kawe na tarasie, bo jest piekna pogoda i on chetnie przygotuje stol.On kawy po poludniu nie pije, ale siedzial ze mna, pil wode, podjadal przyniesione przeze mnie owoce.
Kiedy wychodzimy z domu to on otwiera i zamyka drzwi, prowadzi mnie pod reke i opowiada. Mijalismy przedszkole i powiedzial do mnie, ze dzieci zawiesily na drzewie jajka wielkanocne. To byly siatki z nasionami dla ptakow,widocznie nie widzi tak dokladnie na odleglosc, ale jakos tak mi sie zrobilo go zal, ze nie sprostowalam.
Daj spokoj Hawanka..A co jest brzydkiego w Janku Wedrowniczku? Jedno nie wyklucza drugiego. Powaznie...I ciesze sie,ze masz fajna stelle:serce:
Oni (parkinsonowcy) maja problemy z przełykaniem, często ulegają zadławieniu... Dla nich jedzenie to konieczność, ale trochę samego procesu jedzenia zaczynają się bać... Miałam doświadczenia z bardzo zaawansowanym parkinsonem i drżenie było tylko napadowe, czyli brak drżenia nie świadczy o stopniu zaawansowania tej choroby. ))))
Dzięki za podpowiedź.Obserwuję go cały czas, chciałabym, żeby przytył, bo przecież dużo energii traci na to krążenie w kółko. Jeśli nocy spokojnie nie przesypia, to też odbija się na wadze. Staram się by porcje były małe ale częściej. Jogurty wymieniłam na bardziej kaloryczne, pieczywo z tłustymi ziarnami, ciasto ze śmietaną wcina codziennie, a nie chciał, bo ja nie jadłam.Poszłam na ustępstwo i jem symbolicznie.
Dzisiaj przyniosłam mu coś, co sądziłam, że zna,( bo zwiedził Amerykę Południową) a mianowicie physalis(polska nazwa miechunka). Gdy wyłożyłam na owocową paterę powiedział " liczi" i zaraz po nie sięgnął. Nie sprostowałam, bo przecież to nie jest ważne jak co się nazywa. Ważne, że ja wiem, że dla niego to bardzo wartościowe, a on to je bez proszenia. I w ciągu dnia tak sobie podchodził i podjadał, a potem przyniósł mi przed nos, bo chyba głupio mu się zrobiło, że wyjada sam.
Nie wiem jak długo choruje, ale moja kolezanka A z podwórka jeździ tutaj dłużej i opowiadała mi, że zauważyła zmiany w zachowaniu podopiecznego i rodziny całkiem niedawno.