Po śniadaniu drapania mchu ciąg dalszy.Ma zapał, nie ma co. Poszłam do pralni, bo pranie poskładać muszę i zaczęłam myśleć o obiedzie. Wczoraj Edytka pytała mnie czy umiem zrobić zapiekankę makaronową. No pewnie, dzisiaj zrobię.Ale wszystkich produktów nie miałam, więc wyskoczyłam rowerkiem do Aldika. Potem wzięłam się za gotowanie. Edytka zawzięcie pracowała. Oj, chyba mi się przepracuje... Włożyłam zapiekankę do pieca i dziadek mnie zawołał. Mam pojechać do przychodni, wziąć receptę i do apteki.
-A co kupić?
-Nic. Oddać w aptece recepte i przywiezc 60 euro zwrotu.On rano dzwonil. Troche mnie to zgrzalo, bo po przerwie obiadowej apteka przeciez jest czynna,a ja jeszcze salate do zrobienia mialam i pora obiadowa za pol godziny... Ale pojechalam. Z recepta do apteki tez. Dalam kartke, czekam, pani przynosi krople. Te same, co Edytce na ratunek przed bolem przywiozlam.No to pytam o te geldy, bo wyjde na glupa. To recepta na Edytke i sa tylo krople. Kurza twarz. Z powrotem jest pod gorke i rowerek mi sie bardzo zmeczyl

Musialam prowadzic i jeszcze do przychodni wrocic, bo moze tam druga recepta dla Heniusia lezy? Przeca mowilam, ze dla niego chce, a dostalam dla Edytki.Hm... Tylko tak sie spieszylam, ze nawet nie spojrzalam na to co dostalam.No nic. Wrocilam, zapytalam jeszcze raz. Nie ma, byla tylko dla Edytki. Dobra. Ciekawe co dziadek na to. Z lekka sie ociagajac, bo moze pani zadzwoni do dziadka i mu wyjasni o co biega, dotarlam do domu. Mowie, ze pieniedzy nie bylo tylko krople dla Edytki. Wszystko ok.Dobrze. Jak dobrze to dobrze. Obiad byl z poslizgiem. Wylozylam zapiekanke na talerze, bo goraca, poszlam zawolac na obiad, ale fizjoterapeutka do dziadka przyszla. Dziadek zostal w salonie, babcia tez. Ja obiad zjadlam, bo musialam sprobowac, czy ona w ogole zdązyla sie dopiec. Edytka przyszla po 15 minutach.
-Och, bede obiad zimny jesc.
-Podgrzeje w mikrofali.
-Nie. Jeszcze nie jest taki zimny, a salatke makaronową też je się na zimno.
Nie ma sprawy.
-A w salacie jest ogorek?
-Tak, bo zostala połowa od wczoraj.
-Ja nie jem ogorka, bo mi po nim niedobrze.
Jakos udalo jej się wydlubac, a wczoraj nawet nie zauwazyla co jadła. No nic, dziadzio przyszedl. Zjadl wszystko bez podgrzewania i bez mrukniecia, ale o godzine za pożno. Dla diabetyka to wazne, ale coz...
Powiedzial, że bardzo dobre. Edytka wtracila, ze jej mama brokula nie gotowala, tylko jarmuz, ale bardzo dobre bylo.
Dzieks.
Dostali po jogurciku w nagrode
