Literatura piękna i mniej piękna

14 marca 2015 20:46
kasiachodziez

W jakim języku masz ksiązki na Kindlu? Z tego co pamiętam kupiłaś go w de,jak duży masz ekran?
Sama się zastanawiam nad tym cudeńkiem.

a juz myslalam ze sie literatura zajelas......................uffffffff.
14 marca 2015 20:51 / 3 osobom podoba się ten post
kasiachodziez

W jakim języku masz ksiązki na Kindlu? Z tego co pamiętam kupiłaś go w de,jak duży masz ekran?
Sama się zastanawiam nad tym cudeńkiem.

Nie zastanawiaj się :) Nie znam nikogo, kto by Kindle kupił i żałował. Ja używam go już prawie od roku i jestem cały czas tak samo zakochana w tym urządzeniu ;)
14 marca 2015 20:52
Mycha

Pierwsza część jest zdecydowanie lepsza, druga mnie denerwowała. Mogła ją sobie Ewa Stachniak darować. Naciągana i tyle. 
Teraz mam "Przekleta ziemię" T. Wheelera. To opis podróży do Afganistanu, Albanii, Arabii Saudyjskiej, Birmy, Iraku, Iranu, Korei Płn, Kuby i Libii. Każdemu z tych krajów poświęcony jest rozdział, dzięki czemu mogę sobie "dozować" czytanie a i porozmyślać potem można. 

Myszko czekam na Twoja recenzje, lubie relacje, reportaze z ciekawych miejsc na swiecie, Korea Pln i Kuba szczegolne moje zainteresowanie wzbudzaja... zatem czekam:)))
14 marca 2015 21:06 / 1 osobie podoba się ten post
kasiachodziez

W jakim języku masz ksiązki na Kindlu? Z tego co pamiętam kupiłaś go w de,jak duży masz ekran?
Sama się zastanawiam nad tym cudeńkiem.

Mam takie, jakie sobie wgram:) Czyli po polsku i niemiecku.
Mam Kindle Paperwhite - nie wiem jakie one mają ekrany, ale na pewno można to łatwo sprawdzić w necie.
Polecam:) Na początku czytałam tak pół na pół (kindle/książki), ale teraz chociaż mam papierowe do czytania, to wolę z czytnika. No i ma podświetlany ekran i jest bardzo elegancki:)
14 marca 2015 21:08 / 4 osobom podoba się ten post
giunta

Nie zastanawiaj się :) Nie znam nikogo, kto by Kindle kupił i żałował. Ja używam go już prawie od roku i jestem cały czas tak samo zakochana w tym urządzeniu ;)

Kupiłam zaraz po Tobie, powiodłaś mnie na pokuszenie i też ani przez chwilę nie żałowałam. 
22 marca 2015 11:43 / 2 osobom podoba się ten post
Jestem w domu 2 tygodnie narazie to zajęta jestem sprawami domowymi.Nie mogę jednak wieczorem odmowic sobie "szelestu kartek".Zaraz po przyjeździe do domu zamowiłam sobie  wywiad wydany przez  PWN w formie ksiązki z prof.nauk przyrodniczych,  wybitnym neurobiologiem Jerzym Vetulanim pt"BEZ OGRANICZEŃ"
Jak rządzi nami mózg. To jest to,dla mnie wspaniała rzecz.Bardzo ciekawie i w dostępny sposób przedstawione problemy z naszą pamiecią.Polecam - zwłaszcza opiekunkom osob starszych.
28 marca 2015 20:26 / 1 osobie podoba się ten post
Czytam obecnie książkę Timura Vermes "On wrócił".   
 
Opis ze strony Empiku -
 
Adolf Hitler budzi się na opuszczonej parceli i ze zdziwieniem konstatuje, że nie jest już w bunkrze, Martin Bormann nie odpowiada na wezwania, a mijający go przechodnie nie odpowiadają na tradycyjne niemieckie przywitanie. Chwilę później ze grozą odkrywa, że jest rok… 2011. Próbując oswoić się ze współczesną rzeczywistością, przez przypadek zostaje uznany za komika podszywającego się pod dyktatora i dostaje propozycję wystąpienia w telewizyjnym show… I okazuje się medialnym odkryciem. Odcinki z jego udziałem biją rekordy popularności, zarówno w telewizji, jak i w internecie. Stacje informacyjne, radio i  prasa coraz częściej zwracają na niego uwagę. Hitler staje się celebrytą…  
 
 
Jak na razie jest bardzo zabawna. Hitler ciekawie komentuje nową dla niego rzeczywistość. Prozaiczne rzeczy są dla niego nowe. Na przykład spotyka chłopaka ubranego w stylu hip-hop i stwierdza, że chłopak donasza rzeczy po swoim starszym, gigantycznym bracie. Albo bierze do ręki gazetkę Media-Markt i stwierdza, że to jakieś wiadomości dla idiotów, a w ogóle co za marnotrastwo papieru. Albo spotyka chłopaczka grającego w piłkę w koszulce z napisem "Ronaldo" i stwierdza, że troskliwa mama naszyła dziecku jego imię na plecach. Może to tak śmiesznie nie brzmi, jak ja to piszę, ale w książce użyty jest typowy dla Hitlera język patosu, co w zderzeniu z prozaicznymi sytuacjami jest bardzo zabawne.   
 
Przytoczę fragment książki, znaleziony na stronie Polityki. Ale najpierw trochę wprowadzenia. Otóż Hitler po przebudzeniu trafia do kioskarza, który go przygarnia. Kioskarz jest przekonany, że Hitler jest aktorem, komikiem i przyprowadza dwóch znajomych z telewizji, którzy mają ocenić jego talenty. Hitler oczywiście nic o tym nie wie i normalnie, w swoim stylu z nimi rozmawia. W oryginale ta rozmowa jest jeszcze zabawniejsza, bo jednak niemiecki jest językiem Hitlera i chyba tylko w tym języku jego słowa mają właściwy wydźwięk.
 
Oto fragment:   
 
– Nasz wspólny przyjaciel w rozmowie z nami wprost się nad panem rozpływał – oznajmił.
– Niech pan posłucha! – Położył przy tym dwa palce nad górną wargą i powiedział:– Od godziny piątej czterrrdzieści pięć odpowiadamy ogniem!
Odwróciłem się do niego i zmierzyłem go uważnym spojrzeniem. Następnie pozwoliłem, by na chwilę zapanowała cisza. Cisza często jest niedoceniana.
– Tak – powiedziałem. – A więc chciałby pan pomówić o Polsce. Polska. No dobrze. Co pan dokładnie wie o historii Polski?
– Stolica Warszawa, napadnięta w tysiąc dziewięćset trzydziestym dziewiątym roku, podzielona na spółkę z Rosjanami...
– To – odrzekłem krótko – to jest wiedza książkowa. Byle mól książkowy może napchać się takich rzeczy. Niech pan odpowiada na moje pytanie!
– Ja przecież...– Moje pytanie! Nie rozumie pan po niemiecku? Co! Pan! Wie! O! Historii Polski!
– Ja...
– Co pan wie o polskiej historii? Zna pan uwarunkowania? I co pan wie na temat polskiej zbieraniny narodowościowej? Co pan wie o tak zwanej niemieckiej polityce wobec Polski po roku tysiąc dziewięćset dziewiętnastym? I jeśli już mówimy o odpowiadaniu ogniem, wie pan w ogóle, gdzie ma być skierowany?Zrobiłem krótką pauzę, by tamten mógł zaczerpnąć powietrza. Przeciwnika politycznego należy zaskoczyć we właściwym momencie. Nie wtedy, gdy akurat nie ma nic do powiedzenia. Lecz wtedy, gdy usiłuje coś powiedzieć.
– Ja...
– Jeśli już wysłuchał pan mojej przemowy, to z pewnością wie pan też, co jest dalej, prawda?
– To...
– Słucham?
– Nie jesteśmy tu przecież po to...
– Pomogę panu trochę: „Od tej chwili...”, wie pan teraz, jak dalej?
– ...
– „Od tej chwili na każdą bombę odpowiadamy bombą”. Niech pan to sobie zapisze, niewykluczone, że któregoś dnia ktoś pana jeszcze zapyta o słynne zdania historii. Ale może w praktyce jest pan lepszy. Ma pan do dyspozycji milion czterysta tysięcy ludzi i trzydzieści dni, aby podbić cały kraj. Trzydzieści dni, nie więcej, gdyż na Zachodzie zbroją się gorączkowo Francuzi i Anglicy. Gdzie pan zacznie? Ile grup armii pan utworzy? Ile dywizji ma nieprzyjaciel? Gdzie może pan napotkać największy opór? I co pan zrobi, żeby Rumun się nie wtrącał?
– Rumun?
– Pan wybaczy, szanowny panie. Naturalnie ma pan słuszność: kogo interesuje Rumun? Pan generał maszeruje sobie naturalnie cały czas na Warszawę, na Kraków, nie patrzy w lewo, nie patrzy w prawo, bo i po co, Polak to przecież łatwy przeciwnik, pogoda jest piękna, wojsko znakomite, ale uwaga! A to co takiego? Nasza armia ma nagle pełno małych dziurek między łopatkami, i z tych dziurek płynie krew niemieckich bohaterów, gdyż całkiem niespodziewanie w setkach tysięcy pleców niemieckich żołnierzy tkwią miliony rumuńskich nabojów. Hm, jak to się stało? Hm, jak to w ogóle możliwe? Czyżby nasz młody pan generał zapomniał w tym miejscu o polsko-rumuńskim sojuszu wojskowym? Czy pan w ogóle był w Wehrmachcie? Przy najlepszych chęciach nie jestem sobie w stanie wyobrazić, jak pan wygląda w mundurze. Dla żadnej armii świata nie znalazłby pan drogi do Polski, pan by nie znalazł nawet własnego munduru! Ja natomiast mogę panu w każdej chwili powiedzieć, gdzie jest mój mundur – tu sięgnąłem do kieszonki na piersi i płaską dłonią prasnąłem kwitek odbioru na stół.– Proszę bardzo, w pralni!
 
W tym momencie ze starszego, z Sensenbrinka, wydobył się dziwny odgłos, a z dziurek jego nosa na moją pożyczoną koszulę i na koszulę kioskarza oraz jego własną trysnęły dwie ostre strugi kawy. Młodszy, skonsternowany, siedział obok, podczas gdy starszy zaczął kaszleć.
– To – charczał pochylony, dysząc spod stołu – to nie było fair. – Sięgnął do kieszeni spodni, wyciągnął chustkę do nosa i mozolnie oczyścił sobie drogi oddechowe.
– Myślałem – rzekł charkotliwie – myślałem z początku, że to będzie taki numer wojskowy, trochę jak u tego szkoleniowca Schmidta z telewizji. Ale tą pralnią to mnie pan zastrzelił.
– A nie mówiłem panom – triumfował kioskarz. – Przecież panom powiedziałem: ten człowiek jest genialny. I naprawdę jest!
Nie wiedziałem dokładnie, jak mam zaklasyfikować fontannę z kawy i te komentarze. Żaden z tych ludzi z radia nie wydał mi się sympatyczny, tyle tylko, że w warunkach Republiki Weimarskiej też wszak nie było inaczej. Te śliskie piskorze z radia należało w pewnym nieuniknionym zakresie tolerować. Poza tym nie powiedziałem jeszcze w ogóle nic, w każdym razie nic z tego, co miałem do powiedzenia i co zamierzałem powiedzieć. Mimo to można było odczuć spore uznanie.
– Jest pan niezły – dyszał Sensenbrink. – Serio. Stworzyć dobrą bazę, a potem ciach!, rąbnąć. Obłęd. I to wyglądało tak spontanicznie! Ale naturalnie przygotował pan ten numer, tak?
– Który numer?
– No, ten numer z Polską! Czy może chce mi pan wmówić, że wytrząsnął go pan z rękawa?
Sensenbrink wydawał się rzeczywiście rozumieć coś więcej w tej materii. Nawet blitzkriegu nie wytrząsa się oczywiście z rękawa. Może nawet przeczytał książkę generała Guderiana.
– Oczywiście, że nie – zgodziłem się z nim. – Numer z Polską był zaplanowany we wszystkich szczegółach od czerwca.
– I? – dopytywał się dalej, po części z ubolewaniem, po części rozbawiony, wpatrując się w swoją koszulę. – Ma pan tego więcej?
– Jak to: więcej?
– No, jakiś program – dodał. – Albo inne teksty.
– Naturalnie! Napisałem dwie książki!
– Niewiarygodne – zdziwił się. – Mógł pan spokojnie przyjść wcześniej. Ile ma pan naprawdę lat?
– Pięćdziesiąt sześć – odpowiedziałem rzeczowo.
– Naturalnie. – Zaśmiał się. – A właściwie to charakteryzację robi pan sobie sam? Czy też ma pan charakteryzatora?
– Normalnie nie, tylko przy nagraniach filmowych.
– Tylko przy nagraniach filmowych. – Roześmiał się znowu.        
28 marca 2015 20:31 / 1 osobie podoba się ten post
Zadnego Hitlera, nawet w wydaniu komediowym.
28 marca 2015 20:59
wichurra

Czytam obecnie książkę Timura Vermes "On wrócił".   
 
Opis ze strony Empiku -
 
Adolf Hitler budzi się na opuszczonej parceli i ze zdziwieniem konstatuje, że nie jest już w bunkrze, Martin Bormann nie odpowiada na wezwania, a mijający go przechodnie nie odpowiadają na tradycyjne niemieckie przywitanie. Chwilę później ze grozą odkrywa, że jest rok… 2011. Próbując oswoić się ze współczesną rzeczywistością, przez przypadek zostaje uznany za komika podszywającego się pod dyktatora i dostaje propozycję wystąpienia w telewizyjnym show… I okazuje się medialnym odkryciem. Odcinki z jego udziałem biją rekordy popularności, zarówno w telewizji, jak i w internecie. Stacje informacyjne, radio i  prasa coraz częściej zwracają na niego uwagę. Hitler staje się celebrytą…  
 
 
Jak na razie jest bardzo zabawna. Hitler ciekawie komentuje nową dla niego rzeczywistość. Prozaiczne rzeczy są dla niego nowe. Na przykład spotyka chłopaka ubranego w stylu hip-hop i stwierdza, że chłopak donasza rzeczy po swoim starszym, gigantycznym bracie. Albo bierze do ręki gazetkę Media-Markt i stwierdza, że to jakieś wiadomości dla idiotów, a w ogóle co za marnotrastwo papieru. Albo spotyka chłopaczka grającego w piłkę w koszulce z napisem "Ronaldo" i stwierdza, że troskliwa mama naszyła dziecku jego imię na plecach. Może to tak śmiesznie nie brzmi, jak ja to piszę, ale w książce użyty jest typowy dla Hitlera język patosu, co w zderzeniu z prozaicznymi sytuacjami jest bardzo zabawne.   
 
Przytoczę fragment książki, znaleziony na stronie Polityki. Ale najpierw trochę wprowadzenia. Otóż Hitler po przebudzeniu trafia do kioskarza, który go przygarnia. Kioskarz jest przekonany, że Hitler jest aktorem, komikiem i przyprowadza dwóch znajomych z telewizji, którzy mają ocenić jego talenty. Hitler oczywiście nic o tym nie wie i normalnie, w swoim stylu z nimi rozmawia. W oryginale ta rozmowa jest jeszcze zabawniejsza, bo jednak niemiecki jest językiem Hitlera i chyba tylko w tym języku jego słowa mają właściwy wydźwięk.
 
Oto fragment:   
 
– Nasz wspólny przyjaciel w rozmowie z nami wprost się nad panem rozpływał – oznajmił.
– Niech pan posłucha! – Położył przy tym dwa palce nad górną wargą i powiedział:– Od godziny piątej czterrrdzieści pięć odpowiadamy ogniem!
Odwróciłem się do niego i zmierzyłem go uważnym spojrzeniem. Następnie pozwoliłem, by na chwilę zapanowała cisza. Cisza często jest niedoceniana.
– Tak – powiedziałem. – A więc chciałby pan pomówić o Polsce. Polska. No dobrze. Co pan dokładnie wie o historii Polski?
– Stolica Warszawa, napadnięta w tysiąc dziewięćset trzydziestym dziewiątym roku, podzielona na spółkę z Rosjanami...
– To – odrzekłem krótko – to jest wiedza książkowa. Byle mól książkowy może napchać się takich rzeczy. Niech pan odpowiada na moje pytanie!
– Ja przecież...– Moje pytanie! Nie rozumie pan po niemiecku? Co! Pan! Wie! O! Historii Polski!
– Ja...
– Co pan wie o polskiej historii? Zna pan uwarunkowania? I co pan wie na temat polskiej zbieraniny narodowościowej? Co pan wie o tak zwanej niemieckiej polityce wobec Polski po roku tysiąc dziewięćset dziewiętnastym? I jeśli już mówimy o odpowiadaniu ogniem, wie pan w ogóle, gdzie ma być skierowany?Zrobiłem krótką pauzę, by tamten mógł zaczerpnąć powietrza. Przeciwnika politycznego należy zaskoczyć we właściwym momencie. Nie wtedy, gdy akurat nie ma nic do powiedzenia. Lecz wtedy, gdy usiłuje coś powiedzieć.
– Ja...
– Jeśli już wysłuchał pan mojej przemowy, to z pewnością wie pan też, co jest dalej, prawda?
– To...
– Słucham?
– Nie jesteśmy tu przecież po to...
– Pomogę panu trochę: „Od tej chwili...”, wie pan teraz, jak dalej?
– ...
– „Od tej chwili na każdą bombę odpowiadamy bombą”. Niech pan to sobie zapisze, niewykluczone, że któregoś dnia ktoś pana jeszcze zapyta o słynne zdania historii. Ale może w praktyce jest pan lepszy. Ma pan do dyspozycji milion czterysta tysięcy ludzi i trzydzieści dni, aby podbić cały kraj. Trzydzieści dni, nie więcej, gdyż na Zachodzie zbroją się gorączkowo Francuzi i Anglicy. Gdzie pan zacznie? Ile grup armii pan utworzy? Ile dywizji ma nieprzyjaciel? Gdzie może pan napotkać największy opór? I co pan zrobi, żeby Rumun się nie wtrącał?
– Rumun?
– Pan wybaczy, szanowny panie. Naturalnie ma pan słuszność: kogo interesuje Rumun? Pan generał maszeruje sobie naturalnie cały czas na Warszawę, na Kraków, nie patrzy w lewo, nie patrzy w prawo, bo i po co, Polak to przecież łatwy przeciwnik, pogoda jest piękna, wojsko znakomite, ale uwaga! A to co takiego? Nasza armia ma nagle pełno małych dziurek między łopatkami, i z tych dziurek płynie krew niemieckich bohaterów, gdyż całkiem niespodziewanie w setkach tysięcy pleców niemieckich żołnierzy tkwią miliony rumuńskich nabojów. Hm, jak to się stało? Hm, jak to w ogóle możliwe? Czyżby nasz młody pan generał zapomniał w tym miejscu o polsko-rumuńskim sojuszu wojskowym? Czy pan w ogóle był w Wehrmachcie? Przy najlepszych chęciach nie jestem sobie w stanie wyobrazić, jak pan wygląda w mundurze. Dla żadnej armii świata nie znalazłby pan drogi do Polski, pan by nie znalazł nawet własnego munduru! Ja natomiast mogę panu w każdej chwili powiedzieć, gdzie jest mój mundur – tu sięgnąłem do kieszonki na piersi i płaską dłonią prasnąłem kwitek odbioru na stół.– Proszę bardzo, w pralni!
 
W tym momencie ze starszego, z Sensenbrinka, wydobył się dziwny odgłos, a z dziurek jego nosa na moją pożyczoną koszulę i na koszulę kioskarza oraz jego własną trysnęły dwie ostre strugi kawy. Młodszy, skonsternowany, siedział obok, podczas gdy starszy zaczął kaszleć.
– To – charczał pochylony, dysząc spod stołu – to nie było fair. – Sięgnął do kieszeni spodni, wyciągnął chustkę do nosa i mozolnie oczyścił sobie drogi oddechowe.
– Myślałem – rzekł charkotliwie – myślałem z początku, że to będzie taki numer wojskowy, trochę jak u tego szkoleniowca Schmidta z telewizji. Ale tą pralnią to mnie pan zastrzelił.
– A nie mówiłem panom – triumfował kioskarz. – Przecież panom powiedziałem: ten człowiek jest genialny. I naprawdę jest!
Nie wiedziałem dokładnie, jak mam zaklasyfikować fontannę z kawy i te komentarze. Żaden z tych ludzi z radia nie wydał mi się sympatyczny, tyle tylko, że w warunkach Republiki Weimarskiej też wszak nie było inaczej. Te śliskie piskorze z radia należało w pewnym nieuniknionym zakresie tolerować. Poza tym nie powiedziałem jeszcze w ogóle nic, w każdym razie nic z tego, co miałem do powiedzenia i co zamierzałem powiedzieć. Mimo to można było odczuć spore uznanie.
– Jest pan niezły – dyszał Sensenbrink. – Serio. Stworzyć dobrą bazę, a potem ciach!, rąbnąć. Obłęd. I to wyglądało tak spontanicznie! Ale naturalnie przygotował pan ten numer, tak?
– Który numer?
– No, ten numer z Polską! Czy może chce mi pan wmówić, że wytrząsnął go pan z rękawa?
Sensenbrink wydawał się rzeczywiście rozumieć coś więcej w tej materii. Nawet blitzkriegu nie wytrząsa się oczywiście z rękawa. Może nawet przeczytał książkę generała Guderiana.
– Oczywiście, że nie – zgodziłem się z nim. – Numer z Polską był zaplanowany we wszystkich szczegółach od czerwca.
– I? – dopytywał się dalej, po części z ubolewaniem, po części rozbawiony, wpatrując się w swoją koszulę. – Ma pan tego więcej?
– Jak to: więcej?
– No, jakiś program – dodał. – Albo inne teksty.
– Naturalnie! Napisałem dwie książki!
– Niewiarygodne – zdziwił się. – Mógł pan spokojnie przyjść wcześniej. Ile ma pan naprawdę lat?
– Pięćdziesiąt sześć – odpowiedziałem rzeczowo.
– Naturalnie. – Zaśmiał się. – A właściwie to charakteryzację robi pan sobie sam? Czy też ma pan charakteryzatora?
– Normalnie nie, tylko przy nagraniach filmowych.
– Tylko przy nagraniach filmowych. – Roześmiał się znowu.        

Masz to w mobi? :)
28 marca 2015 21:20
Nie mam. Mam papierową wersję. Ale widzę, że na chomikuj jest do ściągnięcia.
28 marca 2015 21:45
wichurra

Nie mam. Mam papierową wersję. Ale widzę, że na chomikuj jest do ściągnięcia.

Ok, to sobie zaraz poszukam :)
10 kwietnia 2015 22:31 / 1 osobie podoba się ten post
Czytam teraz "Rękopis znaleziony w Saragossie" Jana Potockiego i jestem zachwycona.
Film należał już od dawna do moich ulubieńców, książka jest również świetna.
Pełno w niej upiorów, księżniczek, zbójców, wisielców wstających z szubienicy - nie wiadomo, co jest senną marą, a co rzeczywistością. Książka składa się jak na razie z historii, które są ze sobą trochę powiązane. Są one tak wciągające, że jak się kończą, to jakby normalnie całą książkę przeczytać. Do tego wspaniały język, napisane z humorem, treści filozoficznych można się też dopatrzyć - jednym słowem - czego tam nie ma:)
Właściwie to dopiero 1/3 przeczytałam, a już mam ochotę zacząć od początku.
11 kwietnia 2015 10:35
Jakoś udało mi się domęczyć "Miłość w czasach zarazy" Marqueza, ale na pewno nigdy już nie wrócę do tej powieści. "Sto lat samotności" podobało mi się. W sumie to przeczytałam 6 książek tego autora i tak sobie myślę, że gościu może mieć trochę z deklem, bo w każdej musiał się znaleźć jakiś wątek pedofilski. Dziwne to trochę.

Teraz wzięłam się za "Zabić drozda" Nelle Harper Lee. Troszkę czyta się tę powieść, jak książkę dla dzieci, ponieważ jest pisana z punktu widzenia dziewięcioletniej dziewczynki. Póki co, mam za sobą 58%
11 kwietnia 2015 10:42
A ja ubolewam na brakiem biblioteki,nic nowego nie przeczytałam od dawna:(W domu wracam do niektórych książek ,co je czytałam dość dawno.A na wyjazd polska prasa kolorowa:)O lekturach aktualnie obowiązkowych nie wspomne bo juz mi ta nauka bokami wychodzi.Przerobiła połowe testów i mam mętlik w głowie:(
11 kwietnia 2015 10:42
A ja ubolewam na brakiem biblioteki,nic nowego nie przeczytałam od dawna:(W domu wracam do niektórych książek ,co je czytałam dość dawno.A na wyjazd polska prasa kolorowa:)O lekturach aktualnie obowiązkowych nie wspomne bo juz mi ta nauka bokami wychodzi.Przerobiła połowe testów i mam mętlik w głowie:(