Panowie jadą na miasto na obiadokolację, to muszę sobie coś wymyslić. Makaron z pesto albo jajecznica...
Panowie jadą na miasto na obiadokolację, to muszę sobie coś wymyslić. Makaron z pesto albo jajecznica...
Takie dobre jajka tam masz, Werska , że wciąż tylko jajecznica? ?
sałatka jarzynowa już zrobiona, teraz zabieram się za szarlotkę z rodzynkami migdałami i pianką z białek Już nie takie dobre, bo jak nie ma na razie gęsich, to do gospodarza nie chodzę... A poważnie, to akurat jajecznicę uwielbiam i mogę jeść w kółko. No, prawie. Tutaj jest spokojnie, lekko, itp., ale informacyjnie leży. O tym, że jedzą na mieście dowiedziałam się dziś i nic sobie wczoraj innego nie kupiłam do jedzenia, bo na zakupy nie poszłam (zwykle rano dowiaduję się, co jemy wieczorem i idę na zakupy- codziennie, oprócz niedzieli). W zamrażarce jest parę rzeczy, ale leń jestem i idę na łatwiznę:-) Sam fakt, że praktycznie po cieście i kawie ok. 14 już nic nie będzie do roboty cieszy. I mogę jeść to co ja chcę. A że akurat jajecznica:-) A może kanapki? Otworzę lodówkę i się zastanowię.
Nie możesz tym swoim gadułom podrzucić kartki i długopisu, aby przemyślenia spisali na papier? Najlepiej kilkudniowe, albo chociaż trzydniowe, jak więcej nie ogarną :-)
Ten numer nie przejdzie:-) Do codziennych, porannych decyzji obiadowych się przyzwyczaiłam,a teraz to mam wrażenie o co innego chodzi. O zmiany w ich wzajemnych stosunkach, ten, który był decyzyjny i oparciem robi się coraz bardziej jak dziecko. A jedzenie jest takim momentem, kiedy pewne rzeczy wychodzą na powierzchnię.
Żurek na Wiejskiej kiełbaskę z jajeczkiem. Sporo tego bo córcia zabiera ze 3 słoiki ze sobą. Do tego na słodko drożdżówki własnej roboty. :piecze ciasteczka: