Zmiana podopiecznego - porady

07 września 2012 20:37
Witam
Nazywam się Hanna, mam 27 lat i pracuję jako opiekunka od początku bieżącego roku, do tej pory nie miałam doświadczenia w opiece, jestem po studiach kulturoznawczych i chcę odłożyć konkretną kwotę na rozwój własnej działalności w Polsce, stąd też decyzja o podjęciu tej pracy. Jestem aktualnie na trzecim kontrakcie (wspólpracuję z Promedicą24, bywa różnie, lecz ogólnie nie narzekam) u tego samego podopiecznego, nie mam zatem punktu odniesienia i porównania, dlatego chciałam podzielić się z Wami dylematem, który mnie trapi. Otóż po przepracowaniu pierwszego tygodnia trzeciego kontraktu postanowiłam nie wracać do swojego dziadka już więcej, bo choroba postąpiła do tego stopnia, że gdybym dostała tego pacjenta z początkiem roku, nie wytrzymałabym nawet miesiąca, a co dopiero czterech. Jednak trafiłam tu do Was, na forum, czytam kolejne wątki i jestem coraz bardziej przerażona: z dziadkiem jest coraz gorzej, nie ma się co czarować, ale co jeśli trafię z deszczu pod rynnę? Może w punktach streszczę sytuację, przedstawię za i przeciw i pomożecie mi podjąć decyzję.
Zalety mojego aktualnego miejsca pracy:
-dobrze dogaduję się z rodziną (dziadek ma 3 córki, jedna z nich mieszka w tym samym domu, nad nami, służy pomocą, interweniuje, gdy coś się dzieje, ale się nie wtrąca w to, jak prowadzę dom)
- dziadek jest jako-tako samodzielny. Jeszcze. Bo choroba jednak postępuje.
- piękna okolica (Aschaffenburg-Nilkheim)
-nie mam żadnych problemów odnośnie zakupów i jedzenia, nikt mi w talerz nie patrzy, mam do dyspozycji 50 euro +(poza tą kwotą) kawa, soki, napoje, mleko, dżemy, owoce z ogrodu i nie muszę sama prać
-dziadek zazwyczaj śpi w nocy
-personel medyczny (Caritas) przychodzi robić zastrzyki, więc mogę w każdej chwili zasięgnąć fachowej rady i pomocy
-wiem, że przed chorobą był dobrym, wdzięcznym człowiekiem, wciąż powtarza „danke” (pod warunkiem, że akurat nie ma ataku, ale o tym zaraz), bywa naprawdę wzruszający i rozczulający. Albo raczej bywał, bo teraz już coraz rzadziej mu się zdarza
-dostałam ostatnio podwyżkę (36euro/dzień+100%w dni świąteczne + 39euro podstawa, w sumie jakieś 1100-1200euro/mc)

Wady:
-Jak wyżej: choroba (demencja) postępuje strasznie. Dziadek ponadto ma cukrzycę, jest po udarze (niedowład lewej części ciała) i jest przeokropnym hipochondrykiem, w kółko, ale to w kółko wysłuchuję utyskiwania, jęczenia, marudzenia, ględzenia. Pół roku temu był komunikatywny, chciało mu się żyć, cieszył się spacerami (zabierałam go czasami z wózkiem inwalidzkim na trasę 5-6km, cieszyły go te wycieczki, opowiadał mi o swojej ukochanej Emmi – na cmentarzu aż się rozpłakałam, kiedy patrząc na niezapominajki powiedział „Vergisst mir nich … Nein, ich wird dich nie vergessen”, wciąż o niej mówił, Emmi zmarła 4 lata temu, byli parą 10 lat, po śmierci swoich małżonków, lecz dziadek nazywał ją niezmiennie „Eins und alles” Dziś prawie już o niej nie mówi W ogóle, mało co mówi, poza tym, że w kółko truje)
-Zaczął nosić pampersy. Jest jako tako sprawny, lecz zazwyczaj po wizycie w toalecie zastaję tam niespodziankę w postaci kałuży
-Coś nie gra z moim czasem wolnym. Niby mam 2-3h dziennie, kiedy dziadek śpi popołudniem, lecz w praktyce jestem uziemiona w mieszkaniu, do tej pory, na 3cim kontrakcie, miałam tylko 7h „prawdziwego” wolnego, chociaż jestem tu już prawie 3 tygodnie. To jest jednak rzecz do dogadania z córkami, węc Az takiej tragedii nie ma.
-Na spacery też możemy wychodzić tylko w najbliższa okolicę i raz dziennie, bo potem słyszę wciąż trucie o bolącym krzyżu i ramionach
-Mam problem z kąpielą, dziadek potrafi próbować uciec nago z łazienki, byleby jej uniknąć
-Bywa agresywny, rzadko, bo rzadko, ale bywa, kiedy na przykład próbuję go ubrać, a jemu ubzdura się, że wykręcam mu rękę. Drze się, wzywa pomocy, córkę, chce wzywać policję, no koniec świata
-Przez wzgląd na postępującą demencję gubi się we własnym domu, a że ma problem z chodzeniem, w każdej chwili może się zdarzyć wypadek, także w nocy. Mój zmiennik miał taką sytuację.
-Ja sama z początkiem roku miałam dużo większą motywację do pracy i znacznie łatwiejszego pacjenta, tymczasem w moim życiu prywatnym tez podziały się niedobre rzeczy, przez co miewam stany depresyjne, rzecz szalenie niewskazana przy zajmowaniu się pacjentem z demencją, do którego trzeba mieć baaaaaaaaaaaardzo wiele serca i cierpliwości. A mnie już ich chwilami brakuje
-córka zaproponowała, żebym zmieniala się ze swoim zmiennikiem co 6 tygodni, żeby odetchnąć od coraz trudniejszego ojca (tez ma oczy i widzi, co się z nim dzieje), ale to też przełoży się na moje zarobki … Nie chcę spędzić w Niemczech jako opiekunka kolejnych 3 lat, planowałam przyjechać na maksimum 2-2,5 roku, ale w sytuacji, jeśli będę pracowała po 6 tygodni ten okres silą rzeczy się przedłuży, nim uzbieram stosowna kwotę.

Przykład z dzisiejszego poranka:  Wstałam wcześniej (z reguły wstaję ok. godziny przed dziadkiem, by na spokojnie ogarnąć swoją toaletę, umyć głowę etc), niestety, po 10 minutach dziadek już próbuje dostać się do WC. Szybko zatem mu otwarłam, stoi biedak półprzytomny, bez pieluchy, w jednej skarpetce, z koszulą w rękach, a tymczasem brudny pampers (w zasadzie pieluchomajtki, które sam może sobie zdejmować podczas załatwiania się – nawet nie wie, że to pampers, a nie zwykłe majtki) wala się zwinięty w kulkę w okolicach poduszki, w łóżku, wraz z ręcznikiem i rolką papieru. Nie wie człowiek, czy się śmiać, czy płakać i załamywać ręce. Z dziadkiem oczywiście batalia o ubranie, o przemycie („Was machst du den da! Das ist doch kalt! Ich wird erkaltet! Ich bin doch krank! Mir ist so schwindlich!“ itd, itp.), o mycie zębów („Ich habe schon Zahne geputz!“ – a zapach ust jednoznacznie wskazuje na konfabulację w tej kwestii). Już wolałabym chyba, żeby nosił po prostu pieluchę i nie korzystał z toalety, przewinęłabym go i nie była narażona na takie „niespodzianki“…  Już nawet tych kwestii nikomu nie zgłaszam, no bo w sumie po co ? To stało się smutną codziennością, zdarza się coraz częściej i nikt nic na to nie poradzi…

Zapomniałam jeszcze dodać, że wiosną rodzina przedłużyła kontrakt z agencją, bo warunkiem była współpraca ze mną, a ja mam umowę z Pro do listopada. Nie chciałabym ich zawieść. Ale, jak mówię, wiosną mój podopieczny był zupełnie innym człowiekiem.

Dziewczęta drogie, nie wiem, co robić, jestem w kropce A co, jeśli trafię gorzej? Na podłą rodzinę, pacjenta w gorszym stanie, jakieś złośliwe babsko w zapadłej wsi bądź co gorsza na ponurym, podwielkomiejskim blokowisku ?Co mi radzicie?Bardzo proszę o Wasze zdanie w tym temacie
Pozdrawiam
Hellyspring
07 września 2012 21:43
witaj koleżanko po fachu, ja też jestem kulturoznawcą, tyle że wiek inny, ale za to pacjent też z zaawansowaną demencją, Powiem Ci jedno - jak chcesz tu zostać, odpuść sobie częste mycie i daj dziadkowi sporo luzu, choć będzie to dla Ciebie szok kulturowy. Gdybym Ci napisała, na co my pozwalamy mojemu Herrowi, tobyś się bardzo zdziwiła, że to się dzieje w D. Ale obowiązuje mnie dyskrecja. Ogólnie - nie zmuszaj go do mycia zębów itp. Niech nie myje, daj mu czystej wody do popicia,albo poczekaj na lepszy moment. I tak dalej. Syn mojego Herra tak robi i wszyscy jesteśmy w dobrych humorach( z Herrem gorzej, bo ma szczerą deprechę, ale jest najczęściej dość spokojny, a czasem nawet pogodny). Jeśli natomiast nie umiesz odpuścić Ty albo rodzina, zmień miejsce i nie bój się, bo raczej trafisz na fajnego pacjenta i miła rodzinę, gdyż tacy przeważają w naszej pracy. Powodzenia! Jako kulturoznawca wiesz zapewne, jak różne jest pojęcie normy na świecie, niech to Ci da trochę luzu.
07 września 2012 21:44
Zmiana,zmiana i jeszcze raz zmiana-pacjeta,otoczenia,rodziny,wszystkiego.Młoda jesteś i szkoda Twojego zdrowia.
07 września 2012 22:09
Ooooo, a wszyscy pytają, co kulturoznawczyni robi jako opiekunka :)
Właśnie problem w tym, że ja bym dziadka w ogóle do mycia nie zmuszała, ale to wymóg rodziny; muszę go każdego ranka golić, kąpiel raz w tygodniu to też konieczność, dziadek śmierdzi już w sobotnie popołudnie tak, że gdybym mogła, to kąpałabym go 2-3 razy w tygodniu, więc i tak daję mu trochę luzu. Problem w tym, że demencja to rzecz jedna, ale on jest też już mocno niesprawny fizycznie, jak wspomniałam, po udarze, z cukrzycą, początki choroby Parkinsona, głuchy na lewe ucho etc ... No i z tygodnia na tydzień stan się pogarsza, teraz na przykład, godzinę od pójścia spać, leży biedak w łóżku i gada do siebie. Pomijam kwestię hipochondrii - czasem nie pozwala się dotknąć, wrzeszcząc, że go wszystko boli i że przecież wiem, jaki on jest wrażliwy. O tej swojej wrażliwości gada zresztą na okrągło, podobnie jak wszystko go wciąż boli, szczypie, swędzi i co tylko ... Te wyimaginowane choroby sprawiają mi więcej kłopotu niż realne, na dodatek rodzina obchodzi się z nim na każdym kroku jak ze śmierdzącym jajkiem, ale kiedy przed pierwszą kąpielą spytałam, ile wody należy nalać do wanny, to nikt nie wiedział.
Jak się spędza z takim człowiekiem 5 minut dziennie, to można pogłaskać po główce i wysłuchać z uwaga szeregu utyskiwań usiłując zaradzić wymyślonym naprędce kolejnym schorzeniom, lecz wszak nie sposób przejmować się tym ględzeniem 24h.

Dzięki za odzew kobietki, na innym forum opiekunek zamieściłam to samo pytanie i też Panie w większości radziły, żebym zdecydowała się na zmianę. Chyba tak zrobię, bo dziś znowu dał mi dziadek popalić, oj dał.

Tylko co będzie, jeśli trafię jeszcze gorzej ?? Na jakąś złośliwą, zgryźliwą staruchę, u której będę niedojadać i wiecznych pretensji wysłuchiwać ? Wszak i takie kontrakty się zdarzają ... Tego boję się najbardziej, tutaj chociaż z rodziną mam fajny kontakt ... Choć może mogłoby też być lepiej? Niby córka, która mieszka w tym samym domu z rodziną się nie wtrąca, lecz jednak czuję się cokolwiek skrępowana, kiedy przychodzi z wizytą bez zapowiedzi; nie czepia się, ale kiedy widzę to jej podejście do ojca, przejmowanie się każdą pierdołą, dziadkowi noga zdrętwieje, poskarży się i mamy półgodzinną debatę, jak mu ulżyć w tym cierpieniu, a dziadka nakręca to do dalszego marudzenia... Tak jak wspomniałam, 5 minut każdy się może rozpływać nad drobiazgami, tylko ciekawe, skoro nie pracuje, czemu sama nie weźmie ojca do siebie ...

Pozdrawiam serdecznie
Hellyspring
07 września 2012 23:08
przeczytałam z uwaga i również jestem zdania żebyś zmieniła miejsce
jesteś już zdecydowanie Przemęczona ...
nie musisz wcale źle trafić, nie musisz brac pierwszej lepszej zmiany, dostaniesz nie jedna propozycję...nie chcesz upierdliwej baby, jedź do nowego dziadka...
08 września 2012 07:50
Hellyspring, zapisz się do naszego Klubu Optymistów, to i dobra sztela Ci się trafi. Ja jeżdżę na zastępstwa, byłam już w 5 miejscach i tylko w jednym spotkałam lekko czepialską żonę podopiecznego, a tak wszędzie spokojnie dawałam radę. Poproś o pacjenta, który mało gada, są takie stadia niektórych chorób, że człowiekowi niewiele się już chce, albo zwyczajnie nie potrafi, powiedz że miałaś trudnego podopiecznego, a w większości firm to rozumieją i powinni pójść Ci na rękę, znajdując miejsce, w którym odetchniesz. W naszej pracy musimy być elastyczne i odważne, aby nie oszaleć.
08 września 2012 08:23
Klub Optymistów ? Fajna sprawa :)

Zdecydowałam już, po tym, jak trzykrotnie w ciągu nocy i rano sprzątałam łazienkę, a z nieobecnym pacjentem kontakt werbalny mam mniejszy niż z własnym kotem (z tą różnicą, że kot nie ględzi) postanowiłam już dziś zadzwonić do koordynatorki w tej sprawie. Ponieważ jednak dziś sobota jak łatwo w tej pracy stracić poczucie czasu), zrobię to w poniedziałek. Ponieważ do końca kontraktu zostały mi jeszcze co najmniej 3 tygodnie (jeśli nie 5 - okaże się), muszę tu jeszcze jakoś wytrwać, ale naprawdę wolałabym zajmować się całkowicie niesprawnym, leżącym pacjentem. W agencji mają chyba dane sprzed pół roku dot. zdrowie mojego podopiecznego bowiem ani ja, ani mój zmiennik, z tego co mi wiadomo, nie zgłaszaliśmy do tej pory o postępujących zmianach chorobowych (raz tylko wspomniałam na ten temat, ale bez szczegółów) - przedstawię zatem obecną sytuację i uprzedzę, że na kolejny kontrakt chciałabym pojechać do innego pacjenta, bowiem z tym nie daję sobie po prostu rady na dłuższą metę.



Ostatecznie moja praca nie może się ograniczać przede wszystkim do wycierania moczu z podłogi, powtarzania w kółko tych samych formułek do niereagującego dziadka i wysłuchiwania skarg i zażaleń. Gdyby chociaż jeszcze próbował współpracować ...
08 września 2012 08:40
Hellyspring - jak będę gotowała obiad, to spróbuję przeczytać Twój pierwszy post.
08 września 2012 09:09
Podjęłaś słuszną decyzję! Uciekaj stamtąd bo wykończysz się psychicznie... Rodzina jest w tej chwili dla Ciebie miła bo odwalasz za nich kawał roboty, dzięki czemu mają spokojne sumienia,głaska dziadka po głowie, bo niebawem zajmie się jego majątkiem:).! Zapamiętaj- w chwili gdy przestaniesz im byc potrzebna nie zostawią na Tobie suchej nitki!

Zmieniaj miejsca pracy (przynajmniej co 2 miesiące) bo dostaniesz na głowę! Umów się z agencją, że z jednego miejsca jedziesz na drugie... tylko w ten sposób uda ci się osiągnąć cele finansowe i... nie zwariować.

Pozdrawiam
08 września 2012 09:11
Hellyspring - dziadek jest typowy dla tej choroby. Jesli chcesz zostac - obowiazki higieniczne, typu mycie, prysznic, mycie zebow - powinien przejac Caritas albo DRK. Oczywiscie - to nie zalatwi wszystkiego, ale bedzie lzej. Na kontakt z pacjentem nie licz, w tej chorobie cudow nie ma. Nie wiem, jaka to okolica - popytaj rodziny o mozliwosc wysylania dziadka, na przyklad 2-3 razy w tygodniu do Tagespflege (mialam tak w poprzednim miejscu). Da Ci to troche czasu dla siebie. Do swojej agencji dzwon i opowiadaj - jak nie informujesz, to dla agencji jest wszystko w porzadku. Koordynator powinien porozmawiac z rodzina na temat zapewnienia Ci warunkow odpoczynku, ktorego, co tu ukrywac, bedzie mniej. Rodzina powinna zglosic sie do lekarza prowadzacego dziadka i ustawienie lekow tak, zeby dziadek w nocy spal, a w dzien nie byl agresywny - to mozna zrobic, bo znam dzialanie takich lekow z poprzedniego miejsca, nawet sama moglam regulowac dawke, tak, zeby byl spokoj. Gledzenie i brak kontaktu - albo sie z tym pogodzisz, albo musisz wyjechac, ale wierz mi, wiekowi podopieczni, obojetnie od innych schorzen, w 90 % sa dotknieci w wiekszym, lub mniejszym stopniu demencja. Wiec nigdy nie wiadomo, gdzie i na co trafisz w nastepnym miejscu.

Moje pierwsze miejsce tez bylo z demencja, ktora szybko ze slabej stala sie silna. Trzeba umiec zyc z takim podopiecznym, nie jest latwo.

Decyzja nalezy do Ciebie. W kazdym razie - Twoja agencja i rodzina musza wiedziec o zlym stanie dziadka i o tym, ze istnieja srodki i mozliwosci ulzenia Twojej pracy.

Gdyby rodzina mowila, ze za Tagespflege (maja swoje auta - zabieraja i odwoza pacjenta) trzeba placic - to nie jest prawda, tak samo, jak mycie, ubieranie chorego - oplata idzie z ubezpieczenia.
08 września 2012 09:54
Właśnie tez już o tym słyszałam, lecz na Tagesppflege raczej nie liczę - dziadek szalenie sie boi zmian, nie odnajduje sie już we własnym mieszkaniu. Co sie tyczy czasu wolnego, to przy pierwszym kontakcie miałam każde niedzielne popołudnie wolne (ok.5h), kiedy jedna z córek zabierała dziadka do siebie, niby zawsze mogę poprosić tą córkę, która mieszka nad nami, by z nim chwilę posiedziała, lecz to też jest dla mnie trochę mało komfortowe ... Nie wiem czemu, ale stresuję się, że powie, że coś robię nie tak,... Teraz od 3 niedziel, córka dziadka nie zabrała, wymawiając się jakimiś bzdurnymi powodami, jak Knoblauchfest (czosnkowa impreza, więc mi przepada wolne) czy brak auta (no, jej auto jest w naprawie, ale jej mąż i dwoje dzieci mają swoje samochody, więc chyba chcieć, to móc, prawda ? Lecz trudno się dziwić, że nie do końca chce ...).

Rodzina zna stan dziadka, nie są ślepi, do agencji zadzwonię w poniedziałek, bo to co się dzieje zaczyna mnie naprawdę przerastać, kąpiel zawsze była horrorem, nawet jak dziadek był znacznie sprawniejszy, ale rano znalazłam kałużę w pokoju sypialnym, a mokrego pampersa na podłodze w toalecie ... Paradoksalnie, najwięcej kłopotu sprawia fakt, że dziadek jest na tyle sprawny, by wykonywać samodzielnie te kursy do toalety, gdyby po prostu miał pampersa, zmieniłabym mu go dwa razy dziennie i po krzyku, a w tej sytuacji poza zmianą pieluchomajtek dochodzi każdorazowe sprzątanie, ubieranie (czasami nie chce pozwolić naciągnąć sobie spodni, krzyczy na mnie, że sprawiam mu ból itd), a leki były zmieniane całkiem niedawno i stan bardzo nieznacznie, na moment się poprawił, lecz, jak już pisałam, demencja, cukrzyca, stan poudarowy, głuchota - to wszystko warunkuje określone możliwości jeśli chodzi o farmakologię i nie sposób teraz odpowiednio dobrać leków by pomogły "na wszystko" na co dziadek cierpi.



Alutka chyba ma rację, w tej pracy po prostu nie ma miejsca na sentymenty. Dziś siostra z Caritasu zrobiła mi wykład, że nie reaguję, kiedy dziadka boli przy zmianie pończoch kompresyjnych i nie słucham jej rad, nożesz do cholery, przecież jego boli wszystko, a przynajmniej on tak twierdzi, ona akurat ubiera mu pończochy i to jest dla niej kłopot, a ja mam ten kłopot z pampersem, spodniami, koszulą, skarpetkami, kurtką i każdym drobiazgiem, nawet leków czasem nie chce połykać, tylko ssie, a czasem znajduję niedossane tabletki w okolicy łóżka. Nie jestem w stanie dopilnować wszystkiego, zwłaszcza że np. podczas wizyt w toalecie nigdy nie prosi o pomoc.



Przekonałyście mnie, a raczej utwierdziły w przekonaniu. Wieję stąd.



Dziękuję serdecznie za wszystkie odpowiedzi, jak możecie, podzielcie sie jeszcze ze mną swoimi doświadczeniami. Boje sie, gdzie teraz trafie, ale jakoś nie wydaje mi się, żeby mogło być gorzej z pacjentem ...



Pozdrawiam serdecznie

08 września 2012 10:56
Hellyspring. Też uważam, że deyzja słuszna, zmykaj stamtąd zanim sie wykonczysz. Rodziną i jej ukadem z firma nie ma się co przejmować, oni Tobą na pewno się nie przejmują.

ja też w poprzednim miejscu przeżyłam ogromne pogłębienie demencji, gdybym nie widziała nie uwierzyłabym. Bylam od listopada do stycznia, pani była słaba fizycznie, zapominała trochę, ale przemiła, spokojna. Po miesięcznej przerwie, w marcu nie poznałam jej. Ciągłe awantury, agresja, chodziła za mną (ledwo) po całym domu oparta o rolator i wygadywała mi jaka ze mnie matka że wyjeżdżam i dzieci zostawiam, rodzinie opowiadała, że mężczyźni do mnie wydzwaniają i sie z nimi spotykam, horror po prostu. a że też nie jestem z tych, po których wszystko spływa naprawdę przeżywałam (rozum mówi Ci jedno, ale emocje są emocjami). więcej nie pojechałam, mimo że rodzina bardzo nakłaniała do powrotu, wydzwaniali nawet do mnie do domu. Ja przez miesiąc pobytu wtedy schudłam ponad 8 kg.

A PM zawsze wszystko mówię, i wiem że moja zmienniczka miała te informacje przekazywane. A najlepiej opisywać w mailach. Zawsze co na pismie to na piśmie.

Więc jeszcze raz Hellyspring, zmień najszybciej jak możesz i dbaj o siebie. Młoda jesteś dziewczyna i nie powinnaś po zrealizowaniu swoich planów wrócić do Polski jako strzępek nerwów.

Ściskam Cie mocno
08 września 2012 10:57
Hellyspring, bierz byka za rogi i zmień miejsce:) zawsze możesz przecież wrócić na poprzednie, jak stwierdzisz, że tam było lepiej. Jednak wątpię, że trafisz gorzej;) może jakbyś jechała prywatnie to większe prawdopodobieństwo wdepnięcia w przysłowiową kupę, ale skoro przez agencję to działaj! jest sporo godnych zaufania agencji, przejrzyj sobie posty o poszczególnych agencjach, jeżeli oczywiście myślisz o zmianie.

Ja jestem jeszcze w trakcie studiów, mam 23 lata, ale to już moje drugie wakacje w DE jako opiekunka. Kiedy byłam po raz pierwszy (w wieku 18lat:/) trafiłam kiepsko, bo podopieczna była sparaliżowana, opieka obejmowała transfer (co było katorgą) i miała demencję właśnie...często bywała agresywna, oskarżała mnie o kradzież pomimo tego, że te niby ukradzione rzeczy stały na swoich miejscach - w takim przypadku łatwo się wypalić i nie warto niszczyć się psychicznie, a z tego , co piszesz, można wywnioskować, że dziadek też niedługo będzie potrzebował transferu, więc lepiej uciekaj szybko;) (ten pierwszy wyjazd był prywatnie, dla jasności)

Przez tamten koszmar 5 lat zajęło mi podjęcie decyzji o powrocie do tej pracy na wakacyjną zmianę, ale tym razem przez agencję i do sprawnej podopiecznej. Nie żałuję, bo trafiłam dużo lepiej. wiadomo, że są też gorsze dni, ale w porównaniu z poprzednim miejscem...;)

Życzę pogody ducha:)
08 września 2012 11:00
Wiesz, demencja powoduje tez to, ze podopieczny ma w nosie, kto sie nim opiekuje, w tak zaawansowanym stanie nastepna opiekunka - to po prostu nastepna osoba. Wiec bez sentymentow - albo krotkie zmiany (4 tygodnie, a w takich stanach to jest max, co opiekunka jest w stanie wytrzymac), albo dziadek opusci dom i zamieszka w domu opieki, w dodatku rodzina nie chce wspolpracowac. Brak wspolpracy ze strony rodziny tez znam - po prostu nie maja zdrowia to uzerania sie z dziadkiem, zrzucaja wszystko na opiekunke, bo "przeciez za to placa" - Twoja agencja tez musi o tym wiedziec. U mnie bylo tak samo, jak byla demencja lekka - byla rodzina, jak sie pogorszylo - wpadali tylko na interwencje, jak slyszeli, ze babcia krzyczy na mnie na tarasie. Ale trzeba przyznac, ze interweniowali, ze dwa razy w tygodniu, czy jej sie podobalo, czy nie, byla w dziennym osrodku pobytu, czesto wracala w mokrych spodniach, ale przynajmniej moglam zakupy zrobic, dom ogarnac i siebie, no i troche sie pobyczyc.

Tabletki tez powinny przejsc na DRK albo Caritas, za to maja placone, ze pilnuja i walcza z chorymi. Tu, gdzie teraz jestem - babcia ma naprawde lekka demencje, trzy razy dziennie przyjezdzaja panie i podaja tabletki (czekaja, az polknie), mierza cisnienie, jak trzeba - zmuszaja babcie do prysznica i umycia zebow. Wszystko mozna zorganizowac, ale musi byc wspolpraca. Jesli jej nie ma - nie dasz rady wytrzymac dluga zmiane. Nie zawsze kasa jest najwazniejsza. Po ponad 4 miesiacach siedzenia jednym ciurkiem z moja "stara" babcia powiedzialam sobie - nie, ja tu nie wroce, pomimo bardzo dobrych warunkow materialnych. I dobrze zrobilam, jak na razie dobiega moje 3 miesiace w nowym miejscu - juz przedluzylam o nastepne 3 m-ce bez zjazdu. A tez potrzebuje kase... Wiec glowa do gory - rozmowa z agencja, rozmowa z rodzina, a jak nie ma skutku - mow, ze to koniec Twojej pracy w tym miejscu. Pracy dla nas jest teraz baaardzo duzo, bez obaw, nie tam, to gdzie indziej, cos znajdziesz.
08 września 2012 14:09
Hellyspring, bojąc się nowego miejsca pracy, po prostu przed przyjęciem nowej oferty powiedz w agencji jakiego miałaś pacjenta, że jesteś wykończona i potrzebujesz kogoś prostszego do opieki. Powinni bez problemu to uwzględnić, a jeśli nie, to zrezygnuj z współpracy z nimi, zjedź do kraju i poszukaj innej firmy. Ale naprawdę powinni się Tobą przejąć, bo teraz jest na rynku więcej ofert pracy niż opiekunek i kobiety często nie są już takie głupie, by się męczyć w miejscu i firmie, która im nie odpowiada.