Perły rzucone przed damy

Witamy Cię serdecznie Basiu. Jest nam ogromnie miło, że zechciałaś poświęcić nam czas na przeprowadzenie wywiadu.

Z tego, co nam wiadomo jesteś opiekunką osób starszych oraz prowadzisz blog, opisujący m.in. Twoje doświadczenia w tym zawodzie. Uważamy to za niezwykły akt odwagi oraz poświęcenia. W końcu to zajmuje sporo czasu, a praca opiekunki, jak wiemy jest czasochłonna.

 

 

1. Co skłoniło Cię do założenia bloga? Jakiego efektu ze strony czytelników chcesz się spodziewać? Czy jest to forma edukowania innych opiekunek? Czy bardziej miejsce na przemyślenia z danej chwili?

 

Bloga zaczęłam pisać przez przypadek. Nigdy wcześniej nie czytałam innych blogów. Nadal nie czytam. Gdy zaczęłam prowadzić bloga, weszłam dla porównania na pierwszy lepszy blog opiekunki. Przeczytałam na nim jedno zdanie o „hitlerówkach”. Bardzo szybko zaniechałam porównań i przestałam szukać wzorów do naśladowania. Piszę o tym, co uważam za ważne i o tym, co po prostu mam ochotę napisać. Zaczęło się od opowiadań.

Niemal od samego początku pracy w opiece, udzielałam się na forum opiekunek. Pisałam tak dla siebie. O moich dramatach na zleceniu, rzeczach, które mnie wkurzyły, rozśmieszyły, zastanawiały. Forum zrobiło się troszkę nudne. Ospałe. Pod koniec roku 2017 znalazłam się na Facebooku na grupach dla opiekunek. Już przy pierwszych tekstach pytano mnie, czy jestem blogerką. Przeczyłam i pisałam dalej. Zapytań było tyle, że stwierdziłem, że skoro wszyscy uważają mnie za blogerkę, to dlaczego miałabym nią nie zostać.

 

Założyłam blogi w kilku różnych miejscach (o tych samych tytułach), nie zastanawiając się po co i nie licząc na tak wysoką liczbę czytelników. Bardzo szybko podpasował mi blog na boggerze i tam zostałam http://kasiaperla.blogspot.com Liczba czytelników przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Gdy zaczynałam pisać i na bloga wchodziło 200- 300 osób, nie rozumiałam dlaczego tak się dzieje. Dla mnie to był fenomen. Tymczasem kilka tygodni później, jeśli nie kilkanaście dni później, dziennie miałam 2 tys. wejść. Liczby nakręcały mnie do działania. To, co powstało dla zabicia czasu, wypełnienia nudy na zleceniu, stało się moim obowiązkiem. Na blogu miały się znaleźć jedynie opowiadania. W pewnym momencie poczułam jednak, że należę do potężnej grupy ludzi wykonujących bardzo specyficzną pracę. Zaczęłam również czytać, co piszą opiekunki. Na forum pisałam z małą grupką ludzi. Nie zawsze się zgadzałyśmy na różne tematy. Natomiast jeśli chodziło o temat naszej pracy, to panowała całkowita jedność.

 

Większość osób znała swoje prawa, obowiązki i nikt nie poddawał ich w wątpliwość. Ci, którzy wpadali gościnnie, czytali i wyciągali wnioski. Tymczasem na Facebooku ujrzałam tysiące opiekunek, które nie mają pojęcia, o czym piszą. Jedne czytają uważnie, szukają i słuchają rad, inne osoby wprowadzają je w błąd. Nieliczni piszą mądrze i na temat. Jeden wielki misz masz. Misz masz spowodowany niewiedzą. Komuś, kto zaczyna z pewnością trudno zdecydować, kogo słuchać i kto ma rację. Dlatego na blogu prócz opowiadań zaczęły pojawiać się również podstawowe informacje dotyczące naszej pracy. Zainteresowanie było coraz większe i większe. Z czasem powstały pierwsze lekcje języka niemieckiego, które niestety również cieszą się ogromnym zainteresowaniem.

 

„Niestety” ponieważ prowadzenie bloga jest bardzo czasochłonne, a ja czuję się w obowiązku prowadzić go dalej. Są dni, że wstawianie posta sprawia mi przyjemność. Niestety są dni, gdy nie mam czasu, siły, lub ochoty. Fajnym rozwiązaniem okazały się przepisy kulinarne. Posiłki na zleceniu gotuje się codziennie, a nawet najprostszy przepis spotyka się z zainteresowaniem. W ogóle to nigdy nie wiadomo, jaki temat wypali. Gdy czasami myślę, że coś będzie hiciorem, statystyki pokazują, że zainteresowanie jest średnie. Natomiast, gdy wrzucę coś od niechcenia, obserwuję, jak post jednego dnia ma ponad 2 tys. odsłon. Jak już pisałam- dla mnie to jest fenomen, którego nie rozumiem. Płynę z prądem. Z resztą całe moje życie rzeczy działy się przez przypadek. Nigdy nie wiedziałam, co chcę robić w przyszłości. Tego, że znajdę się w gastronomi i przepracuję w niej ponad 10 lat, nikt się nie spodziewał.

 

Przed opieką broniłam się rękami i nogami. A jednak przepracowałam w niej już 4 lata. Nadal nie wiem, co chcę robić w życiu. Wiem, że nie chcę pracować w opiece. Natomiast póki co, należę do grupy opiekunek i opiekunów. Pierwszy raz w życiu mam uczucie, że należę do jakieś grupy i w pewien sposób czuję się odpowiedzialna za to, co się w niej dzieje. Od samego początku, gdy powstawał blog, nie liczyłam na nic. Nie myślałam co będzie dalej. Po prostu pisałam.- To co chciałam napisać i to, o co mnie pytano. Edukowanie opiekunek? No cóż. Rad można udzielać na Facebooku. Niestety, gdy co tydzień powtarzają się te same pytania, w pewnym momencie człowiek sobie myśli „czy tym pytaniom nie będzie końca?”. W chwili obecnej, wchodzę na bloga, wybieram temat, o który ktoś pyta i wrzucam link. Zaobserwowałam, że opiekunki zaczynają same sobie podawać namiary na mojego bloga, co uważam za super fajne. W jakiś sposób jest to więc forma uświadamiania opiekunek. Forma, która jest trwalsza, łatwiejsza, pełniejsza i szybka w obsłudze. Każdy sam decyduje o tym, czy skorzysta z moich mądrości, czy nie. Zapewniam jednak, że nie wyssałam ich z palca.

 

2. Jesteś zadowolona z decyzji podjęcia pracy w opiece, w Niemczech? Jeżeli tak, możesz nam przybliżyć, co wpływa na ten pozytywny fakt?

 

Tak. Moja decyzja nie wynikała z wyboru, ale z bezradności i bezsilności. Uważam, że w takiej branży nie można pracować latami. Dla mnie 4 lata to stanowczo za dużo. Widzę jednak światełko w tunelu i podążam do niego, by osiągnąć swój cel. Jedyny plus tej pracy, to duży zastrzyk gotówki. Nigdzie indziej nie zdoła się, w takim tempie odłożyć takich pieniędzy. Natomiast jestem zdania, że nawet jeśli w tej  branży kiedyś zapanuje porządek, to nie jest to praca na lata. Człowiek powinien mieć swój dom, do którego wraca po pracy. Po 8 godzinach pracy. Życie w kratkę, to nie jest życie. Rozpadają się rodziny, urywają kontakty socjalne, człowiek w pewnym momencie tak naprawdę jest sam. Jeśli nawet nie jest tak dramatycznie, to tracimy połowę naszego życia będąc na zleceniu. A mamy je tylko jedno.

 

Dla mnie kolejnym plusem tej pracy okazał się blog, który bez niej nigdy by nie powstał. Obecnie zrobiłam sobie już miesiąc czasu urlopu. Nie tylko od pracy, ale i od bloga. Jak najbardziej zamierzam jednak do niego wrócić. Chciałabym, by stał się profesjonalnym blogiem i by pracowało nad nim więcej ludzi. W chwili obecnej ma taki rozmiar, że ciężko to ogarnąć, a jest jeszcze tyle rzeczy, które trzeba napisać i które chciałabym poprawić.

Trzeci plus to książka, która właśnie powstaje. A właściwie czeka na druk. „Perły rzucone przed damy” ukaże się za około 3 miesiące (początek lipca). Na blogu podam, gdzie można będzie ją nabyć. W życiu wcześniej nie myślałam, że napiszę książkę. Mam pomysły i materiały na kolejną. Tylko czasu brak.

 

3. Miałaś kiedykolwiek chwile zwątpienia, chciałaś rzucić wszystko i wrócić do kraju? Poszukać pracy w Polsce?

 

Oczywiście. Zawsze i wszędzie. To jest nieludzka branża. Nie zniosłabym tej pracy i nie wytrwałabym tak długo, gdybym nie miała celu. Kiedyś myślałam, że w gastronomii nie liczy się człowiek. W opiece nie liczy się nikt- ani opiekunka, ani podopieczny. To wielki biznes. Można by zaryzykować słowa „mafia”?

 

4. Co w ogóle sądzisz o branży opiekuńczej, zarówno od strony środowiska opiekunek, ale i od strony pracodawców? Czy jest coś, co Twoim zdaniem powinno ulec zmianie?

 

Wszystko powinno ulec zmianie.

Większość podopiecznych powinna się znajdować w specjalistycznych ośrodkach (zakład psychiatryczny, dom starców, dom opieki, tymczasowy dom opieki, szpital, hospicjum) lub opiekunka, czyli praktycznie pomoc domowa, powinna pracować jednocześnie z opieką medyczną, która wykonuje wszystkie czynności medyczne i pielęgnacyjne. Pozostanie na starość w domu to jest luksus. Luksus, który dla Niemców dzięki polskiej opiekunce stał się standardem. Tymczasem do wielu czynności opiekunka nie posiada kwalifikacji. Czas pracy opiekunki to średnio 40 godzin tygodniowo. Bez wsparcia opieki medycznej oraz rodziny podopiecznej, czas pracy opiekunki bardzo często wykracza poza godziny pracy, za które ma płacone, a wysiłek fizyczny i psychiczny, jaki wkłada w pracę jest ogromny.

 

Czasami dokonujemy rzeczy niemożliwych. Często pracuję z osobami demencyjnymi. Śmiem twierdzić, że towarzyszą im choroby psychiczne. Pacjenci raz na trzy miesiące widzą przez 5 minut neurologa, który ustawia tabletki na kolejne 3 miesiące. Tabletki, które w pewnych sytuacjach podaje się według potrzeby. W specjalnych ośrodkach, gdy jest taka potrzeba pacjent dostaje większą lub mniejszą dawkę. Podczas opieki domowej służby medyczne przychodzą dwa razy dziennie i wydają tabletki według zaleceń. Opiekunka, a nawet służby medyczne nie mogą zmienić dawki nawet, gdy widzą, że jest taka potrzeba. W efekcie ta sama podopieczna z powodu za wysokiej dawki trzy miesiące śpi dzień i noc, ponieważ tabletki ją tak otępiają, a kolejne 3 miesiące po zmniejszeniu dawki wchodzi opiekunce na głowę lub wręcz wbija opiekunce widelec w czoło. Takie leki powinny być ustalone stacjonarnie.

 

Po drugie raz jest lepiej, raz gorzej i ktoś powinien mieć prawo na bieżąco dostosowywać dawkę. Dlatego twierdzę, że niektórzy nie powinni przebywać w domu. Opiekunka nie ma żadnych środków, by zająć się takim podopiecznym. Nie mówiąc już o wiedzy. Natomiast obłożnie chorzy pacjenci często nie mają potrzebnego sprzętu, a służby medyczne przychodzą i wykonują jedynie minimum- to, za co im się płaci. Reszta obowiązków spoczywa na opiekunce. Chodź wiele z nich tak naprawdę do nas nie należy. Ponadto oczekuje się, że zastąpimy podopiecznym rodzinę. Wymaga się, by opiekunka warowała przy podopiecznym dzień i noc, chociaż nie ma takiej potrzeby. Opiekunka nie jest lekarstwem i rozwiązaniem na samotność niemieckich seniorów. Od tego mają oni swoje własne rodziny.

 

 

Firmy powinny być kontrolowane. Unika się płacenia pełnego ZUSu, podatków. Opiekunka wyjeżdżając nigdy nie ma pewności na jakich warunkach będzie pracować. Np. wczoraj rozmawiałam z firmą, która twierdziła, że płaci ZUS od średniej krajowej. Dzisiaj wyszło na jaw, że od średniej krajowej w skali trzech miesięcy. W rezultacie wychodzi, że ZUS jest płacony miesięcznie średnio od 1/ 3 średniej krajowej. Moim zdaniem to jest oszustwo. Takie rzeczy wychodzą w większości firm, jeśli zada się wystarczająco dużo pytań.

 

Opiekunki powinny być sprawdzane- wiedza, pewien poziom, umiejętności, język niemiecki, testy psychologiczne, kultura. To jest praca z człowiekiem, a nie przerzucanie worków z ziemniakami. Tymczasem kwalifikacje i język sprawdza się, ale tylko po to, by obniżyć wysokość pensji. Opiekunka i tak jest wysyłana, ponieważ w firmach brakuje opiekunów.

 

Na zlecenia regularnie powinien przyjeżdżać koordynator, by sprawdzać, czy wszystko jest ok i jak wygląda współpraca między opiekunką, podopiecznych i rodziną. Tymczasem koordynatorzy czasami miesiącami, jeśli nie latami, nie widzieli ludzi, z którymi podpisali umowy, i którzy dla nich i na nich pracują.

Państwo polskie i niemieckie powinno egzekwować prawa i przepisy, które wprowadza w życie. W opiece panuje bezprawie i nikogo to nie obchodzi.

 

5. Masz za sobą sporo doświadczenia, dlatego jesteśmy ciekawi Twojej opinii na temat idealnej kandydatki na opiekunkę. Jaka powinna być osoba, która chce pracować w opiece? Jakie umiejętności powinna posiadać, by praca w tym zawodzie nie stała się dla niej rozczarowaniem?

 

Powinna posiadać wiedzę. Nie medyczną!

Powinna wiedzieć, w jakim charakterze wyjeżdża do pracy.

Wykazać się asertywnością i poczuciem odpowiedzialności za dom podopiecznej i za podopiecznego.

Powinna jednak pamiętać, że ponosi odpowiedzialność, ale nie wszystko musi wykonywać sama. Od wykonywania różnych czynności są różne zawody. Jest rehabilitant, ogrodnik, pielęgniarka, ktoś do mycia okien, złota rączka,  psycholodzy i rodzina podopiecznych...

Opiekunka powinna znać język w stopniu komunikatywnym, by zdobyć zaufanie podopiecznych i ich rodzin oraz by się z nimi komunikować- informować o sprawach bieżących i w wielu sprawach, służyć pomocą jak np. zorganizowanie terminu, przyjęcie ślusarza, elektryka, kominiarza w domu, towarzyszenie podopiecznej podczas wizyt nie tylko ciałem, ale i „głową”.

Ważna jest również cierpliwość. Nie można być nastawionym jedynie na zyski.

Trzeba przynajmniej w małym stopniu lubić to, co się robi. Ale tak jest w każdej pracy.

Warto mieć jakąś odskocznię. Niech to będzie książka, internet, szydełkowanie, by nie zwariować w tej pracy.

Trzeba też wiedzieć, gdzie kończy się nasza odpowiedzialność, a gdzie odpowiedzialność ponosi rodzina podopiecznych. Warto rozumieć, kiedy i jak odejść.

 

6. Czy masz jakąś radę dla początkujących opiekunek? Pytamy o to, ponieważ komentarze o tej pracy nie zawsze są pozytywne.

 

Nie oczekiwać wdzięczności. Nastawić się na ciężką pracę pod względem fizycznym lub psychicznym. Przed wyjazdem zapoznać się z charakterem naszej pracy. Poznać swoje prawa i obowiązki. Nie liczyć na to, że ktoś poda idealne zlecenie na złotej tacy. To ciągła walka o swoje prawa i o szacunek. Pilnować swoich spraw. Sprawdzać zlecenia, przygotować się do wyjazdu. Liczyć tylko na siebie. Ponosić odpowiedzialność za siebie i za podopiecznego. Jeśli ktoś nie potrafi zadbać i walczyć o siebie, nie powinien podejmować się pracy w opiece. To praca dla silnych ludzi, którzy powinni potrafić poradzić sobie za granicą.

 

Dziękujemy za Twój czas, a czytelników zapraszamy na blog Basi (Perły rzucone przed damy, adres: http://kasiaperla.blogspot.com  oraz na stronę, na FB (Perly Rzucone Przed Damy).

https://www.facebook.com/Perly-Rzucone-Przed-Damy-141846583289776/

 

Życzymy sukcesów i spełniania się w życiu, zarówno zawodowym, jak i prywatnym.

Zespół Opiekunki24.pl

20 kwietnia 2018 13:34 / 1 osobie podoba się ten post
Przeczytałam, z żalem to piszę ale jestem oburzona. http://kasiaperla.blogspot.com/2018/04/ile-czasu-potrzebuje-opiekunka-na.html
Przytoczone zachowanie jest nieodpowiedzialne i niedopuszczalne w naszej pracy. Pracujemy często ze schorowanymi osobami, od naszej opieki zależy ich stan zdrowia, samopoczucia, bezpieczeństwa. Opiekunka to nie księżniczka, która może rzucić wszystkim bez konsekwencji i bez narażania życia podopiecznego! Co do firmy, bardzo nieodpowiedzialna agencja, która nie powinna wysyłać opiekunki bez podpisanej umowy. Obowiązują nas terminy wypowiedzenia, powinnyśmy panować nad sobą, swoimi emocjami, umiejętnie rozmawiać i rozwiązywać sytuacje konfliktowe. Wybacz ale jestem zaskoczona. Brak odpowiedzialności obu stron.
20 kwietnia 2018 14:07
Nie czytałam betreuerinki. O ile dobrze wiem to są tam opowiadania różnych opiekunek. Moja książka opiera się tylko i wyłącznie na moich przeżyciach. Jest zupełnie subiektywna. Zawiela kilka ważnych informacji. Słuchałam wywiadu z autorką beteeuerinki i szczerze mówiąc w tym co mówiła, była bardzo ostrożna. Jeśli książka jest rak samo bezpłciowa, jak wywiad, to moja książka jest zupełnie inna.
20 kwietnia 2018 14:28
No cóż. Ja jestem oburzona, że opiekunka jest oburzona moim zachowaniem. Otóż takie firmy właśnie dlatego tak postępują, gdyż liczą na to, że opiekunka nie zostawi samego podopiecznego. Podejmują ryzyko. Proszę mi uwierzyć. Ostrzegałam firmę, że mają mnie nie prowokować. Są jednak jakieś granicę. Tydzień czasu na znalezienie zmienniczki to wystarczająco długo. Tym bardziej, że się do tego zobowiązali. Umowa ustna też obowiązuję. A w umowie ustnej ustaliliśmy, że w przeciągu tygodnia będę wolna. Jeszcze zanim potwierdziĺam wyjazd na kolejne zlecenie upewniłam się, że w poniedziałek wieczorem będe wolna. Podopiecznego nie zostawiłam samego. Został z koordynatorką, która na telefonie sypała propozycjami opiekunek, które może mogĺyby się natychmiast stawić na moje miejsce. Poprostu firma poszĺa sobie na ĺatwizne nie uwzględniajàc moich planòw, zamiast szukaç zmienniczki. Do poniedzialku wieczorem mieli jeszcze masè czasu. To oni ponoszà odpowiedzialność za to, co siè stalo. W ciągu dwòch tygodni zawiodĺam siè kilkakrotnie na firmie i byĺam oszukiwana. Rozmowa z firmà byĺa niemożliwa. Jakà miaĺam gwarancje, ze ktos mnie zmieni w srode? Jaka mialam gwarancje, ze dostane pieniadze za zlecenie skoro firma od samego poczatku klamie i oszukuje? Zadnej! Dlatego podjelam taka decyzje. Mialam do wyboru. Albo siedziec kolejny tydzien z firma oszustow i zaryzykowac wszystko wlacznie z nowym zleceniem i robic z siebie wariata w stosunku do nowej firmy, albo zjechac. Nie jestem kamikadze i nie bede siedziala na zleceniu z firma, do ktorej stracilam calkowicie zaufanie. O tym, czy postapilam slusznie, czy nie byc moze bedzie musial zadecydowac sąd, jeśli firma spròbuje mi wstrzymaç wypĺatè. Zamiast lagodzic sytuacje zamknela siè z dziadkiem a mnie poprostu po raz kolejny poinfirmowala, ze mam zostac do srody. Przez dwa tygodnie obserwowalam praktyki tej firmy. Prosze mi wierzyc. Nikt nie piczuwal sie tam do odpowiedzialnosci. Jeden zwalal wine na drugiego. A dlaczego rodziny nie piinformowano, ze zjezdzam, pomimo, ze mi powiedziano, ze rodzina zostanie pounformowana. Grali na zwloke. Kto wie na kiedy niby zalatwiliby zmienniczke, gdyby rodzina przez przypadek nie dowiedziala sie, ze zjezdzam. I stwierdzenie, ze dlaczego o tym rozmawialam z rodzina. Banda oszustow. 
20 kwietnia 2018 14:30 / 3 osobom podoba się ten post
Opiekunka to nie ksiezniczka ale opiekunja to nie niewolnik. A tak sie czulam. Do tego opieprzana z kazdej strony za bledy i niepoprawnosc firmy. W takuch warunkach mialam zostac, bo firma, ktora nie spelnila zobowiazan wobec mnie musi spelnic zobowiazania wzgledem podopiecznego? Ja wzgledem podopiecznego nie bylam do niczego zobowoazana.
20 kwietnia 2018 14:32
Z perspektywy czasu, tamta książka wydaje mi się, niestety, narzędziem do medialnej autopromocji. Czekam na książkę, która będzie uczyć i dostarczy dużą ilość wiedzy dla nowych opiekunek. Coś w stylu połączenia własnych doświadczeń, opisu pracy, chorób seniorów z  psychologią zachowania się w wybranych sytuacjach. Mam wielką prośbę, by w książce była mowa o pierwszej pomocy, higienie psychicznej i ochronie zdrowia opiekunki.
20 kwietnia 2018 14:33
Jedyne czego żalujè to ze nie zjechalam pierwszego dnia. Przez te dwa tygodnie nie bylam w stanie myslec widzac w co sie wpakowalam. Wyjechalam i juz w aucie poczulam sie wolna. 
20 kwietnia 2018 14:36
Wyrażam swoje zdanie i mam podstawy ku temu. Opiekunka jedzie do pracy bez podpisanej umowy. Gdzie tu odpowiedzialność firmy i opiekunki? Nie zmienię zdania mimo, że lubię twój blog.
20 kwietnia 2018 14:55 / 1 osobie podoba się ten post
A w czym problem podpisac na miejscu? Żaden. Ale nigdy w zyciu nie zrobię tak więcej z firmą, ktorej nie znam. Sama uważam, że nie zostawia się podopiecznego bez opieki. 2 tygodnie właśnie ze względu na podopiecznego siedziałam na stelli. Pierwszego dnia kilkakrotnie to powiedziałam, że w zaistniałej sytuacji powinnam zjechać, ale nje potrafię tego zrobić podopiecznemu. Zmienniczka jest świadkiem. W środę, dzień przed tym wydarzeniem, gdy zaczeto mnie zmuszać, bym została do środy powiedziałam im, że zjeżdżam natychmiast, bo nikt nie będzie się wykręcał, że umawa była inna. Nawet nie zadzwonili spytać do podopiecznego, czy jestem. Nie tak załatwia się sprawy. Gdyby zadzwonili do mnie i powiedzieli "pani basiu, wiemy, że mówiśmy, że może pani zjechać w poniedziałek, ale nie możemy nikogo znaleźć. Czy może pani zostać do środy?" Nie było by sprawy. Przesunęłabym lub spróbowałabym przesunąć nowy wyjazd. Ale w życiu, gdy ktoś się wypiera, że zobowiązał się znaleźć zmienniczkę w ciągu tygodnia. Prawda i szacunek przede wszystkim. Jestem przekonana o swojej racji. Jeśli chodzi o książkę to zawiera ona odrobinę ważnych informacji. Myślę, że dla początkującej osoby tyle informacji to w sam raz. Natomiadt stara wyga może czuć się zawiedziona. Poza tym, jak widzisz być może dla niektórych osób mogę wydawać się odrobinę kontrowersyjna. Jeśli nawet się czasami pogubię, to na koniec i tak decyduję sercem. Tak samo było w tej sytuacji rozum mówił swoje, a serce mówiło, że nie mogę dać się traktować, jak szmata. A książka już powstała, więc nic w niej nie mogę zmienić. Od dwóch tygodni pracuje nad nią redaktor, a od kilku dni trwają również prace nad okładką.
20 kwietnia 2018 18:07 / 1 osobie podoba się ten post
Ale w sumie sama pytałam o zdanie na ten temat. Hardcore. Zgadza się. Zjeżdżałam już ze zleceń, ale zawsze za porozumieniem z rodziną i firmą. 2 razy pierwszego dnia. Nigdy nikt mi nie mówił, że muszę zostać i to dłużej niż uzgadnialiśmy. I w taki sposób. Raz firma mi groziła karami jeśli zjadę bez pozwolenia pierwszego dnia, ale rodzina psychopatek sama mnie wyrzucała. W tej branży jeszcze nie raz otworzę szeroko oczy. Tylko zdziwiłam się, że to firma, którą uważałam za ok. Nie byłam nastawiona na coś takiego wyjeżdżając dwa tygodnie temu. A myślałam, że po 4 latach pracy w opiece dopadnie mnie stabilizacja i nuda. A tu full action.
20 kwietnia 2018 19:16
Nie zrobiłabym czegoś takiego- bałabym się konsekwencji. Ale firma nie była w porządku. Ty, kiedy wyszłaś zostawiłaś podopiecznego z koordynatorem z agencji, która nie liczyła się z twoim zdaniem. Nie wiem, jak to prawnie wygląda- umowy niby nie podpisałaś, ale sama piszesz, że ustne zobowiązania też są ważne. Z drugiej strony, podobają mi się osoby, które walczą twardo o swoje, bo to wymusza na szefach- wszelakiego rodzaju- traktowanie pracownika z szacunkiem. Miałam mieszane uczucia, zeszłaś z "posterunku" wcześniej, niż powiedziałaś. Ale gdybyś tego nie zrobiła, to w poniedziałek byłabyś pewnie sama z podopiecznym i zostawienie go samego byłoby skrajnie nieodpowiedzialne. Zostając do środy zawiodłabyś osoby, które w poniedziałek na ciebie czekały- domyślam się, że zmienniczkę i innego podopiecznego.
W sumie jestem bardziej na tak niż na nie, choć sama nie zrobiłabym w ten sposób.
 
Chciałam też napisać, że twoje wyliczenie godzin pracy- choć wiadomo wszystkim, że to tylko na papierze, nierealne- pomogło mi w uświadomieniu sobie, że nie muszę być na każde zawołanie. Są różne warunki, różni podopieczni, którzy wymagają dużo czasu z powodu schorzeń. Ale to co innego. I zajrzałam do umowy- a tam jeszce mniej godzin pracy tygodniowo mam wpisane. Czułam się niepewnie, kiedy wszystko, co trzeba było zrobione i było dużo czasu. Ale przestałam, bo po twoim wpisie uświadomiłam, że mam pewne obowiązki, ale nie jestem służącą, tylko pracownikiem mającym swoje prawa. Czas pracy wpisany w papiery, a ten realny to wprawdzie dwie różne rzeczy, ale wiem, że gdybym kiedyś poczuła się wykorzystywana, to mam podstawy- w umowie, by na to nie pozwalać.
20 kwietnia 2018 20:27 / 2 osobom podoba się ten post
Ja się niczego nie boję. Nie jeśli ktoś przekroczy granice. Na pewne rzeczy nie można pozwalać, żeby mieć szacunek do samej siebie. Prawda jest po mojej stronie. Ale upewniłam się mojej bardzo mądrej koleżanki. Mówi, że jak najbardziej wygram w sądzie. A ona się nie myli. haha. Ale kłopoty mi mogą robić. Ja dużo mogę znieść i często machnę ręką na różne sprawy. Nie liczę namiętnie eurosów. Jeśli trzeba kogoś wesprę. Ale wymagam szacunku od innych i nie zadaję się z ludźmi, do których straciłam szacunek. 
 
Jeśli chodzi o godziny- my jesteśmy na złej pozycji. Chcac nie chcśc w duszy jesteśmy jednak sługami. Zdałam sobie z tego sprawę u obecnego dziadka. Chociaż gloszę prawdy jakie głoszę. Dziadek chciał jeść o 8.30. O 8.15 wychodził z sypialni. Mówił dziendobry  ja czekalam w kuchni z tacka ze sniadaniem. Pan szedl do lazienki, nioslam wszystko na stol kilka roznych talerzykow, wycusniety soczek z pomaranczy i grejfrutow, swieża gazete, dwa rodzaje chleba i rogalika. Dzbanek kawy, ktory sie musial podgrzewac na podgrzewaczu. Sama siadalam z moja owsianja i czekalam. Pan wychodzil z lazienki a ja czekam. Pan idzie jednak po skarpetmi. Ja czekam. Pan schodzi 4 schodki na dol. Nareszcie. Nie. Pan nakreca zegarek. Siada. Boze moge hesc zimna juz owsianke. Pan odklada gazety, ktore mozna odniesc na makulature. Pare kartek. Gazety z tygodnia pietrza sie ale nke moge ich wyrzucic poki pan nie powie. Pan czyta gazere a ja sie zastanawiam, czy moge odejsc od stolu. Czy wypada zagladnac na facebooku. Wygrywa we mnje wolny czlowiek i mlwie sobie " skoro panu wypada spojrzec w gazete to mi wypada spojrzec w komorke"... nigdy na zadnym zleceniu nie czulam sie tak jak sluga. Owszem staralam sie byc mila i przrz tydzien wyczajal sytuacje czego mozna a czego nie. Tutaj pana uwazalam za milego. Ale to tylko dlatego, ze bylam slugą. Miałam zaprzątniętą czymś innym głowę. I tak, jak kiedyś już pisałam- gdy człowiekowi zależy to jest źle i się wszystko pie... przeskoczyłam na zlecenie. Zwolniłam wczesniej z posterunku zmienniczke ( ku jej radości ). Z moja stara firma i stara zmienniczką. Do formy zadzwonilam i spytałam, czy tak spontanicznie mogę zmienić zmienniczkę kilka dni wcześniej. My byśmy się dogadały, ale nie wiadomo co z rodziną. Nawet sekundy się nie zastanawiali. 4 strony- ja, zmienniczka, firma i rodzina podopiecznych. Wszystko zagrało. Przyjeżdżam na miejsce. Pytam syna, czy firma już pytała o dwie połówki dnia wolnego. Nie ma sprawy. Tlumaczy podopiecznej, ktorej się coś nie podoba, że będę miała dwa razy po 12 godzin wolne. Wybieram środa i sobota po obiedzie.
Po kolacji dzwoni siostra. Mowie przepraszam i odchodze do stolu. Gdy wracam afera, ze jak ich potraktowalam. Ale wiem, ze mam firme i rodzine za soba. Nie jestem wiec sługą. Odpowiadam, že jestem z nimi 24 godziny na dobę i to normalne, że czasami będę rozmawiała z rodziną z polski o najróžniejszych porach dnia, bo nie jestem ich własnością i mam rodzinę i mam prawo do namiastki życia. Babka się bulwersuje. Mówię do niej, że jak chce niech zadzwoni do syna i powie, ze mnie nie chce. Syn jakby telepatycznie coś poczuł dzwoni. Babka milczy, jak zaklęta. Ale takie rzeczy to tylko przeskoczysz, jak wiesz, że masz firmę za sobą. Jak nie, to nic nje zdzialasz. Nawet odwagi nie starczy, by się odezwać. 
Raz wyjechalam z firmą, która nie miała godzin pracy w umowie. Odradzam kaźdemu. Odradzam również wyjazdu z firmami, które nie uzgadniają z rodzinami, jaka minimalna kwota musi być przeznaczona na wyżywienie. To są podatawy. Czas. Czas na sen, na odpoczynek, na wyjście. I jedzenie. Bez tego ni rusz. Uważam, że nadszedł czas, by upominać się o wolny dzień lub o 2 połówki. 
Wiem, że ciężko. Bo z natury jednak jesteśmy sługami. 
20 kwietnia 2018 21:37
Chociaz moze nie z natury tacy jesteśmy, bo nie buntowało by się w nas wszystko. Tak nas wychowano.
21 kwietnia 2018 11:04 / 2 osobom podoba się ten post
Napisz mu punkt po punkcie co ma zrobić. Na mnie zadziałało jak drogowskaz, miejsca, których wcześniej nie widziałem teraz wiem, że mam sprawdzać. Zdarza się, że za dodatkową pomoc wpada kilkadziesiąt e.
21 kwietnia 2018 15:14 / 2 osobom podoba się ten post
Mikser, właśnie miałam Cię pytać, jakimi metodami Twoje zmienniczki nauczyły Cię sprzątać :). I tak zrobię, jak mówisz. Zmieniałam ostatnio malarza-artystę, ale takiego od obrazów. Dorabia sobie u mojej młodej podopiecznej. Buja w obłokach i nie widzi co "pod nosem" :). A podczas smażenia używasz specjalnej łopatki do patelni? :) Pozdrawiam
21 kwietnia 2018 15:37 / 3 osobom podoba się ten post
Pracuję również już czwarty rok, ale nigdy nie czułam się i nie czuję się sługą! w swojej pracy. O nie, gdyby tak było, nigdy nie wykonywałabym tego zawodu w Niemczech.
Obecna firma jest moją trzecią firmą. Miałam i mam dobry kontakt z dziewczynami z biura. Uzgadniamy wszelkie kwestie, nawet te ciężkie, problematyczne, nierozwiązywalne "na cito". Wszystkie problemy można rozwiązać. Kiedy raz mój podopieczny na początku mojej pracy zarzucił mi, że za mało z nim rozmawiam i podniósł głos (wystraszyłam się), natychmiast skontaktowałam się z jego córką i z firmą i natychmiast prosiłam o reakcję. Była rozmowa między mną, podopiecznym  oraz firmą i podopieczny już nigdy tak nie zareagował. Podopieczny był impulsywny. Ale wiedział, że jestem w stanie zrezygnować z pracy z nim, więc musiał się w stosunku do mnie zachowywać właściwie. Podopieczni też wiedzą, że jak nie będą nas szanowali to nie znajdą opiekunów, bo nikt nie będzie chciał u nich pracować, będą musieli iść do domu opieki. A tego nie chcą. Pozdrawiam