A ja mam tutaj prawdziwą musztrę. Mój mąż by się tutaj nadał, bo on przyzwyczajony do tego. Moja praca tutaj polega na otwieraniu i zamykaniu. Już wspominałam, ze nie mam za dużo tutaj do roboty, więc mogę sobie czytać, siedzieć na internecie, babcia nie jest absorbująca. Ale cały czas muszę uważać na drzwi... Tutaj oczywiście jest na dole ogrzewanie centralne, ale babcia z racji oszczędności strasznie uważa, aby czasami nie było za ciepło i aby to ciepło się nie marnowało...Więc cały czas słyszę drzwi " zu". Słyszę to kilkanaście razy w ciągu dnia. A jak się spóźniłam z tą czynnością , to się mnie zapytała, czy my w Polsce drzwi nie mamy. Powiedziałam, że mamy, ale nie musimy ich tak zamykać cały czas, bo nie oszczędzamy tak i u nas w całym mieszkaniu jest ciepło... Tutaj dochodzi druga sprawa. Kolejna oszczędność na cieple....Zabawa zaworami od kaloryferów. Babcia ma u siebie odkręcony kaloryfer cały czas i naturalnie cały czas drzwi "zu", w kuchni kaloryfer powinien być też zamknięty, a na tą chwilę jak ona je śniadanie w kuchni, to lepiej jest odkręcić największy palnik z gazem, bo szybciej się nagrzeje i oczywiście drzwi "zu". Tutaj, gdzie ja siedzę w dużym pokoju, kaloryfer powinien być na null cały czas, aż do momentu, gdy ona będzie oglądać telewizję. Wtedy to, godzinę wcześniej, powinnam ogrzać pokoik, a po skończonym oglądaniu, momentalnie zakręcić i tak do następnego dnia. Powiedziałam, że od tego manewrowania, to jeszcze trochę i będzie musiała sobie nowe zawory kupić. A ja to ogólnie powinnam się cieplej ubierać, jak mi jest zimno. Oczywiście nie jest mi zimno, bo kaloryfer w pokoju jest odkręcony i mam cieplutko. Babcia zagląda tutaj tylko, gdy ogląda wieczorem wiadomości i jakiś film. To "zu"i "auf", to mi się już po nocach śni... :-)
