U mnie powoli robi sie to samo, ale ja walcze. Jestem tu tylko dla tej kasy, juz na oku mam cos nowego na pare tygodni i jade pózniej na swoja sztele, mam nadzieje, ze zakotwicze troche dluzej, bo warunki pracy i kasa od pewnego czasu sa dlamnie najwazniejsze. Własnie rodziny podopiecznych mnie tego nauczyly. Ich biernosc, wykarzystywanie naszej uczciwosci i poswiecenia. Ja codziennie "poskramiam" złosnice, z ktora nikt, ani syn ani corka nie chca spedzic nawet 5 minut, nie wspomne wnucząt. Moją czeka heim, ona tego do siebie nie dopuszcza i w to nie wierzy, a ja wiem, ze rodzina juz poczynila kroki w tym kierunku.

